czwartek, 28 czerwca 2012

61. Nienażarta nie na żarty



Góralce i Wronie oraz Naszemu Koledze Kanalii Seniorowi tę rzewną opowieść dedykuję

Motywy postępowania ludzi są dla mnie w wielu wypadkach co najmniej zagadkowe, o ile nie zupełnie niezrozumiałe. Za przykład może tutaj posłużyć Martyrologia. Wieloletnia z nią znajomość jest powodem mojego nieustannego zdumienia, przechodzącego z wolna w zniecierpliwienie. Ile bowiem można słuchać obficie zraszanych łzami kwestii o tragicznej nędzy?
Wychodząc za mąż dostała od rodziców dom. Nowiutki, wybudowany specjalnie dla niej. Nic, tylko wejść i zamieszkać. Przez całe lata całe otoczenie wysłuchiwało narzekań na biedę. Fakt, Martyrologia zarabia tyle co ja, czyli faktycznie niezbyt imponująco, ale za to ma męża, którego uposażenie sporo przekracza nasze. Będąc o pięć lat młodszą ode mnie, już na starcie miała wszystko, podczas gdy ja gnieździłam się w jednym cudzym pokoju z dzieckiem i bezrobotnym mężem. Utrzymywałam cała rodzinę i robiłam dobrą minę do złej gry, po kryjomu polując na ciepły sweter w szmateksie. Wstyd by mi było obnosić się z biedą. Mąż Martyrologii wciąż awansował, wyjeżdżał na kolejne, dobrze płatne kontrakty zagraniczne, a gdyby nie pojechał, żona urządziłaby mu w domu taki Afganistan, że zęby zbierałby do plecaka. Okrzyczana przez Martyrologię nędza wyzierała przecież z każdego markowego mebla, z każdego wełnianego dywanu po parę tysięcy za sztukę, z garderoby pękającej w szwach od firmowych metek. Mąż jeździł, na konto szła złotówkowa pensja, a na drugie – dewizowa. Ubóstwo sięgnęło zenitu i Martyrologia oblała rzewnymi łzami fakt, że wredna Komisja Socjalna rzuciła jej stuzłotowy ochłap na soczewki kontaktowe, podczas gdy leczona na nowotwór koleżanka otrzymała ciężkie pieniądze. Wiadomo, raka leczy się w szpitalu i za darmo, a takie soczewki trzeba kupować co miesiąc! Biednemu to zawsze wiatr w oczy. W kolejnym roku wredna Komisja nie dała Martyrologii nic, wywołując u niej tym samym prawie apopleksję.
Mąż Martyrologii dostał służbowe mieszkanie, choć mieszkają we własnym, dużym domu. Lokal poszedł natychmiast pod wynajem, na czarno oczywiście, bo po co narażać się na jego utratę i na dodatek dzielić się żebraczym zyskiem z fiskusem? Zresztą, dochód z wynajmowanego mieszkania stanowił już tylko dekoracyjny dodatek. Tymczasem imieniny Szefa i składka w wysokości 3 zł na pracownika dobiły Martyrologię finansowo. Nie dość, że drą z człowieka kasę na każdym kroku, to jeszcze i to! A skąd ją brać, skoro nędza osacza i dławi...?! Człowiek musi chory do pracy chodzić i nawet zemdleć w niej od czasu do czasu, bo przecież zwolnienie lekarskie to ostatni gwóźdź do finansowej trumny.
Amok Martyrologii na tle pieniędzy jest powszechnie znany, niektórzy mają nawet z tego pokątny ubaw. Rozbawione koleżanki doniosły mi niegdyś w czasie mojej kilkudniowej nieobecności w pracy spowodowanej chorobą o kolejnym akcie rozpaczy Martyrologii.
- Frau Be to już się nawet nie opłaca pracować, tyle ma kasy!
Odebrało mi mowę. Nasze wspólne miejsce pracy oferuje nam identyczne wynagrodzenie, z tym, że w moim wypadku jest to JEDYNE źródło dochodów.
- Panie Szefie – rzekłam razu jednego w obecności Martyrologii – jak tam moje płytki?
Oczekiwałam bowiem na dostarczenie trzech płyt DVD.
- Będą jutro – uśmiechnął się Szef.
- Jakie płytki?! – Martyrologia błyskawicznie zmaterializowała się przy nas jednym tygrysim skokiem.
Złe wstąpiło w Szefa i we mnie równocześnie.
- Łazienkowe – rzekł z enigmatycznym uśmiechem.
- Tak – potwierdziłam z twarzą pokerzysty. – Pan Szef ufundował mi remont łazienki.
- O Jeeeeezuuu! – zapiszczała Martyrologia i spąsowiała na twarzy. – Ja też chcę!
Niech ja pierzem porosnę, jeśli rozumiem, jakimi drogami chadzają ludzkie myśli! Być może bliski rozwiązania zagadki był Szef we własnej osobie, gdy pewnego dnia o poranku załamał ręce.
- Pani Martyrologio – rzekł łamiącym się głosem. – Panią to chyba w dzieciństwie Judasz do snu kołysał...

32 komentarze:

  1. To są drogi bardzo dziwne i często zdrożne!
    No, no no !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wilcze oczy, popie gardło, co zobaczy to by zżarło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... to mnie masz! Pierwszy raz słyszę (widzę?) takie powiedzenie.

      Usuń
    2. W młodości dotyczyło mnie, bo byłam żerta mocno :D

      Usuń
    3. Ale mojego taty chyba nie przebijesz...

      Usuń
    4. I jak jeszcze! Po prostu brał do ręki każdy przedmiot, jaki znajdował się w zasięgu jego wzroku i zadawał to samo sakramentalne pytanie (chyba pierwsze słowa, jakie nauczył się mówić): "Czy to się je?"

      Usuń
    5. Moja Babcia robiła doskonałe wędliny i do dziś mam na palcu bliznę po nożu, bo tak kroiłam plasterki mięska...

      Usuń
    6. Też mam bliznę na palcu... po ogórku i szlafroku :)))))))

      Usuń
    7. Odbiegając nieco od tematu; znalazłam w sieci kanwy wypruwalne i rozpuszczalne, bo o tym rozmawiałyśmy swego czasu.

      Usuń
    8. Po ogórku to rozumiem, ale po szlafroku?

      Usuń
    9. Wooooooooooooooow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Usuń
    10. A. No bo to było tak. Poszłam do piwnicy po ogórki kiszone. W szlafroku. Jeszcze w dzieciństwie. Szlafrok był mamy, długi. Zamykając piwnice, postawiłam słoik z ogórkami na schodach. Po zamknięciu schyliłam się po niego i ruszyłam w górę, nie wiedząc, że przy skłonie przydepnęłam szlafrok. No i padłam na schody, lądując na słoiku z ogórkami, który roztrzaskał się w drzazgi. Rozharatałam sobie przy tym o szkło palec aż do kości.

      Usuń
    11. Patrz pod nogi, nie pozbierasz gnatów z podłogi :)
      Ten okrzyk to w temacie kanwy?

      Usuń
    12. Tak!
      Jestem pełna podziwu i uznania!

      Usuń
    13. A gdzieżby fopę! CUD zrobiłaś!!! Kanwę znalazłaś!!!

      Usuń
    14. http://coricamo.pl/set,94224,kanwa-wypruwalna-gestosc-5610cm-14-ct.htm
      http://www.coricamo.pl/set,92513,kanwa-rozpuszczalna-w-wodzie-14-ct.htm

      Usuń
    15. Kurcze, ta niby wypruwalna nie bardzo mi wygląda na wypruwalną. Ma coś za porządnie wykończone brzegi i strukturę jak ta sztywna na poduszki. Ale szlag wie. Rozpuszczalna mi się podoba, nie słyszałam dotąd o takiej.

      Usuń
    16. Ja do dzisiaj też nie :) Zupełnie przypadkiem trafiłam, w dodatku w sklepie, w którym robię większe zakupy wyszywajkowe.

      Usuń
    17. I to mi przypomniało, że muszę skończyć dziecku poduszkę :)

      Usuń
    18. A mnie, że trzeba pomału myśleć o zakupach do następnej produkcji.

      Usuń
    19. A to z kolei przypomina mi o ruinie finansowej :)

      Usuń
    20. A owszem. Myśleć o zakupach to jedno, a za co je zrobić to drugie :)
      Jeszcze wisi nade mną komputer, chociaż tu jest malutka nadzieja, że się może obyć bez kosztów, chociaż wątpię...

      Usuń
    21. Bingo!
      Nade mną wisiał...wisiał... wisiał... wisiał... Az urwał się i spadł mi na łeb jakieś 3 tygodnie temu. Na amen. No, antyczny był, nie powiem, to i miał prawo odmówić dalszej współpracy. Co było robić? Mam nowy komputer i nowe raty...

      Usuń
    22. Nowy to będzie najwcześniej za dwa lata, teraz w żadnym wypadku nie mogę sobie na to pozwolić.
      Nic to, Baśka! Takich dwóch jak nas trzy to nie ma ani jednej :)
      Spokojnej nocy...

      Usuń
    23. A nawet takich trzech jak my dwie.
      Też idę w cholerę. spać.
      Ci pa!
      :)

      Usuń
  3. Moja babcia podobnie mówiła - popie oczy księży wóz co zobaczy to by wiózł....Jak ktoś tak jęczy to pytam czy mu na chleb pożyczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martyrologia jest po prostu cudowna.

      Usuń