poniedziałek, 25 czerwca 2012

60. Izrael i Autonomia Palestyńska: wojna



Na ulicach miast Izraela i w każdym innym miejscu roi się od uzbrojonych żołnierzy.


Nie sposób zapomnieć, że kraj pozostaje w stanie wojny. Konflikt izraelsko-palestyński trwa dłużej niż pół wieku. Sięga czasów, gdy powstał ruch syjonistyczny, mający na celu utworzenie państwa żydowskiego na terytorium biblijnej Ziemi Obiecanej. Wojna toczy się nie tylko na podłożu terytorialnym, ale także religijnym i etnicznym i przyczyny te są ze sobą ściśle powiązane.
Tradycja upatruje korzeni podziału jeszcze w odległych czasach biblijnych, kiedy to Sara urodziła mającemu sto lat Abrahamowi syna, Izaaka. Stali się oni protoplastami narodu Wybranego – Izraelitów. Nieco wcześniej Abraham, sądząc, że Sara nigdy nie da mu potomka, spłodził (za jej przyzwoleniem) z egipską niewolnicą Hagar syna o imieniu Izmael. Ponieważ zaczęła wywyższać się ponad swoją panią, Sara upokorzyła ją i Hagar uciekła na pustynię. Wedle zapowiedzi Boga, Izmael urodził się dziki, walczący przeciwko wszystkim i z wszystkimi, stanowiący utrapienie wszelkich pobratymców. On właśnie dał początek Arabom.
Tyle mówi Stary Testament, sięgający czasów prehistorycznych. Za pomocą tej opowieści tradycja tłumaczy ciągnący się od niepamiętnych czasów konflikt między synami Izaaka a potomkami Izmaela. Jednak siłą, która poróżniła mieszkańców Bliskiego Wschodu, był podbój Palestyny przez wyznawców nowej religii – islamu w VII w. n.e. Przetaczające się nad Ziemią Obiecaną koło burzliwej historii sprawiło, że Izraelici zostali rozrzuceni po świecie. Dopiero w XIX w. Żydzi żyjący w diasporze rozpoczęli wielki powrót do kraju przodków (tzw. aliję), a w 1948 r. proklamowano utworzenie Państwa Izrael. Konflikt z Palestyńczykami i z innymi narodami arabskimi trwa jednak nieprzerwanie.
Na początku mojego tam pobytu wszechobecni żołnierze pod bronią (a także uzbrojeni cywile) budzili we mnie dreszczyk emocji, człowiek jednak ma to do siebie, że bardzo szybko przyzwyczaja się do nowych warunków. Zdziwienie przestały budzić nawet uzbrojone po zęby kobiety w mundurach – w Izraelu normalnie pełnią one służbę wojskową na równi z mężczyznami.


Przy wjeździe na Pustynię Judzką ostrzeżono nas, że żarty się skończyły. Zatrzymani do kontroli, mamy nie szczerzyć zębów w uśmiechu do żołnierzy, nie gapić się na nich ani, broń Boże, nie robić im zdjęć. Roztrzaskanie aparatu fotograficznego na głowie właściciela to absolutne minimum ich reakcji. No a ja, jak to ja. Gdzieś tam spod fotela...


Przeżyłam. I aparat także.
Jadąc wzdłuż granicy z Jordanią widziałam, jak wygląda sama granica: szeroki pas zaminowanej ziemi, odgrodzony po obu stronach niekończącymi się zwojami drutów kolczastych. Robi wrażenie...!


Mówi się, że Izraelici mają na pustyni broń jądrową. Nie wiem, czy to prawda, wystarczył mi powszedni widok bazy wojskowej i karabiny wycelowane profilaktycznie w autokar. Nie specjalnie z naszego powodu, ale tak po prostu jest. Wojna to wojna.



6 komentarzy:

  1. Dlatego tam nie pojadę! Silne nerwy masz!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo silną motywację. Izrael był moim największym marzeniem!

      Usuń
    2. Wielu był i jest.Jednak życie mamy tylko jedno.
      Jakoś przeżyję bez.
      Pa:)

      Usuń
    3. Bez Izraela , nie życia. Oczywiście!

      Usuń
    4. Swoją drogą to ciekawe, czy można... przeżyć bez życia? :)
      Dobry temat dla filozofów :))

      Usuń