sobota, 12 maja 2012

45. Izrael i Autonomia Palestyńska: Kana Galilejska



Niedaleko Nazaretu, w Dolnej Galilei, leży miejscowość o nazwie Kafr Kana. To właśnie ona znana jest u nas pod „roboczą” nazwą Kana Galilejska. Nazywana jest „miastem pierwszego cudu”, gdyż tam właśnie – według chrześcijańskiej tradycji – miała rozegrać się biblijna historia z weselem i zamianą wody w wino. Tak jak w Nazarecie, w Kanie mieszka społeczność mieszana – Izraelici i Arabowie. Spośród tych ostatnich część jest muzułmanami, a część chrześcijanami.
W mieście znajduje się, oczywiście, sanktuarium Pierwszego Cudu (inaczej kościół Wesela w Kanie Galilejskiej), który kryje w swym wnętrzu ciekawe pozostałości po czasach starożytnych, ale nie ma wśród nich żadnych pamiątek z czasów ewangelicznych.

 



Naprzeciw kościoła za to znajduje się sklep – winiarnia. A jakże! Być w Kanie Galilejskiej i nie skosztować tamtejszego wina?! Zrobiłam to „na kamikadze”: win nie znoszę, a poza tym w samo południe, gdy żar leje się z nieba jak z pieca hutniczego... brrr! No ale, jako się rzekło, raz jest się w Kanie!
W chłodnym wnętrzu sklepu (no, w każdym razie nieco chłodniejszym niż powietrze na zewnątrz) degustacja szła na całego, bo sprzedawcy uwijali się jak w ukropie, donosząc z zaplecza tace z kolejnymi schłodzonymi winami do częstowania. Nie powiem, weszło gładko, bo w tym odrażającym skwarze każda chłodna ciecz smakowała jak nektar i ambrozja razem wzięte. Poza tym przeprowadziłam wcześniej podejrzliwy wywiad, żeby nie natknąć się na jakiegoś skisłego śmierdziela nazywanego szumnie „winem wytrawnym”. Z rozpędu zdegustowałam aż trzy – były cudownie zimne, co było nie do pogardzenia, zwłaszcza, że moja woda mineralna zagotowała się w minutę od wyjścia z hotelu. Towarzystwo runęło do kupowania, ale na to już się nie dałam nabrać. W mojej rodzinie nikt nie para się piciem wina, więc nawet nie miałabym komu go sprezentować!

2 komentarze:

  1. Stawiam sobie dwóję za brak spostrzegawczości. Przecież ja tego posta nie czytałam! Wpadłam i wypadłam, czymś zasugerowana. Zero wpisu, żadnej uwagi! Sama siebie powinnam sprać po...., no po.
    Pamiątki po pierwszym cudzie. Pewnie to wino zamienione z wody. Nie wiem jak sobie to wyobrażasz? Może ta woda z której, może jakiś pojemnik, amfora na przykład? No nie wiem;)))
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej o te naczynia by chodziło. I nie ma w tym żadnego aj waj, i starsze rzeczy na tym świecie się zachowały.

      Usuń