niedziela, 4 marca 2012

22. Doroczny festiwal ohydy



Idzie wiosna. Tylko patrzeć, jak rozliczne blogi zakwitną znowu psimi kupami. Popularność tego wysoce wkurzającego tematu zastępczego dość skutecznie odwraca uwagę od problemu faktycznego i daleko bardziej obrzydliwego, jakim jest działalność ludzka. O ile bowiem zwierzę nie ma wyjścia i gdzieś tę kupę musi zrobić (a możliwości świadomego wyboru ma silnie ograniczone), o tyle człowiek podobno jest istotą rozumną. I do tego estetą! Tymczasem obrzydlistwo wyziera z każdego kawałka ziemi naznaczonego bytnością istoty ludzkiej. Festiwal ohydy, powiedziałabym, kwitnie bujnym kwieciem i to nie tylko na wiosnę, lecz przez cały, okrąglutki rok.
Nader urozmaicony asortyment śmieci zalegających chodniki, trawniki, przystanki i parki zawiera nie tylko pospolite plastikowe butelki i kartony po napojach, puszki i butelki po piwie czy papiery po wszelkich wiktuałach, ale i nieco bardziej wymyślne ozdoby, takie jak zużyte podpaski, tampony i prezerwatywy wraz zawartością. Nie ma miejsca, które nie byłoby upstrzone poprzyklejanymi dosłownie wszędzie gumami do żucia. Ukoronowaniem wszechobecnego syfu są chodniki tak oplute i pokryte gęstymi, zielonymi glutami wycharkanymi z ludzkich nosów i krtani, że nie wiadomo, gdzie podziać wzrok, aby nie puścić pawia. Śmierdzące, obsikane przez złotą polską młodzież bramy, poobdzierane kawały tynków świeżo wyremontowanych elewacji, wnętrza dworców i poczekalni, pobazgrane, poprzypalane papierosami ściany domów, zdewastowane wnętrza autobusów, tramwajów i pociągów, odpychające wysypiska śmieci w parkach i lasach... Mam wyliczać dalej?
Żeby było śmieszniej, z łatwością można zaobserwować, że największą pasję w podniecaniu się tematem psich kup często przejawiają wysiadujące na miejskich ławkach (jak na przyzbach wiejskich chałup) damy z awansu społecznego, które 10 – 20 lat temu na wsiach, z których poprzyjeżdżały, własnymi rękami wygarniały gnój z obór i chlewików. To ich mężowie, dzieci i wnuki dewastują dziś klatki schodowe, niszczą zieleń, zaśmiecają ulice i pokrywają chodniki wszelkim paskudztwem, a w sklepach wsadzają do wózków przeznaczonych na artykuły spożywcze hałaśliwe dzieciaki w brudnych buciorach. Jakoś dziwnie mało pisze się o tej – o wiele większej i poważniejszej od psiej kupy – bolączce naszego społeczeństwa. Może... dlatego, że wymagałoby to rozpoczęcia kampanii od samego siebie?

8 komentarzy:

  1. Właśnie, gdyby każdy rozpoczął 'kampanię czystości" od siebie samego i zaczął na przykład nosić na spacer z psem torebkę i zbierał to co pies musi zrobić....
    Było by po prostu czyściej i zapach ładniejszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mnie nie o psy chodziło, lecz o ten syf, który ludzie robią bez ich udziału.

      Usuń
  2. Wyciągnęłaś wszystko co trzeba, szkoda, że ludzie nie wyciągają z niczego wniosków. Czasem czuję się odmieńcem, który spadł na Ziemię z innego miejsca w Kosmosie. NIe pluję, nie charczę, nie mam psa, nie śmiecę, zawsze kasuję bilet, a do nosa noszę chustkę.
    Głupio się czuję w tłumie, o którym napisałaś tak obrazowo. Bo i u mnie są podobni do tych, przez Ciebie opisanych. Kismet!
    Pa:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nad jeziorem również syf i malaria po pseudo wędkarzach. Niestety świadomość ludzka ograniczona jest tylko do własnego M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj,
    jak robiłam kiedyś lekcję z zakresu ekologii,
    to se gdzieś wyczytałam, że największym syfem śmieciowym
    jest guma do żucia i codziennie zbierana, wystarczyłaby jak stąd...
    do wieczności. :(

    Nie pomyślą, debile, że jak taka ptaszyna to weźmie za ziarenko,
    to umiera w strasznych męczarniach.

    A po swoim psie sprzątam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie to nagłe wydelikacenie chamiarni mierzi do wypęku. Sto razy wolę psią kupę na trawniku od tego wiecznego wytrząsania się na blogach.

      Usuń