wtorek, 31 stycznia 2012

11. Dobro powraca? Niekoniecznie!



„Dobro powraca” – tak brzmi slogan reklamowy jednej z fundacji starających się poruszyć ludzkie serca. Być może w niektórych wypadkach powraca – nie wiem.
Zaczyna się okres wzmożonej walki o 1% podatku dla instytucji użyteczności publicznej. W ciągu całego roku zewsząd otoczeni jesteśmy wszechobecną żebraniną. Namolne reklamy w TV, uliczni „rozdawacze” (a raczej „wciskacze”) ulotek z numerami kont, domokrążni przedstawiciele rozmaitych fundacji, przykościelne akcje charytatywne, bilboardy ze zdjęciami z hospicjów, sklepowe skrzyneczki na pieniądze, doroczna bitwa o 1% od podatku na początku roku – to wszystko epatuje nas chwytającymi za serce zdjęciami, łzawymi głosami matek, buziami niewinnych dziatek. Sama kiedyś za każdym razem płakałam na widok niewidomego chłopca śpiewającego: „...masz takie oczy błękitne jak tamta miała...”. I zaraz budzi się żal, że nie możemy pomóc wszystkim, zbawić świata... Wciąż trzeba wybierać, komu dać złotówkę, dwa złote, 1% podatku...
Widziałam jednak niejeden raz, co potrafi wyrosnąć z tych „słodkich niewiniątek”. Potrafią być bardziej okrutne dla rówieśników, zwierząt i każdego, kto jest od nich słabszy niż niejeden dorosły oprawca. Będę szczera, choć bardzo „niepoprawna politycznie”: doświadczenia własne i cudze sprawiły, że zupełnie straciłam serce do pomagania ludziom. Sami mnie z tego wyleczyli.
Ponadto namolność, wymuszanie pomocy, szantaż moralny i branie na litość działają na mnie jak płachta na byka. Skoro wyciąga się do mnie rękę, to chcę mieć możliwość wyboru, wiedzieć, komu pomagam i czy ta pomoc ma sens.
Zostałam obdarzona tym szczególnym typem wrażliwości, który sprawia, że codziennie boli mnie tysiąc spraw: gołąb ze złamanym skrzydłem, głodny pies, krzew z obłamanymi gałązkami, zdeptane kwiaty, futro z kotów, którym szczyci się moja koleżanka (biolog z wykształcenia!!!). Jest dość ludzi pomagających ludziom. Jest telewizja, są gazety – człowiek wciśnie się wszędzie. Tymczasem są jeszcze inni, którzy czekają na naszą pomoc. Ci „niemedialni” i „niedochodowi”, których nie widać na bilboardach, o których nie słychać w reklamach społecznych, którzy nie przyczynią się do korzyści finansowych państwa ani Kościoła. Zwierzęta. W schroniskach i przytuliskach, w ogrodach zoologicznych, w zagrożonych ekosystemach. One nie dadzą na tacę, nie zapracują na ZUS, nie zaopiekują się nami na starość, nie wpuścimy ich w koszty. Ta pomoc nam się nie zwróci. Nie mają nic, są bezbronne i coraz bardziej narażone na bezduszność ludzkiej cywilizacji. Kocham je. To im od lat pomagam i będę pomagać. Tak wybrałam. Raz na zawsze.

35 komentarzy:

  1. Frau Be - kobieto! Gdzie Ty się podziewałaś, jak znikłaś?! Cieszę się, że znowu jesteś, zauważyłam Cię u Piotrusia! Nie mam na razie już czasu, żeby czytać, ale wpadłam się przywitać. :) Do zobaczenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Iw... Ale się cieszę!
      Wiesz... gdzie przepadłam, to przepadłam. Było i chyba minęło, a w każdym razie mija (mam nadzieję). Jak widzisz, zabieram się do odbudowania archiwum. Nic nie przepadło, potrzebowałam tylko pozamiatać się pod dywan. Nie wiem, czy jestem gotowa do powrotu, ale na pewno uchyliłam już rąbek dywanu i zaczynam spod niego wyglądać. Póki co, odbudowuję blog, bo tęskniłam za nim... i za Wami. Cieszę się, że jeszcze nie umarłam w internetowej pamięci :)

      Usuń
    2. Buduj, buduj. I wyłaź. :)

      Usuń
    3. Buduję jak wściekła ;)

      Usuń
    4. nie zwykłam pisać takich rzeczy, ale cholerka muszę!
      też tęskniłam !

      Usuń
    5. Nie zwykłam pisać takich rzeczy, ale, cholerka, muszę: bardzo się cieszę!
      :))

      Usuń
    6. dobra, skończmy z tym, bo się tak jakoś nieFrauowo robi ;)))))

      Usuń
    7. Co...? A, fakt. Znaczy, teraz mam wyklinać dla równowagi?

      Usuń
    8. wystarczy, że będziesz sobą ;)

      Usuń
    9. Spoksik na maksik - będę sobą. Choćby dlatego, że wszyscy inni są już zajęci :)

      Usuń
  2. Frau, ja tak abstrahując od tematu...
    Twoje nowe posty, to stare posty??
    czy ta data to po prostu jakaś ekstrawagancja? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa, doczytałam komentarz do Iw..
      już wszystko jasne

      Usuń
    2. Stare! Na razie przywracam blog do dawnej postaci. Miło, że zauważyłaś "ekstrawagancję", nie każdy jest tak spostrzegawczy ;)

      Usuń
    3. A, kurde, nie nadążam za Tobą :)

      Usuń
    4. ale że co?? tchu Ci brakuje?

      Usuń
    5. chyba coś mi gdzieś "umkło" ;)

      Usuń
    6. Nie wiem. Mnie na pewno, m.in. spory fragment życia.

      Usuń
  3. Taaaa, dobro powraca, u mnie raczej daje po d...ie. Wielu ludziom pomogłam, a gdy ja potrzebowałam...wypieli się, choć mogli pomóc gdyby tylko chcieli...sprowadzili mnie więc do parteru, bo ja naiwna byłam wierząc w ichne zapewnienia pomocy mi w razie godziny "w"
    Serdeczności :)

    Ps...wchodzę, patrzę na nagłówek posta i rzut okiem na datę i co widzę?
    sobota, 28 stycznia 2012
    oj Frau Be :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ bardzo dobrze widzisz! Póki co, odbudowuję swój blog, publikując archiwalne posty z ich oryginalnymi datami. Gdy skończę, wezmę się do roboty (zakładam, że dam radę).
      A co do ludzi, to... jak wyżej. Tak jak Ciebie, sprowadzili mnie do parteru jak złoto.

      Usuń
  4. Trzymam kciuki za odbudowanie bloga, a całą resztę paluchów za powstanie nowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy nie powstanie - będzie to dalszy ciąg tego samego. Tylko najpierw muszę dojść do punktu, w którym przerwałam.

      Usuń
    2. za kontynuację w taki razie!
      nie chciałam wbijać Ci noża w serce... nie takie zamiary mam.
      życzę Ci z całego serca powodzenia i odzyskania tego czego poszukujesz :)

      Usuń
    3. Och, przecież wiem, że nie chciałaś! Trafiłam przypadkowo na tamten tekst, który napisałaś przecież jeszcze w zimie. Tyle, że rany nie goją się w sekundę.

      Usuń
    4. tak, to nie trwa sekundę, ale na szczęście dla nas wszystkich jednak goją się :)

      Usuń
    5. Chyba tak - mimo że niektóre bardzo długo. Nawet latami.

      Usuń
    6. wiesz, kiedyś usłyszałam takie zdanie: "rany zawsze się goją ale pozostają po nich blizny - i te czasem dają o sobie znać". może taki sposób interpretacji jest łagodniejszy dla nas? Pozwala powrócić do życia...

      Usuń
    7. Myślę, że i tak może być. Prawdopodobnie każdy sam w sposób właściwy dla siebie radzi sobie z tymi rzeczami.

      Usuń
  5. Czasami rekonwalescencja bywa bardzo długa. Bywa, że i depresja nas dopadnie..
    Przeżyjemy , mimo wszystko, blizny też ...jakoś.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i będziemy żyć aż do samej śmierci! :)

      Usuń
  6. Dobra wraca - w postaci np, kretyńskich hejterek.
    Zwierzaki - na nie odpisuję...

    OdpowiedzUsuń
  7. To witam w klubie miłośników futrzastych - nieraz mam wrażenie że mam dla nich więcej cierpliwości niż dla ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mam takiego wrażenia - mam tę pewność.

      Usuń