sobota, 21 kwietnia 2012

38. Napisz o mnie: Teresa



- Napisz o mnie – powiedziała Teresa. – Napisz o tym, co mi się przytrafiło, może akurat ktoś to przeczyta i uchroni się przed oszustwem?
- Napiszę – obiecałam.

* * *

Teresa wybierała się do lekarza. Była chora, czuła się potwornie źle, a na dodatek miała mnóstwo pracy. Tonąc w papierach, niemrawo w nich grzebała. Fatalny ból głowy dodatkowo utrudniał jej życie. Dzwonek u drzwi zabrzmiał jak wystrzał armatni.
- Dzień dobry – powiedziała jedna z dwóch pań stojących na wycieraczce. – My w sprawie obniżenia rachunku telefonicznego.
- Nie zamawiałam – powiedziała niemrawo Teresa i chciała zamknąć drzwi.
- My pani przedstawimy ofertę.
- Dziękuję, nie jestem zainteresowana – powtórzyła Teresa cierpliwie i stanowczo.
- Proszę pani, to jest bardzo korzystna oferta – kobieta była szybsza i żwawo odparła atak zamykanych jej przed nosem drzwi.
- Ale ja rezygnuję z telefonu stacjonarnego w ogóle, czekam tylko na wygaśnięcie umowy, więc naprawdę nie ma o czym mówić!
U pani z wycieraczki pojawił się błysk w oku.
- Przynajmniej na te kilka miesięcy można by obniżyć abonament, po co ma pani przepłacać? Teraz każda złotówka się liczy.
- Tego pani nie wie, czy przepłacam.
- To może jednak zapozna się pani z naszą propozycją, wtedy będzie pani miała możliwość porównania.
- Proszę pani, jestem chora, spieszę się do lekarza i nie mam siły ani ochoty na pogawędki!
- Ale my zajmiemy tylko chwileczkę – kobieta była namolna. Wparowała do mieszkania wraz z milczącą towarzyszką. Teresa pomyślała z rezygnacją, że może rzeczywiście lepiej będzie dla świętego spokoju wysłuchać oferty, wtedy po prostu szybciej ich się pozbędzie. Tego dnia nie miała siły walczyć z wiatrakami.
Nachalna kobieta zapewniła ją, że Inny Operator (nazwijmy go IO), którego reprezentuje, jest agendą Telekomunikacji Polskiej S.A., co nie było prawdą, ale o tym Teresa nie wiedziała. W myśl słów przedstawicielki handlowej, miało to być atutem, gdyż nie ma nic gorszego, jak trafić na prywaciarza. Teresa słuchała jej ze zniecierpliwieniem.
- Konkrety proszę.
Oferta, którą przedstawiła pani od IO, była rzeczywiście korzystna i skołowana Teresa doszła do wniosku, że jeśli chodzi o te głupie cztery miesiące, które pozostały jej do wypowiedzenia umowy TP S.A., to może zaryzykować, dobre i te parę groszy złotych oszczędności. Poczuła się prawie przekonana.
Sprzedawczyni IO zapewniła, że od następnego miesiąca abonament Teresy zostanie obniżony i tak pozostanie do momentu wygaśnięcia umowy z TP S.A. W następnej chwili jednak okazało się, że podsunięty jej druk umowy opiewa na 24 miesiące.
- O nie, nie, nie. Ja tego nie podpiszę – zdecydowanym ruchem odsunęła od siebie formularz. – Potem okaże się, że nie mogę się od was uwolnić.
- Ale to jest tylko druk, po prostu nie mamy innych, jednak proszę się nie niepokoić, my mamy dostęp do pani danych w umowie z TP S.A., przecież jesteśmy jedną firmą i na pewno chodzi tylko o ten okres, do którego będzie pani posiadać telefon stacjonarny – uspokajała.
Zrezygnowana i otumaniona Teresa złożyła podpis, po czym zapomniała o sprawie natychmiast, gdy z ulgą zamknęła drzwi za namolnymi sprzedawczyniami.
O incydencie przypomniała sobie dwa miesiące później. Wciąż dostawała po staremu faktury z TP S.A., opiewające na tę samą, wcale nie obniżoną kwotę. Tknięta złym przeczuciem, zadzwoniła pod numer infolinii IO celem przekonania się, jaki właściwie jest jej status. Jak się okazało, padła ofiarą oszustwa, gdyż figurowała tam jako nowy klient od najbliższego miesiąca, oczywiście z umową na dwa lata. Sprzedawczyni kłamała od pierwszego słowa, dokładnie od „dzień dobry”, bo tamten feralny dzień wcale dla Teresy dobrym się nie okazał. Doskonale wiedziała, że wkrótce Teresa nie będzie już posiadaczką żadnego telefonu stacjonarnego, a mimo to, matacząc, nakłoniła ją do podpisania umowy.
Co więcej, pracownica infolinii zapewniła Teresę, że przełączenie do IO (który zresztą nie jest żadną agendą TP S.A.) zostanie dokonane we właściwym terminie, co również okazało się kłamstwem. Przełączenia dokonano wcześniej, a TP S.A. naliczyła jej karę za przedwczesne zerwanie umowy. To już drugi pracownik IO, który z premedytacją ją okłamał albo co najmniej wykazał się rażącą niekompetencją. Zerwać umowę z IO, oczywiście, można, tyle że za to zostanie naliczona kara od kolejnego operatora.
Teresie się przelało, więc skierowała do IO stosowne pismo i oczekuje na rozwój wypadków, rozważając złożenie w prokuraturze doniesienia o przestępstwie. W Internecie dogrzebała się informacji o podobnych incydentach.

* * *

Oczywiście, można podsumować całą tę sprawę w ten sposób, że Teresa sama sobie jest winna, bo podpisała umowę. Nie chciałabym jednak, aby sytuacja uległa absurdalnemu odwróceniu i – jak to często dzisiaj bywa – z ofiary zrobiono winną. Gdy mamy do czynienia z przedstawicielami legalnie działającej firmy, to jednak zakładamy ich profesjonalizm i uczciwość. Traktowanie każdego a’priori jako potencjalnego oszusta uniemożliwiłoby nam normalne funkcjonowanie. Opisani pracownicy IO działali wszakże w rażącej sprzeczności z elementarnymi zasadami uczciwości, dlatego to nie Teresa powinna się wstydzić swojej naiwności i wiary w dobre intencje człowieka, lecz firma za swoich pracowników – i przede wszystkim oni sami.
Póki co, Teresa poniosła tylko koszty, nie usłyszawszy od nikogo nawet „pocałuj mnie w d...”, o zwyczajnym słowie „przepraszam” nie wspominając. Jak sytuacja się rozwinie, czas pokaże.

16 komentarzy:

  1. Jak nie reagują na grzeczne "dziękuję, nie", to trzeba młodzieżowo: "wypad!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chora była i niemrawa. Nie wiem zresztą, czy by umiała. Specjalistką od niepatyczkowania się z nachałami jestem ja :)

      Usuń
    2. Ja, na szczęście w takich porzypadkach, jak chora jestem, czy po prostu źle się czuję, potrafię byc wredna - czasem to się przydaje

      Usuń
    3. Myślę, że ta umiejętność zawsze się przydaje :)

      Usuń
  2. A, i tylko w wyjątkowych wypadkach można liczyć na uczciwość firm i ich przedstawicieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wciąż nie zwalnia nikogo z uczciwości.
      Przyjrzałam się dzisiaj naszej wczorajszej dyskusji. Przeleciałyśmy przynajmniej sześć epok, niekoniecznie z sensem :)))

      Usuń
    2. I o to chodzi :D Może być "Bitwa na głosy", może i na cytaty :) To też jest sztuka :)

      Usuń
    3. Kurde, sztuka jak cholera. To nawet nie była bitwa - raczej teleturniej "Skojarzenia" :)

      Usuń
    4. A jak by dorzucić muzykę to "Śpiewające... klawiatury" :)

      Usuń
    5. Mój brat, gdy był mały, mówił na klawiaturę "klawiszeria" :))

      Usuń
    6. Moje dziecko na helikopter mawiało "hilipokter", a brat na kołdrę "kordła" :)
      A, i dziecko mawiało "więgiel" i "wsiatło" :)

      Usuń
    7. No popatrz, moje też miało słowotwórstwo lotnicze: "siamotolot".
      A do tego zamiłowania kolorystyczne po matce: "pomańciowany" :)

      Usuń
  3. Niestety, najczęściej tacy "uczciwi" sprzedawcy mają za pożywkę osoby, które nie potrafią bez zbędnych ceregieli wyprosić "gości"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, niechby tak trafili na mnie...!

      Usuń
  4. To opowiem inną historię. Od pewnego czasu dostaję głuche telefony. Żeby wiedzieć że "głuche", muszę to świństwo odebrać. Numer dzwoniący poleciłam zablokować, bo sytuacja mnie wkurzała. Na koniec miesiąca przychodzi rachunek za telefon DWA razy wyższy niż zwykle. Co się okazało? Firma telefoniczna przyjmuje rejestrację numeru, za telefony z którego , muszą płacić ci, do których z tego telefonu dzwonią. Awantura jaką zrobiłam, była mnie w pełni godna. Powiedziałam, że ich za... obowiązkiem było mnie spytać, czy JA się na to zgadzam! Powiedziałam, że podam ich do sądu, jeśli jeszcze raz i.t.d.
    Jaki stąd wniosek? Do robienia ludzi w konia każdy jest zdolny, nawet zwykła, normalna , znana od lat, firma.Dawniej państwowa.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, dawniej państwowa. Ale dzisiaj już nie, a to oznacza, że należy klienta łupić do nieprzytomności.

      Usuń