piątek, 7 grudnia 2018

509. Machinacje z czasem



Tak często to słyszymy lub sami wypowiadamy, że nawet nie zwracamy już na to uwagi. Niemal machinalnie używamy nieśmiertelnej formuły: „Nie mam czasu”. Tacy jesteśmy zapędzeni, zawaleni obowiązkami? Tak nam się śpieszy? Dokąd? Cmentarze są pełne takich, którym się śpieszyło. Nie od dziś wiadomo, że pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł i że co nagle, to po diable, a z narwaństwa to tylko wrzody i zawały się biorą.


Gdy kiedyś napisałam o typach temperamentów, nie omieszkałam zaznaczyć, że wszelki pośpiech i presja bardzo nie leżą w mojej naturze i jeśli naprawdę muszę przyśpieszyć, nie jestem przy tym specjalnie zadowolona. Mimo że nie jestem w gorącej wodzie kąpana, to i tak nigdzie się nie spóźniam, bo nie znoszę niepunktualności, a często nawet jestem przed czasem. Również mimo tego, że bardzo dużo pracuję, znajduję czas na swoje czasochłonne hobby. Bardzo rzadko się zdarza, żebym odmówiła komuś spotkania, wizyty albo samej sobie wyjścia do teatru czy na spacer. Ale zaczynam odbiegać od tematu, więc pora przejść ad rem.


Osobie, która przez wiele lat był mi bardzo bliska i z którą zjadłyśmy beczkę soli, formułka „nie mam czasu” przyrosła do ust na stałe. Doszło do tego, że widujemy się niezwykle rzadko i nawet przez telefon coraz rzadziej zdarza nam się rozmawiać, bo ona nie ma czasu. Czasem udaje nam się spotkać – wyłącznie przy okazji czegoś innego. To znaczy: „Muszę pojechać jutro na cmentarz, bo są imieniny ojca” – mówi krótko przez telefon. „Nie pojechałabyś ze mną? Tak dawno się nie widziałyśmy.” albo: „Muszę być jutro w sądzie, więc może wstąpiłabym po ciebie, gdy skończysz pracę i pojechałybyśmy razem do Leclerca? Muszę zrobić zakupy, a tak dawno się nie widziałyśmy…”. Czasu, żeby spotkać się normalnie, bez okazji, w domu lub na spacerze – nie ma. Co ciekawe, ja mam go zawsze i do tych okazji się dostosowuję.
„Co ty robisz z tym czasem?” – pytam, bo nie mogę rozwikłać zagadki samodzielnie.


Męża nie ma.
Dzieci dorosłe.


Nie uczęszcza na żadne zajęcia w stylu kółko filatelistów czy aerobik – nie ma na to czasu.


Nie bywa w kinie, teatrze, filharmonii, stadionie – nie ma na to czasu.


Wszędzie przemieszcza się samochodem, co nawet w obliczu korków daje oszczędność czasu w porównaniu z korzystaniem z komunikacji miejskiej, z której korzystać nie może, bo nie ma na to czasu.


Ponieważ lubi czytać, a nie ma na to czasu, robi to nocami.


Jedyne hobby, jakie ma (poza czytaniem książek) – to jest szydełkowanie – uprawia po nocach, bo w dzień nie ma na to czasu.


Toteż nie wysypia się, bo nie ma czasu.


Jest ciągle przemęczona, gdyż nie ma czasu na odpoczynek.


Nie chwyta się żadnych dodatkowych prac, choć grosz by się przydał, ponieważ zwyczajnie nie ma na to czasu.


Obiady gotuje wieczorami, bo wcześniej nie ma czasu, mimo że codziennie kończy pracę o 14.00.


W stronę komputera nawet nie patrzy, bo i tak nie ma na to czasu.


Nie chodzi do fryzjera ani kosmetyczki, bo na przesiadywanie u nich nie ma czasu – sama podcina i farbuje włosy, oczywiście nocami, bo w dzień nie ma czasu.


Nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie, co z tym czasem robi, że tak ciągle go nie ma – po prostu tego nie wie.
Na czym więc polega tajemnica braku czasu?


Przecież tak naprawdę wszyscy mamy go tyle samo i dla każdego dobra trwa 24 godziny. Wyjąwszy to, co naprawdę musimy zrobić, wiele zależy od nas samych i od tego, jak czasem wolnym od obowiązków (niezależnie od tego, ile go mamy) dysponujemy oraz ode tego, co za obowiązek uważamy.


Nie wiem na pewno, ale wydaje mi się, że to chyba – oprócz umiejętności organizowania i trzymania się „grafiku” (to wcale nie musi być pisemny plan) – kwestia priorytetów. Mając do wyboru sprzątanie łazienki albo wyjście do teatru jedna osoba uzna, że łazienka to obowiązek i wybierze sprzątanie – druga oleje porządki i wybierze rozrywkę. Zgadnijcie, co wybrałabym ja :)


piątek, 30 listopada 2018

508. Przymiarka do trumny

Hradczany (Hradčany) to prastara dzielnica Pragi położona na wzgórzu nad Wełtawą. Być może kojarzy się niektórym wyłącznie z siedzibą królów czeskich, ale to stanowczo za mało. Mieści się tam o wiele więcej atrakcji. My zaczęliśmy od ogrodów zamkowych.



W sumie jest ich sześć, a najbardziej okazałam z nich jest Ogród Królewski. Zanim powstał, znajdowały się tu niegdyś winnice zamkowe, które założył w 1534 r. Ferdynand I Habsburg. Później zaczęły one nabierać charakteru ogrodu, gdzie zapoczątkowano sadzenie egzotycznych roślin. Było to pierwsze miejsce na świecie, w którym uprawiano (w XVI w.) tulipany. Dopiero stąd trafiły do słynącej z nich Holandii! Przez pewien czas utrzymywano tam również królewskie zoo.





Dużym zaskoczeniem stały się dla nas dźwięki muzyki, które rozległy się ni stąd, ni zowąd na tej wielkiej przestrzeni. Rozejrzałam się wokół i oto, co odkryłam. Gdzieś pomiędzy budynkami, przyczajona w krzakach orkiestra dała ten niespodziewany koncert jak na zawołanie. Odniosłam nieodparte wrażenie, że na widok nowej grupy zwiedzających pojawiła się specjalnie po to, żeby umilić im spacer.


Widać jednego z muzyków
W Ogrodzie Królewskim znajduje się tzw. Domek Prezydencki. W przeszłości znajdowała się tutaj oranżeria, która w latach 1937-1938 została przebudowana na willę ówczesnego prezydenta Czechosłowacji, Edvarda Beneša. Służyła jako rezydencja prezydencka (przeznaczona do odpoczynku, nie do zamieszkania) do połowy lat 90-tych XX wieku.




Interesującym budynkiem jest tzw. Míčovna – niegdysiejsza sala do gry w piłkę.



Ta 80-metrowej długości, renesansowa „sala gimnastyczna” została pięknie ozdobiona techniką sgraffito.





Przed Míčovną stanął pomnik „Alegoria Nocy” Matthiasa Bernharda – artysty, którego trzy kolejne rzeźby znajdują się na słynnym Moście Karola.



Najważniejszy na Hradczanach jest oczywiście zespół zamkowy. Jego początki sięgają IX w. W 880 roku książę z dynastii Przemyślidów, pierwszy historyczny władca Czech, Borzywoj I, zbudował tu drewniany gród umocniony wałami. W XI w. istniejący tam zamek otoczono grubymi murami. Odtąd kompleks podlegał licznym przemianom, a najważniejsza jego przebudowa miała miejsce w XVIII w. i została wykonana na polecenie Marii Teresy.
U bram rozczłonkowanego Zamku Praskiego (oryginalnie noszącego nazwę Pražský Hrad) czuwają gwardziści w budkach, którzy wyglądają, jakby z nich właśnie zdejmowano miarę do trumny.


Na teren zamku przedostaliśmy się niejako od tyłu – prosto na tzw. drugi dziedziniec z piękną, barokową fontanną pośrodku.





Bryłą zaburzającą regularny kształt dziedzińca jest wcinająca się weń kaplica św. Krzyża (kaple sv. Kříže).




Pierwszy dziedziniec znajduje się przed zamkiem, od strony Placu Hradczańskiego.


Tutaj zawsze kłębią się tłumy turystów.


Nic dziwnego – zarówno plac, jak i zamek wraz z imponującym ogrodzeniem, stanowią obiekty nader atrakcyjne. Monumentalne posągi walczących tytanów nad bramą frontową są kolosalnych rozmiarów i naprawdę robią wrażenie.






W zamku znajduje się siedziba prezydenta Republiki Czeskiej.
Na Placu Hradczańskim znajdujemy budynki godne uwagi. Najbliższym zamku jest klasycystyczny Pałac Salmovský (Salmovský palác) z XIX wieku, w którym dziś mieszczą się wystawy Galerii Narodowej.



Kolejna perełka renesansu to Pałac Schwarzenbergów (Schwarzenberský palác) z piękną elewacją. To również dalsza część praskiej Galerii Narodowej.


Z tyłu, za tą stylową, zieloną latarnią, znajduje się ciężki, barokowy Pałac Toskański (Toskánský palác) w stylu włoskim.


Przy Pałacu Salmowskim znów umiliła nam życie orkiestra i naprawdę przyjemnie było jej słuchać, gdy schodziliśmy wzdłuż potężnych budynków zamkowych obejrzeć panoramę Pragi, jaka rozciąga się ze wzgórza.


Zdjęcia są nieco zamglone, bo starałam się przybliżyć jak najbardziej widoczne na nich obiekty, a nie dysponowałam aparatem z jakimś imponującym zoomem.





Mamy tutaj na przykład Most Karola...


...czy wieżę telewizyjną Žižkov (Žižkovský vysílač), którą obsiadły… raczkujące niemowlęta (Miminka).



To nie żart – w 2000 roku umieszczone zostały na niej rzeźby, których autorem jest słynny czeski artysta David Černý. Porządne zdjęcia tego kuriozum znalazłam w Internecie.