niedziela, 15 kwietnia 2012

36. Izrael i Autonomia Palestyńska: w piekarniku



Obszar Izraela i Autonomii Palestyńskiej zwykło się zwać w naszym kraju „Ziemią Świętą”. Nawet książki i przewodniki tak je określają, aczkolwiek zupełnie nie przepadam za tym sformułowaniem – za bardzo trąci religijnym folklorem. Również z niezupełnie zrozumiałych dla mnie względów przewodnikiem po tym obszarze może być ksiądz albo człowiek świecki, który ukończył studia teologiczne. Nie do końca wiem, czy jest w ogóle możliwe profesjonalne zwiedzanie tych państw z polskimi biurami z mniejszą ilością zataczania się od kościoła do kościoła, a zwiększoną liczbą świeckich atrakcji turystycznych. Będę poszukiwać takiej możliwości, bowiem i tak postanowiłam kiedyś jeszcze tam wrócić. Póki co, trafiła mi się taka, a nie inna możliwość i skrzętnie ją wykorzystałam. Darowanej wycieczce nie zagląda się w zęby – w końcu spełniło się moje marzenie, o którym sądziłam, że jest nie do realizacji. Czego chcieć więcej?
Pierwsze moje zetknięcie z ziemią izraelską miało miejsce o 300 w nocy. Z pięknego, ogromnego, klimatyzowanego portu lotniczego Ben Gurion w Tel Awiwie wypadliśmy wprost do rozgrzanego piekarnika. Termometr w autokarze, którym przez następne dni woził nas rewelacyjny Palestyńczyk Hussein, wskazywała 38° C, a był to – przypominam – środek nocy. Ze wzruszeniem wciągnęłam w płuca żar: było nie było, stałam na ziemi moich marzeń!
O wschodzie słońca znaleźliśmy się w Cezarei Morskiej (Caesarea Maritima) nad Morzem Śródziemnym.


Przed 600 rano cudowna woda cieplejsza była od powietrza! W Cezarei Morskiej (nie należy jej mylić z Cezareą Filipową – Caesarea Philippi – położoną na wzgórzach Golan) znajduje się doskonale zachowany kompleks starożytnych ruin. Wzdłuż pięknej, szerokiej plaży ciągnie się wspaniały akwedukt, który w czasach starożytnych dostarczał miastu wodę z oddalonego o 13 km źródła, bijącego na zboczu góry Karmel. W 6 r. n.e. Cezarea stała się stolicą Judei i oficjalną siedzibą gubernatorów rzymskich, z których jednym był słynny Poncjusz Piłat.


Bez namysłu potaplałyśmy się w śródziemnomorskiej zupce – zmoczone spodenki schły w tempie kosmicznym.


Na gorącym piasku fantastycznej plaży najspokojniej w świecie wygrzewał się krab. Cudeńko!!


14 komentarzy:

  1. Ależ ten akwedukt masywnie zbudowany. Do tej pory widywałam te budowle jakieś lżejsze, "zwiewniejsze", jeśli można takiego określenia użyć:)
    Krab, coś mi przypomina.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krab... pewnie przypomina Ci kraba :))
      A akwedukty bywają różne, może Rzymianie wzięli pod uwagę klimat, a może opór miejscowych przed najeźdźcami i musiało być solidnie...?

      Usuń
  2. Moja najstarsza augustowska przyjaciółka też się tam wybiera, bo jest fanatycznie zainteresowana, więc wyciągnę ją na spytki jak tylko wróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam :) "Spytki" mi się zawsze z Ligęzami kojarzą, Spytek Ligęza to był jeden z pierwszych właścicieli Rzeszowa :) No i wiesz, ulica jego jest, grobowiec jego jest itp. :)

      Usuń
    2. A, poniała. Patriotyzm domowy Ci się odezwał :)

      Usuń
    3. Nawet nie to. Po prostu mam manię skojarzeń, same mi się na mózg rzucają i koniec, nie poradzisz nic.

      Usuń
    4. Miewam tak samo :) Może nie jest to mania, ale jest :)

      Usuń
    5. I Herkules dupa, gdy skojarzeń kupa!
      ...znaczy... tego... Nec Hercules contra plures, chciałam powiedzieć.

      Usuń
    6. Nie wiedzieć czemu, plures skojarzyło mi się z pludrami.

      Usuń
    7. Wiedzieć, czemu. To na "plu-" i to na "plu-".
      Natomiast mnie pludry kojarzą się z Gargantuą i Pantagruelem :)

      Usuń