czwartek, 9 lutego 2012

14. Wieczór świra



Przyszło mi onegdaj zostać deszyfrantką. Kontrwywiad niech się schowa. Tworząc wieczorową porą tony dokumentów do pracy, dla zachowania higieny psychicznej pogadywałam od czasu na gg raz z Różowym, raz z Kuflem.
- z kont jesteś?* – w lekkim oszołomieniu podrapałam się w czubek głowy, patrząc na okienko gg migające obcym numerem. Odgadnięcie zaszyfrowanej wiadomości nie było trudne.
- Z tond – odpisałam błyskawicznie tym samym kodem i spuchłam z dumy na okoliczność własnego IQ. Za chwilę sklęsłam: trzeba było napisać „z tont”, zostałoby pewnie lepiej przyjęte.
- a ha – odpowiedziało okienko. – jak masz na imię
- To było pytanie?
- no he he
Skąpstwo ortograficzno-interpunkcyjne delikwenta zbiło mnie nieco z pantałyku.
- A skąd masz mój numer? – zagotowałam się powoli.
- z katalogu póblicznego
- No to tam jest napisane!
- no pisze he he.
- Kto pisze? – nie zrozumiałam.
- no he he
Ręce opadły mi poniżej klawiatury.
- no co nic nie piszesz
- To Ty chciałeś rozmawiać!
- no he he to co mi jeszcze napiszesz ciekawego
Gadał dziad do obrazu.
Zadzwonił telefon. Spojrzałam na zegarek: 2230. Kto o tej porze...?
- Dobry wieczór – powiedziała słuchawka męskim głosem. Miłym. Raczej obcym.
- Dobry wieczór – odpowiedziałam, póki co, uprzejmie. W głowie zaświtała mi mglista myśl o telemarketerze i dziewiętnastej tego dnia ofercie super produktu. Nic z tych rzeczy! Migające okienko gg zignorowałam.
- Co porabiamy? – zapytała wesoło męska słuchawka. Brzmiała lekko, optymistycznie, ale nietelemarketingowo.
- A... to i owo... – dałam się wziąć z zaskoczenia.
- A na ten przykład co? – dociekliwie a zalotnie zaszczebiotała słuchawka.
- A na ten przykład cokolwiek – zagrałam na zwłokę, szukając w głowie gorączkowo ewentualnego właściciela głosu.
- No ale tak konkretnie, to co robisz? – słuchawka jakby się zniecierpliwiła.
- Yyyyyy... rozmawiam przez telefon? – wysiliłam intelekt do nieprzytomności.
- A! – głos najwyraźniej zamienił się w szczerze ucieszony. – A z kim rozmawiasz?
- Też bym to chciała wiedzieć... – westchnęłam z głębi serca.
- To zgadnij – powiedziała słuchawka i zachichotała niefrasobliwie. – Piiiiip... piiiip... piiiiiiip... – dodała. Odłożyłam ją z westchnieniem.
Z trzaskiem zamknęłam w komputerze migające na pomarańczowo okienko gg. Za jakiś czas zamigotało następne. Rozpaczliwie zagadnęłam Różowego. Był bardziej doświadczony w internetowych konwersacjach.
- Tyyyyy, ktoś mi tu pisze „cz”. Co to ma być?
- Spoko – uspokoił mnie Różowy. – To znaczy „cześć”.
- O matko. To co w takiej sytuacji się odpisuje?
- Napisz „ch”.
- Wpuszczasz mnie w kanał...? – zapytałam podejrzliwie. – Mam mu naubliżać?
- Nie – wyjaśnił rozbawiony Różowy. – Leci się skrótami. Ten znaczy „chaj”. Rozumiesz, taka awangardowa angielska pisownia.
- Jakie znowu „chaj”?! Jaka pisownia?! Chyba dla obłąkanych!
- Oj, no... aleś oporna! Witasz się z nim w ten sposób! Poliglotycznie!
- No dobrze – nieufnie wpisałam „ch”. Zadziałało! Obce okienko odpowiedziało błyskawicznie.
- Opis!
- Różowy...
- No?
- Co to jest „opis”?!
- No jak to co? Koleś grzecznie prosi Cię, żebyś mu się opisała. Wiesz, włosy, oczy, biust, te sprawy...
Nie zdzierżyłam. Sztuka konwersacji wydała mi się w tym przypadku nader skomplikowana i absolutnie zbędna. Zatrzasnęłam kolejne okienko. Trzeci delikwent wywołał u mnie rzetelny wstrząs.
- pzdr
- Że co proszę?!
- o co kaman, nie kminisz? to nrx ---->
O święci Pańscy!!!

*ortografia i interpunkcja oryginalne.

18 komentarzy:

  1. Kumam tę czaczę, chociasz czasem rency opadajom :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rynce jak rynce - gorzej, kiedy i cycki!

      Usuń
    2. To wtedy trzeba myć podłogę na kolanach...

      Usuń
    3. Li i jedynie!
      Pieprzona grawitacja...

      Usuń
    4. Na to też jest sposób. Jedźmy na Antypody!

      Usuń
    5. O matko! Już sobie wyobraziłam te części rozmaite, furkoczące nam nad głowami... :))))

      Usuń
  2. Widzę, że sprawa jest rozwojowa. W ubiegłym roku pisałam o współczesnych analfabetach. Teraz się to zjawisko pogłębiło. Czy jest gdzieś jego kres ? A , wiem. Tej części społeczeństwa odpadną paluchy, jako niepotrzebny wytwór kolejnych faz rozwoju człowieka.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty, nic im nie odpadnie. Muszą mieć czym klikać w smarKfony czy inne badziewie.

      Usuń
    2. Fakt! Może nosem? Wtedy zez murowany. Ale są jeszcze nogi:)

      Usuń
    3. Ale niesprawne. Młodzież masowo nie ćwiczy na wf-ie, a dorosłym d... przyrosły do foteli samochodów.

      Usuń
  3. Właśnie dlatego od wieków wyłączam GG; loguję się tylko czasem ,żeby mi numer nie przepadł, bo podałam go kilku znajomym. ale fakt, jak kiedyś miałam ten sławetny komunikator cały czas włączony, to raczej nie zdarzały mi się takie przygody :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego, ale do mnie często jakieś cymbały pisały. Może przyciągam takich...? Brrr! Pozbyłam się wszelkich komunikatorów i jestem zdrowsza psychicznie :)

      Usuń
    2. Ja to już nie pamiętam kiedy rozmawiałam przez komunikator. Odkąd jest moja córa, to ze trzy razy, a tu z miesiąc będzie 2,5 roku :P Ale to wynika chyba z faktu, że oprócz tego, że moja córa rośnie, nic się oprócz pór roku w moim życiu nie zmienia. Ostatnio to już w ogóle jakiegoś doła łapię w związku z tym. Szukam pracy, a ofert sensownych jak na lekarstwo, a odzywają się (czasem dość szybko) tylko z ofert w "obsłudze klienta", czyli przeważnie call center. Nie nadaję się do takiej pracy, ale jak nie będzie wyjścia, to chyba trzeba będzie chwycić byka za rogi

      Usuń
    3. Boże, jaki to musi być koszmar... A co by było, gdybyś nie miała J.? Co mają zrobić ludzie całkowicie samotni i pozbawieni dochodów? Ten kraj jest antyludzki!

      Usuń
  4. Loffciam takie gatki-szmadki z emotikonkami w tle, he, he!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zlikwidowałam gg, nie zdzierżyłam!

      Usuń
  5. Kiedyś miałam ten komunikator porażka

    OdpowiedzUsuń