czwartek, 3 maja 2012

42. Izrael i Autonomia Palestyńska: w Ogrodach Bahaitów



Od szczytu góry Karmel po prawie sam brzeg morza opadają łagodnym stokiem Ogrody Bahaitów. Trzeba przyznać, że robią wrażenie, choć wywołują mieszane uczucia. Z jednej strony zachwycają zielenią, barwami kwiatów, różnorodnością form, a z drugiej zniesmaczają kiczem i szmirą rodem z Hollywood (rzeźby, złocenia, ozdoby, ozdóbki i ozdóbeńki). Pielęgnowane są przez armię ogrodników, którzy na nieurodzajnej, spalonej słońcem ziemi dokonują istnych cudów.


Tajniki bahaizmu nie są moją najmocniejszą stroną. Z tego, co zapamiętałam, wynika, że wywodzi się z XIX-wiecznej Persji (dzisiejszego Iranu), a jego założyciel nosił przydomek Bab oznaczający „bramę”. Pochowany został w Sanktuarium Baba mieszczącym się w centralnej, dolnej części Ogrodów.


Pierwotnie religia nosiła nazwę babizmu – od jej założyciela. Po jego śmierci mirza Nuri ogłosił się prorokiem o imieniu Bahá’ulláh (Blask Boga) i na gruncie babizmu wyrósł jego odłam – bahaizm, którego właściwym założycielem był następca Nuriego – jego syn – nazywający siebie Abdul Baha (Sługa Wspaniałości Boga). Bahaizm – z grubsza rzecz ujmując – zakłada jedność wszystkich religii, które w gruncie rzeczy uznają jednego i tego samego Boga, tylko w różnym czasie i w różnych miejscach objawiającego się przez swoich proroków: Abrahama, Buddę, Chrystusa, Krisznę, Mahometa. Darzą szczególną sympatią liczbę 9, którą uważają za doskonałą, dlatego też budują dziewięcioboczne świątynie i stosują dziewiętnastomiesięczny kalendarz liturgiczny, w którym każdy miesiąc składa się z 19 dni. Co znamienne, nie uznają żadnych obrzędów poza pogrzebami.
Podobno wielu bahaitów rekrutuje się spośród najzamożniejszych i najbardziej wpływowych osobistości świata. Nie pamiętam jednak, czy przewodnik wymieniał jakieś konkretne nazwiska. Jako miłośniczka przyrody całą sobą chłonęłam pejzaż utkany z żywych rajskich kwiatów, starając się omijać wzrokiem odpustowe wykwity bahaickiego gustu.



10 komentarzy:

  1. Twoja wiedza po milionkroć przerasta moją w tym temacie, wrócę, jak mnie ta świadomość nie powali :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wiedza zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje!

      Usuń
  2. ..."nie uznają żadnych obrzędów poza pogrzebami" i słusznie...po co komu wszystkie te szopki z chrzestem, komunią, ślubem...i te deklarowane na potrzebę chwili przysięgi...?
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, Meg :)
      Mnie uderza pogląd o jedności wszystkich religii, tj. o tym, że w gruncie rzeczy Bóg jest jeden, tylko różnie nazywany i różnym kultem otoczony. Uważam, że nad podziw logiczny.

      Usuń
    2. Kiedyś doszłam do podobnych wniosków, czy może raczej podejrzeń.

      Usuń
  3. Mam takie same poglądy jak ten odłam religii. Czy ten Bóg nazywa się Manitou, czy Budda, czy Jezus. Jest jeden.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to nie wiemy nic.

      Usuń
    2. Wiemy, wiemy.
      Ludzie, przed wiekami, musieli wierzyć , że KTOŚ stworzył ten Świat. Nie przyszło im do głowy, bo i skąd, że natura tak działa, a dziełem przypadku jesteśmy i my. Przypuszczam, że życie jest i w innych częściach wszechświata i wcale nie musi mieć formy takiej jak nasza.
      :)

      Usuń
    3. Ale NA PEWNO nie wiemy nic, bo nie mamy narzędzi, za pomocą których można by tę sferę zbadać.

      Usuń