piątek, 17 sierpnia 2012

71. Częstochowskie impresje



Onegdaj zostałam zabrana do Częstochowy. Na Jasnej Górze byłam wiele razy, tym ostatnim jednak dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Tak ciekawych, że wywołały u mnie lawinę świątobliwych myśli.
Pochodzenie i czas powstania jasnogórskiego obrazu nie są znane. W XII wieku (znamienne, bo to okres średniowiecznych „cudów”) obrósł w legendy. Od dawna nikt nie oglądał go takim, jak został namalowany, ponieważ oryginalne szaty Jezusa i Maryi duchowni raczyli uznać za brzydkie. Dlatego za astronomiczne sumy (ofiarowywane przez fundatorów, oczywiście) sporządza się i co jakiś czas zmienia „sukienki”: z jedwabiu, diamentów, rubinów, bursztynów... Obraz przechowywany jest za szybą kuloodporną, w kasecie kuloodpornej i ogniotrwałej, ma także swoją własną klimatyzację, która zapewnia mu stałą temperaturę i właściwą wilgotność. Zasłona, która codziennie podnoszona jest rano i opuszczana wieczorem, wykonana jest w całości ze srebra i waży 600 kilogramów. Do tego rozliczne pokolenia królów, książąt, szlachty i pątników przez wieki pozostawiły na Jasnej Górze niesłychane ilości klejnotów, złota, srebra i innych kosztowności. Wystarczy powiedzieć, że najskromniejszymi eksponatami są niektóre ornaty, przyozdobione szczerym złotem, ważące po 20 kilogramów. Sanktuarium drze kasę z pielgrzymów od parkingu aż po obraz. Zostawić „ofiarę”, zamówić mszę za „co łaska” i „wesprzeć jałmużną” można dosłownie wszędzie, z wc łącznie. Własnym oczom nie chciałam wierzyć, gdy widziałam, jak moja przyjaciółka co chwilę wyjmuje portmonetkę i wrzuca, podaje, kładzie kolejne banknoty. Wielodzietna matka, żona bezrobotnego męża, która co miesiąc pogłębia debet, bo nie jest w stanie związać końca z końcem, która nie ma za co kupić dzieciom podręczników, butów zimowych itp., zasila nabitą do wypęku kleszą kabzę...!
Tymczasem od czasu do czasu Polską wstrząsają kryzysy i kataklizmy, a ludzie przez 365 dni w roku użerają się z biedą, chorobami, wypadkami losowymi i niedostatkiem. Telewizja epatuje stale obecną żebraniną na przeróżne fundacje, z tzw. reklam społecznych patrzą na nas smutne oczy głodnych dzieci i pensjonariuszy hospicjów. A co robi w tym czasie duchowieństwo, wycierające sobie gęby „świętością życia”? Obłudnie wznosi oczy do nieba i cichutko kwiląc o ubóstwie, „ofiarowuje modlitwę”.
Czy ktoś może wie, ile głodnych dzieci można by nakarmić za 600 kilogramów srebra? A ile za 20 kilogramów złota...? Ile domów zrujnowanych przez powódź można by odbudować za zawartość częstochowskiego skarbca? A ile operacji ratujących zdrowie lub życie można by przeprowadzić za diamentową „sukienkę”? Czy Matka Boska namalowana na kawałku zwyczajnej deski, nie będąca nawet dziełem sztuki, potrzebuje tego nieprawdopodobnego bogactwa? Kim jest Bóg dla ludzi w tym kraju – czyżby gigantyczną repliką cielca, odlaną ze złota i upstrzoną szlachetnymi kamieniami?

10 komentarzy:

  1. Dobre pytanie, czy naprawdę Matka Boska potrzebuje tego całego blichtru?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre pytanie.Niejeden je zadaje.
    Dla zdobywców , w razie czego, to będzie wspaniały kąsek!
    Oby moje słowa w g. się zamieniły. Nic jednak, nie jest pewne. Zwłaszcza ostatnio!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...pytanie jest inne...dlaczego Matka Jezusa jest czczoną??? Tego nie rozumiem..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego też nie rozumiem - a tym bardziej kultu ludzi, np. JP II itp. Ale oddawanie czci pomalowanym deskom i gipsowym figurkom to już rekord świata. Od czasów starożytnego fetyszyzmu takich cudów to jeszcze nie było.

      Usuń
    2. o! o! o! otóż to! :)

      Usuń
    3. Religijność folklorystyczna to jest coś, od czego cierpną mi zęby i skóra na tyłku.

      Usuń
    4. ...oj, mi też, ciemnoty nie znoszę, ale dla KK to niezłe źródło dochodu ...nieopodatkowanego

      Usuń
    5. Ba! To jest cały przemysł, niekończąca się żyła złota!

      Usuń