wtorek, 10 stycznia 2012

4. Caritas contra WOŚP


Tradycyjnie za chwilę, jak co roku, rozpęta się kampania antyowsiakowa. Sfory miłosiernych samarytan będą ujadać i pluć jadem w kierunku WOŚP, jako jedynie słuszną instytucję charytatywną wskazując, oczywiście, Caritas. A teraz:
1. Historyjka numer jeden.
W moim mieście, w jednym ze szpitali wojewódzkich oddział neonatologii jako pierwszy w Polsce został wyposażony przez WOŚP na najwyższym, światowym poziomie. Swojego czasu wizytujący oddział neonatolodzy z różnych stron świata kiwali w zadumie głowami, a niektórzy z nich powiedzieli: „Wiemy, wiemy i zazdrościmy” (jako członek sztabu WOŚP byłam świadkiem tej rozmowy). Podobno wtedy osiągnęliśmy taki standard, jakim szczycili się Japończycy.
Kilka lat temu Lalka – moja koleżanka – urodziła córeczkę, która bezpośrednio po przyjściu na świat znajdowała się w stanie krytycznym. Jej życie i zdrowie zostały uratowane na tym właśnie oddziale. Co roku Lalka mówi: „Owsiakowi zawdzięczam życie mojego dziecka”. I hojnie wspiera WOŚP. Takich matek są w Polsce tysiące. Na państwo ani na Caritas nie mogły liczyć.
Tu rodzi się pytanie: czy gdyby oddział, na którym uratowano życie jej dziecka, nie został wyposażony przez WOŚP, Caritas pomogłaby Lalce w przetransportowaniu i wyleczeniu dziecka za granicą? Pozostawię je retorycznym.
2. Historyjka numer dwa.
W majowej i czerwcowej powodzi w ubiegłym roku ucierpiał Prosiaczek. Moja serdeczna przyjaciółka. Wraz z mężem, dziećmi, bratem i jego rodziną oraz rodzicami utracili wszystko. W sumie dwa domy. W tym czasie najwięcej szumu medialnego i pozamedialnego robiono wokół Caritas. Ludzie w najlepszej wierze tłumnie kupowali i oddawali co mogli dla ofiar tej niewyobrażalnej tragedii. Od rozgoryczonego Prosiaczka i licznych mieszkańców tego najbardziej chyba poszkodowanego w kraju miasta usłyszałam, jak wyglądała „pomoc” Caritas. Z różnych stron Polski zajeżdżały ciężarówki z darami, z których na miejscu wolontariusze Caritas wyładowywali nowiutkie koce, kołdry, poduszki, środki czystości i wodę do picia ofiarowane przez ludzi dobrej woli... i tyle je widziano. Powodzianie, którzy naprawdę stracili wszystko, odchodzili z kwitkiem. Jednych informowano, że „jeszcze nie ma”, innych – w tym samym momencie – że „już nie ma”. Gdzie się to wszystko podziewało...? Goryczy tych ludzi, pokrzywdzonych przez ślepy los, a potem upokorzonych rzucanymi im przez Caritas w miejsce nowiutkich darów stertami spleśniałych łachów, nie da się z niczym porównać.
- O Caritas szkoda nawet mówić – macha ręką Prosiaczek. – To jedna wielka ściema.
A tak na marginesie: czy ktoś kiedyś widział, żeby Caritas przedstawiła jakiekolwiek rzetelne, publiczne rozliczenie swojej działalności...? Odpowiedzi na wszelkie pytania pozostawiam do rozważenia w indywidualnym zakresie.

10 komentarzy:

  1. i jakie to smutne, że prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, oczywiście, stary tekst, ale wciąż aktualny.

      Usuń
    2. A Owsiaka stale się czepiają.
      Stare teksty, lecz ciągle aktualne!

      Usuń
    3. Co roku jest to samo. A jak ktoś nie chce, to nie musi dawać. Niech ujada do woli, ale potem, w razie czego, niech dziecka lub wnuka do specjalistycznego szpitala nie pcha, a rękę po kasę na leczenie niech do Caritasu wyciąga.

      Usuń
    4. Cha, cha, dobre! Głowę daję, że będą pierwsi w kolejce.
      Pa:)

      Usuń
  2. Co roku ta sama bajka i coraz większa, coraz bardziej chamska nagonka na J.O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet szkoda gadać. To się w pale nie mieści, bez względu na rozmiar pały!

      Usuń
  3. Mój Młody leżał na oddziale dziecięcym na Rycerskiej w połowie lat 90-tych i już wtedy były tam pompy i sprzęt medyczny z serduszkami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka też. W 1996. Mamy zdjęcie z serduszkiem WOŚP na dziecku...

      Usuń