poniedziałek, 23 lipca 2012

64. Iiiiiiiiii...!!!


Sharę poznałam około 2,5 roku temu. W jakiś sposób – może z polecenia Onetu, dziś już nie pamiętam – trafiłam na jej blog. Natychmiast pojęłam, że nadaje, jeśli nie na tych samych, to na bardzo podobnych falach co ja. To ona zainspirowała mnie i zachęciła do blogowania. Została moją wirtualną „Schwester”. Zjadłyśmy wspólnie beczkę internetowej soli. To, co nas dzieli, to ponad 300 km.
Jakiś czas temu do naszej blogowej ekipy dołączyła Tygrys. W subtelnych szczegółach moich postów rozpoznała swoje miasto. Co prawda mieszkamy na jego dość odległych krańcach, jednak jesteśmy prawdziwymi, rdzennymi „ziomalkami”.
- Będę przejeżdżać przez wasze miasto 19 lipca – brzmiał SMS od Shary.
Niestety, autobus tej linii nie zajeżdża u nas na dworzec ani nie zatrzymuje się na dłuższy postój. Za to jeden z przystanków znajduje się bardzo blisko mnie. Takiej okazji – choćby pomachania sobie na odległość szyby, nie mogłam przepuścić!
- Wybieram się na 1700 – napisała w mailu Tygrys. – Na ten sam przystanek. Szukaj tyczki na błękitnym rowerze.
Zgodnie z umową, ubrałam się – jak to ja – od stóp do głów na czerwono. W domu znajdował się akurat Eks.
- Koszyczka ci brakuje – rzucił od niechcenia. – Czerwony Kapturek, o ile się nie mylę, wałęsał się z kobiałką.
- Spadaj – odparłam w miarę beztrosko, bo podłapałam już szampański nastrój. Nawet nie za głośno trzasnęłam drzwiami.
Dochodząc do przystanku ujrzałam zaledwie jedną sztukę na rowerze, w dodatku nie błękitnym, lecz czarnym. Sztuka ominęła przystanek i pojechała dalej. Minutę po 1700 nie było w okolicy ani jednego roweru, a po upływie dalszych dwóch pod drzewem zaparkował ktoś nowy. Jednostka płci żeńskiej zeszła z roweru, a ja dokonałam skomplikowanego procesu myślowego. Rower miał być błękitny, więc oczami duszy ujrzałam lazurowe niebiosa, tymczasem ten pod drzewem był wściekle szafirowy. Na rowerze miała przyjechać tyczka, czyli w moim pojęciu dwumetrowa glista, tymczasem właścicielka pojazdu była zaledwie odrobineczkę wyższa ode mnie. Jednostce z rowerem i samemu rowerowi zatem nieco do moich wyobrażeń zabrakło. Swoje wątpliwości skwapliwie zaczęłam przelewać na SMS-a do Shary. Przelać nie zdążyłam. Właścicielka szafirowego roweru podniosła głowę, rozejrzała się i bez pudła ruszyła z uśmiechem na twarzy w moim kierunku. To była Tygrys! Najprawdziwsza w świecie Tygrys!
Pierwsza połowa wiekopomnej chwili właśnie nadeszła.
W ciągu następnego kwadransa zdołałyśmy jakimś cudem opowiedzieć sobie prawie pełne nasze biografie i ustalić mnóstwo innych szczegółów. W tym czasie Shara poinformowała nas SMS-em, że próbuje urobić antypatycznego kierowcę, który trzyma się rozkładu jazdy z dokładnością do jednej setnej sekundy i daje nam marne szanse na wspólną minutę. W głowie zrodził mi się błyskawiczny plan obezwładnienia gbura i przygwożdżenia go do deski rozdzielczej np. za pomocą biustu. Nie zdążyłam jednak go doprecyzować. Na przystanek zajechały trzy autobusy jednocześnie.
- Ten ostatni! – ryknęła Tygrys i miotnęła się do przodu. – Rower! – dodała i miotnęła się do tyłu.
- Odpinaj! – krzyknęłam. – Ja lecę blokować autobus!
Z drzwi wypadła prosto w moje objęcia Shara. Żywa, prawdziwa i całkiem taka sama jak na zdjęciach!
- Iiiiiiiiii...!!! – zaczęłyśmy kwiczeć, zataczając się w uściskach. – Iiiiiiiiii...!!!
Ustąpiwszy miejsca Tygrysowi, która także chciała się pościskać, pozataczać i pokwiczeć, przyjrzałam się gburowi za kierownicą. Wyglądał na całkiem rozbawionego. Patrzył na nas przez otwarte drzwi i autentycznie się uśmiechał. Słowo daję!
Shara pospiesznie rozłożyła poskładaną w kostkę kartkę papieru formatu A4, zadrukowaną rozkładem jazdy.
- Zobaczcie, to przygotowałam na wypadek, gdyby kierowca nie dał nam tej minutki. Pokazałabym wam przez okno.
Druga strona kartki zamieniona została w transparent pierwszej potrzeby. Starannie wysmarowany długopisem napis głosił: „Frau Be + Tygrys + Shara = WSM :)”.
Powtórnie runęłyśmy sobie w objęcia, kwicząc i już trzeba było się żegnać. Autobus uniósł Sharę w dal, a my z Tygrysem dokończyłyśmy rozmowę. Tak około 1800 nietyczka wskoczyła na niebłękitny rower i pojechała, a ja poszłam dać upust emocjom z zawsze chętnym Blackiem. Żeby nie było nietrafnych domysłów: na piwko poszliśmy, na piwko!

P. S.1 Tygrysie, kupiłaś to mleko?
P. S.2 A tak właściwie to co oznacza skrót „WSM”?! Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa...? Wyższa Szkoła Morska...? Wielebne Stare Matrony...?!

2 komentarze:

  1. Wszystkie są martwe, Wejdź sobie matole...... I co kto wymyśli.
    O Jezusicku!!!!

    OdpowiedzUsuń