czwartek, 12 kwietnia 2012

35. W oparach absurdu



O, w pytkę Zbysia!!
Dawno już nie spotkałam się z takim idiotyzmem, widać pora była najwyższa, żeby sobie odświeżyć. A wszystkiemu winne moje gapiostwo. Robiąc zakupy w hipermarkecie, nabyłam obuwie tekstylne dla Nieletniej. Czarną plamę na jasnej tkaninie zauważyłam tuż po tym, jak kasjerka machnęła butami nad skanerem. Gdybym zorientowała się minutę wcześniej, błyskawicznie zamieniłabym buty na półce przed zapłaceniem i nie byłoby problemu. Trudno, stało się. Zapytałam, czy mogę szybciutko pójść i je wymienić, ale zostałam odesłana do biura obsługi klienta. Sądziłam, że nie ma prostszej rzeczy do załatwienia – wystarczyło tylko pozwolić mi podejść do półki (z paragonem, rzecz jasna) i wymienić towar (w końcu na ten sam!) albo wysłać w tym celu pracownika, w końcu tylu ich się tam pałęta. W sumie nie zajęłoby to więcej niż 30 sekund. Jakież było moje zdumienie, gdy pani z biura obsługi zabrała mi buty i mozolnie przystąpiła do skomplikowanej procedury przyjmowania ich do zwrotu oraz oddawania mi pieniędzy. W tym czasie nogi zdążyły wleźć mi w odwłok i wyjść płucami. Na koniec dostałam paragon i pieniądze, po to tylko, żeby wejść ponownie, zdjąć z półki identyczną parę butów, a następnie odstać swoje do kasy po raz drugi, żeby oddać pani zwrócone mi pieniądze.
Bezsens, absurd i groteska!
Trafiona potężnym szlagiem ślubowałam uroczyście, że moja noga więcej w tym przybytku nie postanie, zwłaszcza, że tydzień wcześniej wredny babsztyl ze stoiska z rybami zrobił wszystko, żeby tylko mnie nie obsłużyć. Stałam jak ten cieć na weselu tuż pod tablicą informującą, że właśnie od tej strony obsługiwani są klienci, podczas gdy babsztyl traktował mnie jak powietrze. Obsłużył na przeciwległym końcu pół miasta, a gdy skończyła się miotać, wypięła się dupskiem w moim kierunku i zaczęła grzebać pod ladą. Skończyło się potężną awanturą, której nie omieszkałam zrobić.
Nie wiem, na czym to polega, że w hipermarketach musi królować bylejakość. Bajzel na półkach, badziewny towar, brak cen i tragiczni pracownicy, czyli treść żadna, za to w prostych procedurach obsługi klienta przerost formy nad treścią. Zwykłe, osiedlowe sklepy, z których korzystam na co dzień, biją hipermarkety na głowę i to pod każdym względem.

4 komentarze:

  1. No popatrz. Napisałam wczoraj komentarz i go wcięło!
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo w hipermarketach duża rotacja jest, wiec jak ci pracownicy mają być kompetentni, jak nie mają czasu, by tej kompetencji nabrać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale żeby aż do tego stopnia nie mieć mózgu? Nie myśleć logicznie?!

      Usuń