czwartek, 26 lipca 2012

65. Latawica



Zaraziłam Nieletnią. Pierwszy w jej życiu lot wprawił ją w ekstazę. Drugiego już nie mogła się doczekać.
Uwielbiam ten moment, gdy samolot odrywa się od ziemi i zaczyna się od niej oddalać. Pęcznieje wtedy w człowieku wszechogarniająca radość i uczucie bezgranicznego zachwytu. Latanie to chyba najdonioślejsza rzecz, jakiej udało się ludzkości dokonać, a lotnik to zawód, przed którym najniżej chylę czoła. Z perspektywy pułapu chmur świat nabiera zupełnie innego wymiaru. Tego podniosłego piękna nie widać ani z ziemi, ani nawet ze statku pośrodku oceanu (choć woda to mój ukochany żywioł). Nic nie ma w sobie dostojeństwa równego potędze i pięknu latania... Skłonność do ikaryjskich lotów zapewne płynie w moich żyłach, a jako córka pilota mam prawo podejrzewać, że moje geny porośnięte są pierzem. Taka ze mnie latawica!
Rozbujałam się w obłokach, a przy okazji przypomniało mi się wydarzenie sprzed lat, które serdecznie mnie ubawiło. Podczas Święta Lotnictwa wybraliśmy się z Eksem, malutką wówczas Nieletnią i Teściową na lotnisko. Serwowano pokazy, akrobacje, skoki – a dla chętnych przeloty sportową Wilgą we dwójkę z pilotem i loty widokowe nad miastem zwykłym wojskowym Antonowem. Powątpiewając w możliwość zmieszczenia się do Wilgi i ewentualnego jej oderwania od podłoża ze mną na pokładzie, z pewną dozą rezygnacji pognałam po bilet do „Antka”. Eks jest, oczywiście, tchórzem, więc z góry było wiadomo, że jego noga nigdy nie postanie na pokładzie żadnej jednostki latającej – nawet gdyby wykonał ją osobiście jego ojciec (tak się złożyło, że mój eks-teść też był związany z lotnictwem – jako konstruktor lotniczych układów hamulcowych). Został więc z Nieletnią i Teściową, które poszły zbierać kwiatki.
Tuż przed startem kapitan zapytał uprzejmie, czy pasażerowie życzą sobie, aby leciał grzecznie, czy też może troszkę pokołysać. Nikt się nie odezwał, więc radośnie uzewnętrzniłam własne emocje:
- Pokołysać! Pokołysać! – i zatarłam ręce z radości.
Z góry obejrzałam starannie miasto, a potem zaczęły się atrakcje. Pilot pokołysał troszkę, polatał na boczkach, popikował delikatnie, a ja chłonęłam w upojeniu widok nieba u stóp i domu mojej Teściowej prawie nad głową. Na współpasażerów nie zwracałam uwagi – kto by w takiej chwili zajmował się czymś równie nieważnym? Dopiero przy wyjściu podeszło do mnie dwóch elegancko ubranych panów w mocno poluzowanych krawatach i z nieco zmierzwionymi fryzurami.
- Oj, proszę pani... to było niepotrzebne – powiedział słabym głosem jeden z nich. W tonie wypowiedzi czaił się wyrzut.

18 komentarzy:

  1. No i tu możemy sobie ręce podać! Jak Ty, latawica, to i ja! Uwielbiam latanie!
    Wszystkie wycieczki, zaczynają się i kończą , lotem samolotem.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu córka pilota jestem!

      Usuń
    2. Ja nie! To co to znaczy?

      Usuń
    3. To znaczy, że masz to... po mnie :))

      Usuń
  2. a ja w samolocie marnie czuję się bardzo. nieswojo. niespokojnie. i w ogóle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chwała Bogu na wysokościach!!!
      Nie za Twój niepokój, ale za pojawienie się...

      Usuń
  3. ...uwielbiam samoloty, akrobacje itd. z ...ziemi :)
    Boidupa jestem, nie latam i nie zamierzam...tak mam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ci panowie, wiekszość tej części ludzkości strach ma na stałe w charakterze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj...!
      No, może z wyjątkiem mojego taty :)

      Usuń
  5. Miałam polatać szybowcem, ale nie zdążyłam. Wiesz. Ale też latawica ze mnie. Samoloty lubię na równi z samochodami i końmi. O kotach nie wspomnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tato był pilotem szybowcowym sportowym. Akrobatą. I mama tego nie zdzierżyła :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Nie wymieniłam, a stoją w jednym rzędzie z resztą. Jestem zakamieniałą wielbicielką "Błękitnego Groma".

      Usuń
  7. Latam, bo chęć zobaczenia świata jest większa niż strach przed wysokością i przestrzenią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mnie było na to stać, latałabym codziennie. Nie ma chyba niczego większego, co wymyślił człowiek...

      Usuń