środa, 7 marca 2012

23. Nie zardzewiała...?



Raz na jakiś czas spotykam Jędrusia.
Dorastaliśmy na jednym podwórku, gdzie pewnego dnia pobił się o mnie z Bogdanem. Wszyscy troje chodziliśmy do jednej klasy w tej samej podstawówce, którą po latach skończyła Nieletnia.
Odkąd pamiętam, do Jędrusia miałam niezaprzeczalną słabość. Dobrych kilka lat spędziliśmy w końcu na tym samym boisku, w lecie jeżdżąc po nim na rowerach, a w zimie na łyżwach. Najczęściej jednak przesiadywaliśmy „za siatką” – na huśtawkach. „Przesiadywanie” to zresztą termin mocno umowny – zazwyczaj lekko bujaliśmy się na nich na stojąco i pewnie od tego bujania bujnęłam się w Jędrusiu (co – zważywszy na moją nieprzezwyciężone upodobanie do niebieskich oczu i jasnych loków – nie powinno być jakoś szczególnie dziwne). Do dziś pamiętam białe i popielate paski na czerwonym swetrze Jędrusia i szaleńcze bicie serca podczas lekcji fizyki, gdy jego krzesło tajemnym sposobem znalazło się tuż przy moim, a ręka – na oparciu krzesła, na którym siedziałam. Albo ten dzień, w którym Anulka – młodsza siostra Jędrusia – tuż obok zjeżdżalni powierzyła mi tajemnicę mrożącą krew w żyłach: „Jędruś powiedział, że jesteś jego dziewczyną”. Spuchłam ze szczęścia i dumy – i choć status dziewczyny Jędrusia po ukończeniu szkoły mnie opuścił, opuchlizna nie zeszła do dzisiaj.
Po latach spotkałam Jędrusia raz i drugi... Okazało się, że pracuje niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Jego córka kończy już studia, a on sam... cóż, „wyrósł” na niesamowicie fajnego faceta. Ciepły, szczery, bezpośredni i zawsze uśmiechnięty dobry człowiek – niewiele się zmienił od czasów, gdy byliśmy podstawówczakami. Włosy mu ściemniały, loki zostały króciutko ścięte, ale w oczach pozostały dokładnie te same, łobuzerskie iskierki. Jeśli w sklepie ktoś znienacka pociągnie mnie z tyłu za związane włosy albo przy kiosku na ulicy połaskocze nagle pod żebrami, to nie odwracając się mogę mieć pewność, że to łobuz Jędruś mnie wypatrzył. Zawsze ucinamy sobie choćby krótką pogawędkę i po takim spotkaniu jeszcze długo towarzyszy mi trochę zadumany uśmiech. W uszach tak ładnie dźwięczą proste słowa pożegnania: „Bądź zdrowa...” – mawia Jędruś.

Pod tym drzewem stały huśtawki. Tutaj bujnęłam się w Jędrusiu.

6 komentarzy:

  1. Przeszło Ci? To bujnięcie mam na myśli:)))
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że przeszło, ale sentyment pozostał. Jędruś to naprawdę fajny facet.

      Usuń
  2. Fajne.
    Fajnie mieć takiego Jędrusia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam do Jędrusia wielki, wieli sentyment... Ale Jędrusia nie mam.

      Usuń
  3. :) miło mieć takiego "Jędrusia"

    OdpowiedzUsuń