poniedziałek, 6 lutego 2012

13. Nie cudzołóż - dowolna przeróbka



Wieki całe składały się na wypracowywanie norm moralnych i systemów etycznych, które regulowały obyczajowość, prawodawstwo i wszelkie relacje międzyludzkie różnych społeczeństw. Takim kodeksem dla żyjącego przed tysiącami lat prymitywnego ludu pasterskiego stał się dekalog. Przetrwał on do czasów dzisiejszych jako filar moralności chrześcijańskiej. Kościół katolicki mocno go na swój użytek zmanipulował. Co znamienne – jak zwykle, obsesyjne zainteresowanie kleru wzbudza życie seksualne wiernych. I tak, ze skądinąd mądrego przykazania „nie cudzołóż” (to znaczy: nie zdradzaj, nie rań, nie krzywdź zdradą żony, męża) uczynił kuriozalny wór, do którego upchnął wszystkie swoje fobie i niezdrowe zainteresowania. Już samą instytucję małżeństwa sprowadził do absurdu twierdząc, że trwa ono nawet wówczas, gdy tak naprawdę nie istnieje, bo byłych małżonków nic już nie łączy. Jak można mówić o cudzołóstwie (zdradzie) w przypadku, gdy już nie ma kogo zdradzać, bo eks-małżonkowie od dawna żyją oddzielnym życiem? Ani ona jego nie zdradza, ani on jej nie krzywdzi niewiernością, bo wszelkie relacje między nimi ustały.
Co gorsze, Kościół cudownie rozmnożył to pojedyncze przykazanie i dziś w jego ujęciu „nie cudzołóż” znaczy:
- nie rozmawiaj i nie myśl o seksie,
- nie oglądaj porno,
- nie całuj się i nie obmacuj przed ślubem,
- nie współżyj przed ślubem,
- nie masturbuj się,
- nie stosuj antykoncepcji.
Żadna z powyższych zabronionych czynności w rzeczywistości w żaden sposób nie równa się znaczeniowo cudzołóstwu, co każda przeciętna jednostka powyżej debila jest w stanie zrozumieć o własnych siłach, a jednak kler brnie w zaparte. Jego histeria na tle eufemistycznie nazywanej „nieczystości” sięga zenitu. Swoją drogą, bardzo mnie intryguje, dlaczego akurat ten element ludzkiej fizjologii tak mocno pobudza kreatywność duchowieństwa. Może idąc tym tropem, należałoby zakazać owieczkom innych czynności fizjologicznych: jedzenia, picia, wydalania i oddychania bez złożenia specjalnych ślubów...?
Kościelnych, rzecz jasna.
Za „co łaska, ale nie mniej niż...”.

12 komentarzy:

  1. i jeszcze dodam:
    - udawaj ludu wierzący, że wśród księży nie ma seksu w myślach i uczynkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a im trudniej zatuszować wszystkie księże sprawy, tym bardziej udawaj!

      Usuń
  2. Bo najciemniej jest pod latarnią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Policjant pytał pannę pod latarnią, gdzie ma kasę fiskalną. Odrzekła mu, że w doopie :)

      Usuń
    2. To całkiem tam, gdzie ta czarna szarańcza!

      Usuń
  3. Jak dla mnie, to ingerencja księży w życie wiernych, powinna być ograniczona. Nie będę tego rozwijać. Zgnilizna i tyle. Od razu powiem, że nie wszystkich księży to dotyczy.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem ta ingerencja nie tyle powinna być ograniczona, co ŻADNA. Ja duchowieństwu w majtkach nie grzebię i nie życzę sobie, żeby mi grzebali jacyś uzurpatorzy.

      Usuń
  4. W "S@motności w Sieci" - takim czytadełku, które zna większość narodu, jest bardzo fajna scena, gdy główna bohaterka się masturbuje, podsumowana textem (cytuję z pałki): "Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić".
    I wszystko w temacie z mojej strony. ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przebrnęłam przez "Samotność w sieci", chociaż dzielnie próbowałam. Jakoś mnie śmiertelnie znudziło zaraz na wstępie.

      Usuń