wtorek, 29 maja 2012

51. Izrael i Autonomia Palestyńska: na górze Tabor



W krajobraz Dolnej Galilei wpisują się góry, a wśród nich słynny Tabor, wznoszący się na wysokość 588 m n.p.m. Pobyt na Taborze to jedno z najbardziej niezwykłych moich wspomnień z Izraela. Góra ta ma charakterystyczny, regularny, trapezowaty kształt.


Można na nią wejść pieszo (brrrrr!) lub wjechać kilkuosobową taksówką (koszt wjazdu jest niewielki – o ile dobrze pamiętam, wynosi 5 $). Droga na górę prowadzi autentycznym zygzakiem.


Jedna strona ograniczona jest skałą, druga – swobodną przestrzenią przepaści. Malutki, może trzyletni synek kierowcy ze swadą zmieniał płyty z muzyką i ustawiał odtwarzacz możliwie najgłośniej, a kierujący taksówką ojciec grzał pod górę z iście kawalerską fantazją. Schodzący z góry żołnierze pod bronią pierzchali w popłochu i przyklejali się spłaszczeni do skał, a taksówka pędziła, grzmiąc orientalnymi rytmami. Poziom adrenaliny szedł w górę na zakrętach i w czasie mijania się na wąskiej drodze z taksówkami wracającymi z góry. Kościotrup siedział, jak zwykle, z właściwą sobie niewzruszoną obojętnością. Kulka, z głową ukrytą między własnymi kolanami, pojękiwała cichutko coś o dzieciach, których nigdy już nie zobaczy. No a mnie, jak to mnie – głowa chodziła na wszystkie strony i chłonęłam całą sobą widoki, wrażenia, z wszystkich stron napływający powiew bezgranicznego szczęścia.
Góra Tabor zasłynęła w Biblii zarówno jako punkt strategiczny, jak i miejsce święte oraz centrum bałwochwalstwa. Jednak najbardziej znana jest jako miejsce, gdzie dokonało się Przemienienie Pańskie opisane w Ewangelii św. Mateusza. Trzej apostołowie: Piotr, Jakub i Jan ujrzeli tam Jezusa jaśniejącego jak słońce, rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem, nad którym zatrzymał się świetlisty obłok mówiący: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!”(Mt 17, 1 – 8). Dziś na szczycie Taboru znajduje się bazylika Przemienienia Pańskiego z początku XX wieku.


Moją uwagę przykuła ogromna, wyjątkowej urody mozaika połyskująca na całej ścianie złotem i odcieniami szafiru.


Najbardziej zdumiewająca rzecz spotkała mnie jednak na zewnątrz. Był to niespotykany, trudny do określenia stan ducha. Panuje w tym miejscu rodzaj przedziwnej ciszy (mimo kręcących się pielgrzymów i turystów!) i czegoś jeszcze, nieuchwytnego a silnie oddziałującego, co przenika człowieka na wskroś. Przez cały czas pobytu na Taborze doznawałam niesamowitego uczucia wewnętrznego spokoju i tego czegoś, czego po prostu nie umiem ubrać w słowa. Jeśli istnieją na ziemi miejsca rzeczywiście święte, to górę Tabor określiłabym właśnie takim mianem. Z tamtego dnia pozostała we mnie tęsknota za powrotem do tego przedziwnego miejsca.


6 komentarzy:

  1. Miejsca gdzie spokój jest naturalną siłą napełniającą nas od wewnątrz nie zdarzają się często. Dlatego też rozumiem Twoją tęsknotę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, jestem zagorzałą fanką... spokoju właśnie. Jeśli miałabym wyjaśnić pojęcie szczęścia jednym słowem, to byłby to właśnie wyraz "spokój".

    OdpowiedzUsuń
  3. ...bo to mistyczne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie, poza mistycyzmem , liczy się to co widzę. Wzrokowcem jestem.Góra z zygzakowatą drogą nie wygląda jak prawdziwa. Urzekająca jest Mozaika i Bazylika. Chociaż Bazylika, to początek XX wieku, wcale na tak młodą nie wygląda. Odziedziczyła, jak sądzę, urodę swoich przodkiń.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zygzakowata droga jest tworem ludzkim. Natomiast góra jest rzetelnie prawdziwa :)
      Bazylika jest trochę chyba stylizowana na renesans, a trochę na Bóg wie co. Cudnie tam było, zwłaszcza w ogrodach.

      Usuń