piątek, 6 kwietnia 2012

33. Izrael i Autonomia Palestyńska: przedsmak raju



Nigdy nie śmiałam sięgać marzeniami po coś, co było dla mnie realnie nieosiągalne. Kapryśna Fortuna sama postanowiła mi dopomóc.
- Chcesz pojechać? Zobaczyć Eden? – przedstawiła ofertę. Kusiła.
Mój Boże, jak bardzo chciałam!
- Jedź, to twoja szansa.
- Pojadę!
Fortunie się nie odmawia.
Już dawno w życiu na nic nie czekałam tak zapamiętale i z taką radością. Nie myślałam o wojnie, która tam się toczy. Nie myślałam o niebezpieczeństwie. To wszystko było nieważne...
Na miesiąc przed wyjazdem siedziałyśmy z Kulką na tarasie w Grajdole. To był pierwszy rok, w którym zamiast sputników robiących zdjęcia naszym kanapkom, wypatrywałyśmy na rozgwieżdżonym niebie światełek samolotów.
- Patrz, ten jest nasz – pokazałam Kulce.
- Mhm... – przytaknęła. – Mruga do nas...
Co wieczór rytuał się powtarzał.
Gdzieś na dnie duszy dźwięczało echo pieśni praojców w świętym języku, a wyobraźnia podsuwała upragnione widoki...
Cała zmieniłam się w czekanie, jak ten chłopiec z mojej ukochanej piosenki .
A potem poleciałyśmy i zakochałam się w tej ziemi bezgranicznie. Tak bardzo, że przyrzekłam sobie tam wrócić. I pewnego dnia wrócę. Tymczasem – powspominam.

2 komentarze:

  1. Tak jest zawsze. Często nie wiemy na co nas stać. Siedzimy w swoim mieście/grajdole i nosa nie wyściubiamy na Świat. A on czeka ! Na nas czeka, na Ciebie, na mnie...na każdego chętnego i ciekawego tegoż Świata.
    :)))

    OdpowiedzUsuń