środa, 26 kwietnia 2017

401. Zazdrość nie zazdrości

Każdemu chyba zdarzyło się w życiu westchnąć:
- Ach, jak ja ci zazdroszczę!
Zazdrościmy innym ludziom rzeczy małych i wielkich, dupereli i spraw wielkiej wagi, czegoś zupełnie oczywistego i tego najbardziej zaskakującego. Nie jest ważne, co budzi w nas to nostalgiczne pożądanie – ważne, że inni owym obiektem naszych pragnień dysponują, a my możemy sobie o nim tylko pomarzyć. To właśnie w takich okolicznościach z udręczonej bądź zachwyconej piersi wydzierają się półnabożne westchnienia:
- Ach, jak ja ci zazdroszczę!
Niestety, bardzo często w ślad za nimi idą głosy oburzenia i komentarze pouczające o tym, że zazdrość niszczy, zżera, jest grzechem, a ten, który zazdrości, jest podły, nikczemny, małostkowy, nienawidzi ludzi i żółć go zalewa.
- Dlaczego? – pytam.
Problem polega prawdopodobnie na myleniu pojęć. Zazdrość to nie to samo, co zawiść. Zazdrość to smutek z powodu niezaspokojonego pragnienia, który budzi się, gdy widzimy obiekt naszych westchnień u kogoś innego. Czy to naprawdę takie naganne uczucie? To przecież dopiero zawiść prowadzi do frustracji, złości, nienawiści wobec bogu ducha winnego szczęśliwca i pragnienia, żeby szlag trafił od tego, co posiada, po niego samego. To zawiść jest destrukcyjna dla trawionego nią delikwenta i może skutkować nieobliczalnymi pomysłami.
A swoją drogą… Na świecie jest w gruncie rzeczy niewiele spraw, których zazdroszczę innym. Nigdy w życiu nie pomyślałabym jednak, że można by czegoś zazdrościć mnie.

sobota, 15 kwietnia 2017

400. Taki akcencik

W ramach życzeń wielkanocnych macie ode mnie… A, sami sobie zobaczcie. Poniższe należy skopiować i wkleić w Gogle.


1.2+(sqrt(1-(sqrt(x^2+y^2))^2) + 1 - x^2-y^2) * (sin (10 * (x*3+y/5+7))+1/4) from -1.6 to 1.6

środa, 12 kwietnia 2017

399. Bilboróżności i kibelkowa przygoda

Bardzo ciekawym miastem północnej Hiszpanii jest Bilbao. Założone przez don Diega Lópeza de Haro V, który zbudował w tym miejscu miasto Villa, przeżywało kolejne okresy świetności, zwłaszcza w XIX w., kiedy to masowy wytop żelaza przyśpieszył industrializację. Nieatrakcyjna i ekonomicznie podupadła w XX w. miejscowość (dawniej przemysłowa) przeżyła nagły rozkwit, zwany „efektem Bilbao”, dzięki któremu dzisiaj odwiedzają ją miliony turystów. Stało się tak za sprawą starań władz miejskich, które usiłowały przywrócić miejscowości dawne znaczenie. Przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, który zmienił Biblbao w kulturalną stolicę Baskonii było wybudowanie awangardowego budynku muzealnego – Guggenheim Bilbao. Do jego powstania przyczyniła się fundacja założona przez amerykańskiego przemysłowca, kolekcjonera dzieł sztuki, Salomona Guggenheima.
Muzeum Guggenheima – dzieło kanadyjskiego architekta Franka Gehry’ego – wygląda jak przedziwna, baśniowa rzeźba wykonana z kamienia, płytek tytanowych i szkła. W słońcu lśni bajecznie i zmienia wygląd w zależności od pory dnia i pogody. Za jego sprawą miasto stało się centrum sztuki współczesnej.




Moją niepodważalną faworytką stała się od pierwszego wejrzenia „Mama” – gigantyczna pajęczyca z brązu, której autorką jest francuska artystka Louise Bourgois. 


Kapitalnie wyglądają srebrzyste kule, które przypominają mi bąbelki w wodzie – wykonał je brytyjski specjalista od błysku i połysku, Anish Kapoor.


Muzeum Guggenheima sprawiło, że miasto na powrót stało się jednym z największych portów i ośrodków ekonomicznych na północy Hiszpanii. Nowoczesność i luksus widać na każdym kroku. Nawet filmowcy docenili to miejsce, kręcąc tu sceny do filmu z Jamesem Bondem „Świat to za mało”.
Przez Bilbao przepływa rzeka Nervión, po której kursują „Bilboats”, a po ulicach jeżdżą „Biblbobusy”.




Tuż przy Muzeum Guggenheima znajduje się wkomponowany w jego strukturę most de la Salve.



Idąc popularnym deptakiem Paseo Campo de Volantín podziwialiśmy niezwykłą architekturę miasta, w którym tradycja elegancko komponuje się z nowoczesnością.

Hotel Hesperia Bilbao






Na tymże deptaku rozegrały się sceny lepsze niż u Dantego. W pewnym momencie wyrósł przed nami elegancki szalet miejski. Część męska, umiejscowiona od strony deptaku, składała się z zawieszonych niejako na zewnątrz pisuarów, osłoniętych jedynie drzwiami w stylu westernowych salonów. Gdy męska część ekipy postanowiła skorzystać z przybytku, my natychmiast złapałyśmy za aparaty, na co panowie zareagowali zbiorowym krzykiem. Tymczasem po drugiej, żeńskiej stronie rozgrywał się istny dramat z udziałem mojej arcynarwanej koleżanki zwanej Kościotrupem. Przytupując z niecierpliwości przed drzwiami zamkniętej kabiny, o mało nie wyrwała ich z futryną natychmiast po tym, jak uchyliły się i wyjrzała z nich koleżanka Buraczkowłosa. Raptus Kościotrup jak wpadł do wymarzonego wc, tak natychmiast wypadł z niego z krzykiem i piskiem, wykapany od stóp do głów. Nie zdążył bowiem przemyśleć sprawy automatycznego mycia i dezynfekcji kabiny wraz z sedesem za pomocą gorącej wody i detergentów. Nie da się ukryć, satysfakcję miałam przednią, bo czego jak czego, ale narwaństwa nie lubię.
Bardzo ważnym obiektem Bilbao jest nowoczesny most Puente Zubizuri, zaprojektowany przez słynnego architekta Santiago Calatravę.



Prowadzi on do Isozaki Atea – bliźniaczych szklanych wieżowców mieszkalnych o 22 kondygnacjach, zaprojektowanych przez japońskiego architekta Aratę Isozakiego. Słowo „atea” w języku baskijskim oznacza „bramę”, która prowadzi z mostu do nowoczesnej części miasta.


W modernistycznym budynku Casa Consistorial de Bilbao mają swoją siedzibę władze miejskie Bilbao.




Przed ratuszem ustawiono dziwaczną rzeźbę ze stali o niewiele mówiącym tytule „Variante Ovoide de la Descoupacion de la Esfera”. Ma 6 m średnicy, 8 m wysokości, nie wiadomo, co symbolizuje i jest, krótko mówiąc, paskudna. Za to jej autor, Jorge Oteiza, jest sławny.


W pobliżu ratusza zlokalizowany jest neobarokowy gmach Teatru Arriaga z XIX w., inspirowany architekturą Opery Paryskiej.


Przy Placu św. Mikołaja mieści się barokowy kościół św. Mikołaja (Iglesia de San Nicolás) z 1756 r.





Zapuszczając się głębiej w stare miasto, napotykamy gotycką katedrę św. Jakuba z 1350 r. Niedzielne msze odprawia się tam w dwóch językach: hiszpańskim i baskijskim.

Frau Be podkościelna


 

Niebiańskiej urody portal



Ważnym obiektem w Bilbao jest usytuowana na nadbrzeżu największa w Europie hala targowa Mercado de la Ribera, przypominająca łódź albo statek.





Warto zwrócić również uwagę na śliczny budyneczek Bilbao-Concordia – końcową stację kolejową linii FEVE.


czwartek, 6 kwietnia 2017

398. Hiszpania: perła w muszli i krab w kaloszach

Miasto położone na północy Hiszpanii, w Kraju Basków, nosi nazwę San Sebastián, a jednocześnie nazywane jest po baskijsku Donostia. Jest to piękna, malowniczo położona (nad Zatoką Biskajską na Oceanie Atlantyckim) miejscowość wypoczynkowa. Bywa nazywana „perłą północy”. Niegdyś wypoczywały tu nie tylko hiszpańskie, ale i światowe elity.
Historia San Sebastián rozpoczyna się w starożytności. Wtedy to powstała malutka wioska rybacka, skupiona wokół wzgórza Monte Urgull. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z XI i XII w. W 1181 r. król Sancho VI Mądry nadał San Sebastián prawa miejskie. Na początku XIII w. u stóp wzgórza zaczęli osiedlać się koloniści gaskońscy. W tym samym czasie na wzniesieniu wybudowano zamek obronny (Castillo de Santa Cruz de la Mota), którego zleceniodawcą był król Sancho VII Mocny. Ponieważ San Sebastián leży bardzo blisko granicy z Francją, warownia pełniła przez wieki ważną rolę.
W 1489 miasto nawiedził pożar, po którym trzeba było je od podstaw odbudować. Podobnie w 1813 r. pożoga strawiła całe stare miasto. Ocalała jedna, jedyna ulica, wokół której odbudowano starówkę. Dziś nosi ona nazwę 31 de Agosto. W 1863 r. zburzono resztki murów obronnych, a przy rozbudowie wzorowano się gdzieniegdzie się na układzie urbanistycznym Paryża.
Architektura hiszpańska, nawet taka najzwyklejsza, jest przemiła dla oka, m.in. za sprawą ażurowych, ślicznych balkonów i balkoników. Moją uwagę przykuły zwłaszcza drzwi balkonowe w kształcie dziurek od klucza. Genialne!










Niebagatelne dla oka znaczenie ma roślinność, która w Hiszpanii ma jednak lepsze możliwości niż w naszym klimacie.





Pierwszym znaczącym obiektem, który wyrósł na naszej drodze, był pomnik hiszpańskiego admirała Antonia de Oquendo, bohatera bitwy na płyciźnie Downs w XVI w.



Minęliśmy śmiesznie ulokowany, jakby zwyczajnie wkomponowany w ciąg budynków kościół, o którym niewiele się dowiedziałam. Wewnątrz najciekawszym obiektem wydał mi się ołtarz za szkłem, jakby świątynia została wkomponowana w skałę czy kamień.










Nad rzeką Urumea zawieszony został 20 stycznia 1905 r. (w święto świętego Sebastiana, patrona miasta) most Marii Krystyny (Maria Kristina zubia). Na obu jego końcach umieszczono po dwa monumenty wzorowane na moście Aleksandra III w Paryżu.




Niezwykłym obiektem sakralnym jest siedziba diecezji San Sebastián – majestatyczna, neogotycka katedra Dobrego Pasterza (Catedral del Buen Pastor). Została wybudowana pod koniec XIX w. przez architekta Manuela de Echave. Jako materiał został wykorzystany piaskowiec i łupki. Poświęcenia kościoła dokonano w 1897 r., a w połowie XX w., wraz z utworzeniem diecezji, została mu nadana ranga katedry.










Kropielnica przy wejściu została zrobiona z gigantycznej, prawdziwej muszli!
W drodze na najpiękniejszą plażę San Sebastián minęliśmy Pałac Sprawiedliwości.




Plaża usytuowana w samym centrum miasta, leżąca nad zatoką o nazwie Bahia de la Concha (Zatoka Muszla), nosi nazwę Playa de la Concha (Plaża Muszla).








Szeroka na 40 m i długa na 1350 m, oddzielona została od miasta promenadą, z której roztacza się przepiękny widok na Zatokę.





Ten zegar pokazuje godziny...

...a ten cholera wie, co.




Pośrodku znajduje się wyspa św. Klary (Isla de Santa Clara), przypominająca kształtem żółwia. W XVI w. było to miejsce odosobnienia chorych na dżumę, dziś jest to wypoczynkowa wysepka z rajską florą i fauną, na której można zorganizować np. piknik. Znajduje się tam również restauracja i latarnia morska.


Wyspa św. Klary
Latarnia morska na wyspie św. Klary
Po prawej stronie, patrząc od lądu, na niewielkim cyplu wznosi się Monte Urgull. Na wzgórzu znajdują się pozostałości średniowiecznego zamku Castillo de Santa Cruz de la Mota, zabytkowe działa oraz 30-metrowa figura Chrystusa (Sagrado Corazón de Jesús), którą umieszczono tam w 1950 roku. Jej autorem jest rzeźbiarz Federico Coullaut-Valera.



Wędrując promenadą, minęliśmy przeuroczy pomnik don Kichota i jego wiernego giermka, Sancho Pansy.



W miejscu, gdzie kończy się plaża, usytuowany jest ratusz miejski. Okazały ten budynek nie od razu pełnił tę funkcję, co dziś. Wybudowany został w 1887 r. jako kasyno. Gdy w 1924 r. wprowadzono zakaz uprawiania hazardu, zamieniono je na hotel. Dopiero w 1945 r. przeniosły się tutaj ze starej siedziby władze miasta.





Nieopodal ratusza znajduje się dodająca miejscu specyficznego uroku karuzela.



Ważnym zabytkiem San Sebastián jest barokowa bazylika Santa María del Coro z 1774 roku. Mieści się ona na Starym Mieście. Dotarliśmy do niej ciasną uliczką o urokliwej nazwie Kale Nagusia, w której akurat kończono gasić pożar. 



W zwartym labiryncie wąziutkich zaułków o nieszczęście nietrudno. Po drodze moją uwagę przykuła urocza wystawa sklepowa. Nie mogłam się oprzeć chęci uwiecznienia krabów – tego w kaloszach i tego mniejszego, z mlecznego szkła, i tych kraciastych.




Bazylika była zamknięta, ale już to, co na zewnątrz, wystarczyło, żeby się zachłysnąć potężną dawką rozszalałego baroku. Patronką bazyliki jest Virgen del Coro – tutejsza Czarna Madonna, patronka miasta.




Nad głównym wejściem świątyni umieszczone zostały symbole papieskie (znak statusu bazyliki), powyżej figura św. Sebastiana przedstawionego w tradycyjny sposób, tj. przeszytego strzałami, a na samej górze herb miasta.





Najstarszą świątynią w San Sebastián jest kościół pw. św. Wincentego (Iglesia de San Vincente). Wybudowali go w XVI w. architekci Miguel de Santa Celay i Juan de Urrutia w stylu gotyku baskijskiego.








Piękna, stara kamienna chrzcielnica

Urokliwa, omszała studzienka przy kościele
Miejscem reprezentacyjnym jest malowniczy Plac Konstytucji (Plaza de la Constitución). Dawniej odbywały się tutaj corridy, dlatego w budynkach wokół znajdują się numerowane loże.





Co roku w tym miejscu, w nocy z 19 na 20 stycznia, rozpoczyna się La Tomborrada (po baskijsku Donostiako Danborrada) – baskijski festiwal związany z dniem św. Sebastiana. Burmistrz miasta punktualnie o północy wciąga flagę miasta na maszt i rozpoczyna się 24-godzinne święto. Towarzyszy mu bębnienie (tzw. „budzenie św. Sebastiana”), parada mieszkańców przebranych za kucharzy i żołnierzy w strojach z epoki napoleońskiej, pokazy sztucznych ogni. Zwyczaj ten ma korzenie w wojnach napoleońskich. San Sebastián przeżyło długotrwałe oblężenie wojsk brytyjskich, francuskich, hiszpańskich i portugalskich. W końcu jego mieszkańcy zaczęli wyśmiewać nieudolnych żołnierzy i organizować prowokacyjne defilady ośmieszające ich. Z czasem przeobraziły się one w tradycję.
Nad zatoką, w kawiarence z widokiem na plażę, wypiłyśmy kawę, a przy okazji doszło do kłótni o napiwki (opisanej TU).






W drodze powrotnej minęliśmy jeszcze dobosza, który wygrywa Marsza San Sebastian – hymn Tomborrady – aby niebawem wyruszyć w stronę Bilbao.