czwartek, 7 czerwca 2012

54. Izrael i Autonomia Palestyńska: u świętego Piotra


Do najpiękniejszych wspomnień zaliczam pobyt nad Jeziorem Genezaret. Ze względu na to, że wyznacza ono wschodni kraniec Galilei oraz na rozmiary, nazywane bywa Morzem Galilejskim. Trzecia nazwa – Jezioro Tyberiadzkie – bierze początek od położonego nad jego brzegiem świętego miasta judaizmu i stolicy Galilei – Tyberiady. Najstarsza jednak jest nazwa Kinneret, która najprawdopodobniej pochodzi od hebrajskiego wyrazu kinnor oznaczającego lirę, gdyż jezioro przypomina ją swoim kształtem.
Genezaret jest największym słodkowodnym jeziorem w Izraelu. Położone jest najniżej na świecie spośród akwenów słodkowodnych (209 m poniżej poziomu morza). Wokół jeziora znajdują się liczne miejsca związane z życiem i działalnością Jezusa Chrystusa znane z Biblii: Kafarnaum, Góra Błogosławieństw, Jardenit, Ein Tabgha.
Do dziś dźwięki piosenki „Yevarechecha” wywołują u mnie wspomnienie cudownego rejsu po jeziorze. Przed oczami stają blask roziskrzonej słońcem wody i majaczące w oddali Wzgórza Golan...


Jakiś czas temu wyciągnięto z dna jeziora prastarą, pochodzącą sprzed dwóch tysięcy lat łódź. Taką, jakiej używał święty Piotr i inni rybacy. Współczesne stanowią odwzorowanie łodzi Piotrowej, tyle, że mają, oczywiście, silniki.


Rejs rozpoczął się od wciągnięcia na maszt polskiej bandery obok izraelskiej przy dźwiękach „Mazurka Dąbrowskiego”. Dziwnie i wzruszająco było słyszeć go tam, w palącym słońcu, na dalekiej, pustynnej ziemi.


I popłynęliśmy, prując dziobem pełną świetlistych refleksów wodę, a powietrze dźwiękami żydowskich melodii. Przystojny kapitan złapał mikrofon i śpiewał, a pasażerowie poderwali się do tańca. Niesamowity to był rejs – nawet żar lejący się z nieba nie był w stanie zakłócić wypełniającego mnie uczucia niczym niezmąconego szczęścia! Chłonęłam widoki, atmosferę, powietrze i muzykę całą sobą.
Na brzegu czekała na nas nieodzowna atrakcja tego miejsca: obiad z niezwykle delikatnej ryby świętego Piotra. Legenda głosi, że św. Piotr, wyciągając ryby z sieci, odcisnął na ich skrzelach ślady swoich palców. W ten sposób tłumaczy się powstanie po bokach ryby okrągłych plamek. Mateusz ewangelista natomiast opisuje następujące wydarzenie. W Kafarnaum zapytano Piotra, czy Jezus płaci podatek świątynny. Syn Boży, nie chcąc gorszyć innych, polecił Piotrowi udać się nad jezioro, złapać rybę, znaleźć w jej pyszczku monetę i zapłacić nią podatek. Tak też się stało.
Arabska nazwa ryby brzmi musht, czyli „grzebień” – od grzebieniastej płetwy grzbietowej. Podobno jest to gatunek jedyny w swoim rodzaju i występuje wyłącznie w Jeziorze Genezaret.


Na deser po obiedzie podano schłodzone daktyle i kawę z kardamonem. Po raz pierwszy w życiu jadłam świeże daktyle. Smakują nieziemsko, zupełnie jak te suszone, które znamy, ale są jędrne i wilgotne.


Kawę z kardamonem także piłam po raz pierwszy i mimo że nie lubię wschodnich przypraw, była to jedna z najlepszych kaw, jakie w życiu kosztowałam. Z jeszcze lepszą miałam do czynienia tylko raz i dopiero rok później.
Przez okna restauracji patrzyłam tęsknym wzrokiem na połyskującą złotem wodę. Kilka osób zażywało kąpieli. Tylko tego brakowało mi do pełni szczęścia – zanurzyć się w jeziorze! I pełnię tę osiągnęłam, bo przewodnik zarządził plażowanie. Trzeba było jeszcze tylko pokonać antypatyczne głazy, którymi usiany był cały brzeg i na których wykręcały się oraz boleśnie raniły stopy. Zdesperowana i nieugięta, pokonałam odległość na czworakach, dyndając aparatem fotograficznym trzymanym w zębach i jako jedna z pierwszych chlupnęłam do pożądanej cieczy. Temperaturą przypominała zupę parującą w wazie, ale co tam – najważniejsze, że użyłam sobie za wszystkie czasy!


4 komentarze:

  1. Takiej wody mi bardzo brakuje... Chciałabym pojechać nad taką i odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy to najlepsze miejsce do odpoczynku, ale... Lepsze pewnie to niż nic.

      Usuń
  2. Też tak bym chciała. Tylko nie wiem jak tam z pogodą, bo jeśli upał....
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że upał. Tyle, że nie ma tej upierdliwej duchoty, co u nas, bo jest sucho. Nie robi się taka sauna i jest czym oddychać mimo jakichś kosmicznych temperatur.

      Usuń