piątek, 3 lutego 2012

12. Grecja: miasto bogini



Athína to nazwa mówiąca, że miasto należy do bogini Ateny. Od 2,5 tysiąca lat niepodzielnie króluje nad nim Partenon – na znak, że rozpościerający się u jego stóp moloch został poświęcony bogini mądrości, patronce wojen sprawiedliwych, boskiej dziewicy i hafciarce.


Miasto jest ogromne, rozległe i łączy się ze słynnym portem Pireus. W oczy rzuca się jego zadziwiająco niska zabudowa, bez wysokich wieżowców i drapaczy chmur. Jak się okazało, przepisy budowlane stanowią, że z każdego punktu miasta musi być widoczny Akropol. Podobnie ze znaleziskami archeologicznymi – kopanie fundamentów bardzo często kończy się jakimś odkryciem. Osobiście widziałam budujące się centrum handlowe, posadowione na takich przypadkowych wykopaliskach. Władze Aten rozwiązały kłopotliwą sytuację w ten sposób, że nakazały inwestorowi zabezpieczyć i eksponować chronione prawem dobra narodowe. Centrum zostało więc wybudowane tak, że budynek stoi na palach, znalezisko jest oświetlone i można je oglądać od góry, przez przeszkloną podłogę. Sklepy natomiast znajdują się na wyższych kondygnacjach. Podobnie w stacjach metra znajdują się gabloty z ekspozycją tego, co znaleziono podczas przekopywania tuneli.

W jednej ze ścian znajduje się nawet witryna... ze szkieletem antycznego nieboszczyka.
Pięknym pomnikiem nowoczesności jest ateński stadion olimpijski.


Mnie, jak to mnie – bardziej niż tradycje olimpijskie, zaintrygował... okalający stadion żywopłot. Pachniał tak jakoś znajomo i jakby kulinarnie... Idąc za węchem, przeprowadziłam śledztwo zwieńczone utknięciem końcówką nosa między twardymi listkami.
- Heureka!
Na żywopłot składały się poczciwe liście laurowe. Wawrzyn szlachetny.


Na tym zresztą nie skończyły się moje kulinarno-ateńskie doznania estetyczne: kawałeczek dalej rosło sobie beztrosko bardzo dekoracyjne i nader znajomo pachnące drzewo.
- Na Zeusa! – wyrwało mi się całkiem stosownie do miejsca. – Przecież to... pieprz!


W centrum Aten znajduje się Plac Síndagma, miejsce elitarne i dystyngowane. Najważniejszą budowlą zamykającą Plac Síndagma jest gmach Parlamentu z Grobem Nieznanego Żołnierza. Przed nim o każdej pełnej godzinie odbywa się uroczysta zmiana warty. Ba! Żeby te dzikie sztuki wyczyniane przez oryginalnie ubranych przystojniaków przypominały żołnierską zmianę warty! Gwardziści zwani evzonami, zlani potem pod wełnianymi strojami górali macedońskich, przez piętnaście minut odgrywają przedstawienie, na którym gromadzą się tłumy gapiów. Evzoni wykonują coś w rodzaju groteskowego marszu – tańca, który można obserwować wyłącznie z zapartym tchem.

 
W Grecji, poza powiewem wielkiej historii, oczywiście, o przypływ ekstazy przyprawiała mnie na każdym kroku egzotyczna przyroda.
Prawdziwe palmy...


...ukochane oliwki...


 ... i to, o czym marzyłam od pierwszego wieczoru w Serbii: cykady. Polowałam na wrzaskliwe insekty całymi dniami. Bezskutecznie. W końcu pewnego wieczoru około północy zeszliśmy na Plákę – starówkę w zabytkowej dzielnicy Aten u stóp Akropolu. W środku nocy było tam tak gwarnie, jak w dzień – może nawet bardziej, bo w Grecji dopiero, gdy spada temperatura, zaczyna się życie. W restauracji pod gołym niebem zasiedliśmy do spóźnionej kolacji. Wokół rozbrzmiewały śmiechy i krzyki (Grecy są bardzo głośni), dzieci kupowały parasolki od słońca u ulicznych sprzedawców, kelnerzy uwijali się wokół stolików, ja rozkoszowałam się lodowatym piwem, a cykady robiły swoje. W pewnym momencie moje lewe ucho wyłowiło dźwięk dobiegający z zupełnie niewielkiej odległości. Tuż obok stolika rosło niewielkie drzewko. Porzuciłam towarzystwo i napój bogów, po czym z nosem przy samej korze rachitycznej rośliny rozpoczęłam śledztwo. Znalazłam! Siedziała zołza i darła się jak opętana. Z nieziemską satysfakcją wzięłam gadzinę z zaskoczenia. Najwyraźniej urażona, zamilkła w błysku flesza, ale co tam – już była moja, ślicznotka!


10 komentarzy:

  1. Cykad jeszcze nie spotkałam, chociaż powinnam.
    Co do znalezisk archeologicznych. Podobnie wyeksponowane widziałam w Hiszpanii.
    W Madrycie, przed pałacem królewskim, jest garaż podziemny i tam właśnie, w taki sam sposób, wyeksponowano to, co wykopano przy jego budowie.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiszpania do mnie tak silnie nie przemawia jak Grecja.

      Usuń
  2. A, liście laurowe zrywałam w Turcji z drzewa. To jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie jest to krzew, przynajmniej z taką postacią spotykałam się częściej, ale występuje również jako drzewo i to duże.

      Usuń
  3. Ateny są cudne,
    ale cykady to ja w życiu nie widziałam.
    Słyszałam cykanko, ale żeby widzieć i jeszcze fotkę
    strzelić - never!
    Liście laurowe w Chorwacji zrywałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham cykady! A w Chorwacji nie byłam jeszcze ani razu w życiu...

      Usuń
  4. Faktycznie cudo...W Grecji na wysepce Pserimos tak "wrzeszczały" że nie było słychać własnych myśli :)

    OdpowiedzUsuń