czwartek, 24 maja 2012

49. Między cnotą a ochotą


Jestem z tych, co to chętnie w Boga wierzą, ale oprócz tego równie chętnie używają mózgu i na religijno-kościelne absurdy reagują atopowym zapaleniem skóry, więc muszą miotać się między cnotą a ochotą.
Trafiłam onegdaj w Internecie na spór o imię Boga. To śmieszne i żenujące zarazem, żeby dorośli, w części na pewno wykształceni ludzie, deliberowali nad czymś równie niepoważnym. Katolicy, chrześcijanie wszelkiej innej maści, wyznawcy judaizmu, świadkowie Jehowy, muzułmanie toczą zażarte boje o „Jehowę”, „Jahwe”, „Pana”, „Adonai”, „Allacha”, a mnie tymczasem pusty śmiech ogarnia. Jeżeli Bóg jest bytem potężnym i niematerialnym, absolutem – siłą, która wprawia w ruch światy, to czy ci wszyscy śmieszni ludzie naprawdę uważają, że potrzebne Mu są jakieś imiona?! Przecież to dziecinada równa wyobrażeniom sędziwego starca z siwą brodą dłuższą niż on sam, zasiadającego na tronie w błękitnych niebiosach. Ten akademicki spór jest co najmniej nonsensowny. Podobnie jak spór o „dzień święty”. O sobotę i niedzielę mniej rozumne trzódki gotowe są brać się za łby. A jakie to ma znaczenie?! Zaczynając od poniedziałku, siódmym dniem jest niedziela. Zaczynając od niedzieli, siódmym dniem jest sobota. Zaczynając od soboty, siódmym dniem jest piątek. I tak dalej. Każdy dzień w siedmiodniowym cyklu tygodnia może być siódmy, zależy tylko, jak liczyć. I co z tego?! Jakie to ma znaczenie? Akurat Bogu potrzebne takie bzdety!
Natknęłam się również wielokrotnie na spór o kosmogonię. Istnieje spora grupa wyznawców teorii kreacjonistycznej, która odsądza od czci i wiary darwinistów i jako jedynie słuszną przedstawia naukę o Adamie i Ewie, którzy dali początek ludzkości. Zastanawiające jest, z kim w takim razie spółkowali ich synowie, Kain i Abel – z matką czy też może z samicą innego gatunku, żeby rozmnożyć ludzkość? Zadawszy to pytanie grupce piewców moheru, nie otrzymałam co prawda żadnej odpowiedzi, ale przynajmniej sprezentowano mi – w ramach katolickiej miłości bliźniego – kubeł pomyj na łeb. Jasno, logicznie, precyzyjnie, rzeczowo. Jak to w tych kręgach bywa.
A tak swoją drogą – wystarczy w tychże kręgach zadać niewygodne pytanie albo pokazać, że się myśli inaczej (ba! że w ogóle się myśli!), żeby usłyszeć, że jest się niemoralnym ateistą i przyjąć na siebie stek wyzwisk. Jakże to genialne w swej prostocie i urocze w bezsilnej małostkowości...
Inna dziwaczna kwestia: zakaz spożywania pokarmów mięsnych w piątek. Interesuje mnie, dlaczego w takim razie wolno jeść ryby? To nie zwierzęta? Nie mięso? A niby dlaczego?! I jak ustosunkować się na wycieczce po Chinach do przekąski ze świerszczy?
I nowy zakaz: handlu w niedzielę. Mniejsza o to, czy nam zabraknie wacików, czy nie – lepsza będzie konkretna, z życia wzięta ilustracja. Przychodzę ja sobie razu pewnego w niedzielę do kościoła, a ksiądz ogłasza z ambony, że po pierwsze, gazetki takie a takie są do nabycia w zakrystii i przed schodami do kościoła, a po drugie, że przy wejściu został zainstalowany automat z prasą i dewocjonaliami, zatem zachęcają do nabycia. Nie ma to jak nauka przez dobry przykład!
O paranoi rozmnażania nawet szkoda pisać, bo wszyscy ją dobrze znają: trzeba się mnożyć jak króliki, dlatego nie wolno stosować antykoncepcji. Za to ci, którzy chcieliby mieć dziecko, ale nie mogą, mają zakaz „in vitro”. Sami ci, którzy głoszą konieczność prokreacji, biegają w kieckach, chociaż protestują przeciwko gender i mają zakaz płodzenia, mimo że mnożyć się – według ich nauki – należy.
Absurd goni absurd!!!

10 komentarzy:

  1. Ja bym tu dołożyła ochronę życia poczętego, bo urodzonego już nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naturalne. Wręcz, powiedziałabym, drobiażdżek pośród innych tysiąca :)

      Usuń
  2. Czyli jak to mówią bracia ze wschodu: biez wodki nie rozbieriosz! :)
    Mam stosunek podobny do tych spraw do Twojego, tylko mi się już nawet dyskutować nie chce, bo to najczęściej jak grochem o ścianę, nie chce mi się energii zużywać.
    A hipokryzji w całej rozciągłości się brzydzę, dlatego drażnią mnie te wszystkie głupoty, co gorsza te, którymi kościół jako instytucja gnębi swoich wyznawców, zamiast ich wspierać. O miłości bliźniego jakoś nikt nie myśli w tym kontekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, na dyskusje też już dawno przestałam się porywać. Głównie dlatego, że w zasadzie nie mają one sensu: ja się nie przekonam co do słuszności absurdu, a przekonywać kogoś do swojego punktu widzenia nie mam potrzeby.

      Usuń
  3. ...nie wszystkie przykazania pochodzą od Boga,większość zostało wymyślonych przez ludzi...Moim odnośnikiem i fundamentem jest Dekalog.
    Co do dyskusji na "te tematy", najciekawiej dyskutuje się z niewierzącymi, mają na prawdę trafne spostrzeżenia...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wszystkie "przykazania kościelna", "dogmaty", a zwłaszcza niejaki "Katechizm Kościoła Katolickiego" to kompletne nieporozumienie! I jedno wielkie oszustwo.

      Usuń
  4. Mnie interesowała kwestia rozmnażania się pierwszych rodziców, od dawna.
    Swoją drogą , ciekawe co kościół na to. W związku z wątpliwościami, coraz bardziej jestem za Darwinem.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, co kościół na to. Najchętniej wcisnęliby ludziom każdą, największą głupotę, byle ich sobie podporządkować i doić kasę.

      Usuń
    2. Zwłaszcza podporządkować i ogłupiać w nieskończoność!

      Usuń