niedziela, 10 czerwca 2012

55. 7 lat niepodległości



Post ten dedykuję Tobołkowej, z którą łączą mnie 32 lata prawdziwej przyjaźni.

- Pamiętasz, co robiłaś siedem lat temu? Dokładnie siedem – zapytała mnie przed trzema dniami Tobołkowa.
- Pakowałam Cię...
- Jednak nie masz sklerozy – rzekła z uznaniem.
Pamiętałam doskonale. Nie tylko tamten straszny dzień, ale i wiele innych, wcześniejszych. Na przykład ten, w którym pobita, posiniaczona, pozszywana na pogotowiu, stanęła w moich drzwiach i z powiekami opadającymi po nieprzespanej nocy wyszeptała:
- Uciekłam z domu. Muszę się położyć...
Runęła na moje łóżko. Przespawszy dwa dni, wpadła w histerię.
- Muszę TAM wracać – powtarzała z beznadziejną desperacją. – Muszę odebrać dzieci od matki i wracać TAM, rozumiesz?! – krzyknęła. Nikt nie rozumiał jej bardziej niż ja. I nikt zapewne nie czuł się bardziej bezradny niż ja w tamtej chwili.
Jakiś czas wcześniej, jak prawie co niedzielę, spędzałam dzień u niej. W dużym pokoju wyplatali bzdury i kolczugi Eks z Baronem von Dupersztanglem. W kuchni ja myłam cudze gary, a Tobołkowa z głową opartą na rękach beznadziejnie patrzyła w okno. Patrzyła tak od co najmniej roku i milczała. W tym samym czasie i ja, z podobnych powodów, nie byłam w najlepszej kondycji psychicznej, ale to, co prezentowała sobą Tobołkowa, budziło przerażenie. Zastygłszy w rozpaczy, bezgłośnie płakała z wzrokiem utkwionym w przestrzeń za oknem domu-więzienia. Praktycznie całymi dniami nie robiła niczego innego.
- Pewnego dnia – rzekła kiedyś z pustką w oczach – znajdą mnie na tych torach razem z dziećmi.
Tuż za siatką ogrodu przebiegała linia kolejowa. Za ścianą siedział zadowolony z siebie wyznawca poglądu, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije. Bezradność mnie przerosła. Tobołkowa nie miała dokąd pójść. Bez stałej pracy, bez pieniędzy, bez własnego mieszkania, skazana była na wyrafinowanego drania i Szczura Spod Podłogi. Szczur dolewał oliwy do ognia wszelkimi sposobami i z całych sił. Zaszczutą Tobołkową trzeba było natychmiast ratować, jeśli nie chciałam przeczytać o niej w kronice policyjnej. Odstawienie za kołnierz po antydepresanty nie rozwiązywało sprawy. Trzeba było cudu. Żadna z nas w cuda już nie wierzyła, a jednak cud się wydarzył: niebiosa zesłały Tobołka. Wynajął mieszkanie, przygotował grunt i musiał wrócić do pracy za granicą. Nastąpił Wielki Dzień. Właśnie siedem lat temu.
Tak zwani przyjaciele jeden po drugim znikali jak kamfora. Pozostawione samotnymi na placu boju, znalazłyśmy pomoc u mojego brata. Kończyły się wakacje. Pierwsze, jeszcze przed Wielkim Dniem, zostały wywiezione dzieci i dokumenty. O poranku Wielkiego Dnia zastałam Tobołkową kończącą upychać ubrania i zabawki dzieci do 120-litrowych, niebieskich worów. Mój brat wynosił, co się dało, do samochodu. Na ganku siedział Szczur Spod Podłogi, od niechcenia demonstrujący posiadanie noża.
W dużym pokoju przystąpiliśmy do akcji metodycznie. Brat, stojąc na taborecie, zdejmował książki z półek pod sufitem. Odbierałam je od niego i podawałam Kubełkowej, która zajmowała się pakowaniem. Około 1000 na schodach dał się słyszeć jakiś szmer i głuche potknięcie.
- Uj, o Jewuf, Maria – czknięte charakterystycznym głosem spowodowało, że wszyscy zastygliśmy w bezruchu. Powiało grozą. Szczur Spod Podłogi, widząc niecodzienną krzątaninę, ściągnął z pracy Dupersztangla!
- O, wfelki duf Pana Boga ffali! – przywitał nas uprzejmie i zajrzał do pokoju dzieci.
- Myfka, fy mowef mi wyjafnić, fo tu fię wieje?
- Sprzątam – powiedziała niepewnym tonem Tobołkowa.
- Fpfątaf, powiadaf... a które to powądki polegają na...?
Zapanowało głuche milczenie.
- No, Myfka...? Mianowitfie na fym polegają owe powądki?
Tobołkowa wyglądała przez chwilę, jakby się zapowietrzyła, a potem wzięła głęboki oddech i wypaliła desperacko:
- Na tym, że się od ciebie, skurwysynu, wyprowadzam!
Popatrzyłam niepewnie na mojego brata. Stał blady, z ustami zaciśniętymi w linijkę. Za Tobołkową i Dupersztanglem zamknęły się drzwi od pokoju. W kuchni trzęsącymi się z nerwów i strachu rękami bezsensownie pomyłam wszystkie naczynia, a na koniec jeszcze podłogę. Mój brat brał do ręki po kolei wszystkie noże i odkładał.
- Jeśli on jej coś zrobi...
- Zlituj się, odłóż to.
Po godzinie złowrogiej ciszy drzwi od pokoju się otworzyły. Bezbarwna na twarzy Tobołkowa jak lunatyczka weszła do kuchni, wzięła dwa papierosy i bez słowa ponownie zniknęła za drzwiami. Nie byliśmy z bratem zdolni do sklecenia jednego sensownego zdania. Z pewną ulgą odnotowałam przyjazd przyjaciela ojca Tobołkowej. Ojciec leżał w tym czasie w szpitalu z wylewem po tym, jak interweniował w obronie córki. Drzwi dużego pokoju otworzyły się ponownie i Tobołkowa z Dupersztanglem nareszcie wyszli. W kuchni zrobiło się tłoczniej i atmosfera jakby zelżała.
- No, moi drodwy – oznajmił beztrosko Dupersztangiel – pomógłbym wam w pakowaniu, ale wybaffcie, fpiefę fię do prafy.
Pierwszy odjechał mój brat, samochodem wypchanym szczelnie aż po podsufitkę. Przyjaciel ojca Tobołkowej zszedł na dół.
- Będę zagadywał Szczura Spod Podłogi, a wy wynoście rzeczy – zakomenderował. W końcu emerytowany wojskowy. – I uważajcie, ten babsztyl ma w rękach nóż.
Z każdą rundą przez ganek bebechy podjeżdżały nam do gardeł i splatały się w supły. Przyjaciel ojca odjechał jako drugi. Stałyśmy w przedpokoju, omiatając wzrokiem po raz ostatni opustoszałe pobojowisko. Na dole Szczur Spod Podłogi miotał pod naszym adresem obelgi i przekleństwa.
- Wszystko? – zapytałam niepewnie.
- Wszystko – powiedziała Kubełkowa. Złorzeczenia z dołu przybierały na sile.
- Nie! – powiedziała nagle z mocą. – Na koniec na oczach Szczura wyniesiemy jeszcze telewizor, może ją szlag trafi!
Chwyciła w ostatniej chwili komplet srebrnych sztućców, który dostała od matki i wpakowała go do torebki. Wepchnęłyśmy telewizor na miejsce pasażera, Tobołkowa wsiadła obok. Z piskiem opon ruszyła do nowego, szczęśliwego życia.
Dziś jest spokojną, szczęśliwą żoną Tobołka.

2 komentarze:

  1. O ja Cię....
    Ale ileż małżeństw tak właśnie się kończy? Rany....
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, ale... cholernie dużo.

      Usuń