niedziela, 26 sierpnia 2012

74. Czas na "Requiem"



„Po prostu taką mam urodę, że we wszystkim jest Mi dobrze. A podobam się samemu sobie i to jest dla Mnie najważniejsze” (SMS – treść i pisownia oryginalne)


- Napisz to.
To nie jest takie proste: usiąść i napisać.
Miałeś na zawsze pozostać jedyną, największą miłością mojego życia. Przechodziłam wszystkie stopnie wtajemniczenia od rozpaczy do nadziei. Biłam głową we wszystkie napotkane mury. Cały wszechświat, uruchomiony moją wolą, mozolnie pracował na moje szczęście. I rzeczywiście, było dobrze i pięknie. I co w takiej sytuacji może wydawać się kobiecie największym zagrożeniem? Jeszcze nie tak dawno temu wydawało mi się, że najgorsze, co mogłoby mnie spotkać, to Twoje odejście.
Pomyliłam się.
NIE odszedłeś. Zrobiłeś coś znacznie gorszego. Coś, co wydawało się niemożliwe. Spowodowałeś, że to ja raz na zawsze uwolniłam się od Ciebie.
Z zimną krwią zamordowałeś miłość.
Gdy miało być już tylko prosto i do przodu, nagle pokazałeś oblicze, jakiego wcześniej nie znałam. Jakby zamiast Ciebie pojawił się zupełnie inny człowiek.
Zacząłeś od sprzątania mojego życia. Najpierw w domu: „Pozbądź się tych kotów, bo ich nienawidzę. Najlepiej je uśpij, nie chcę TEGO w domu. No, może pozwolę ci zatrzymać tę z rodowodem, bo dużo za nią zapłaciłaś”. Myślałam, że się przesłyszałam. Próbowałam obrócić to w żart, ale Ty nie żartowałeś. Nie starałeś się nawet zamaskować w żaden sposób wrażenia, że jesteś zimny i okrutny. Nie chciałeś zrozumieć, że każde życie ma wartość większą niż Twoje widzimisię i Twoje zasmarkane pieniądze, Twoje zafajdane apartamenty dla porcelanowych lalek. Nie chciałeś zrozumieć, że są rzeczy, których się nie robi i nie mówi, ultimata, których się nie stawia. Nie każe się człowiekowi wybierać, mówiąc: „Ja albo twoje koty”. Zażądałeś ode mnie umiejętności „kompromisu”, co tak naprawdę równało się nie kompromisowi, ale mojemu podporządkowaniu Twojej woli.
Następne żądanie było jak kolejny cios nożem z zimnej stali: „Nie życzę sobie widywać twojego brata. Nie interesuje mnie ten człowiek i nie będzie miał wstępu do naszego domu”. Znienawidziłeś go za to, że ujął się za mną wtedy, że powiedział Ci w paru męskich słowach, co sądzi o Twoim postępowaniu. I to było kolejne ultimatum, jakiego nie można człowiekowi postawić: „Ja albo twój brat”.
Później zabrałeś się za sprzątanie mojego podwórka – zacząłeś selekcjonować moje koleżanki: „Z kim ty się zadajesz?!”. Tobołkową nazwałeś „głupią cipą”, Flamę „kurwą”. O pozostałych dowiedziałam się, że ZASTANOWISZ SIĘ, z którą POZWOLISZ mi się nadal przyjaźnić. „Pozwolisz”! Jakbym była niewolnicą.
I padły zdania, za pomocą których zamierzałeś ze mnie „zrobić człowieka”: „Nie obchodzą MNIE cudze problemy, dla MNIE liczy się to, co JA mam”, „Jeśli ci na czymś zależy, musisz dążyć po trupach do celu, nie oglądając się na innych”, „W życiu wszystkie chwyty dozwolone, ważne jest, żeby MNIE było dobrze”, „MNIE się musi opłacać”. A później pojawiły się jeszcze jakieś zdumiewające teksty o wydźwięku nazistowskim.
Dziś moje koty, brat, koleżanki... jutro kto? Moje dziecko? Moi rodzice? Ja sama, bo się zestarzeję, zbrzydnę, rozchoruję? Może Cyklonem B...? Kim jesteś, Człowieku, którego nie znałam? Zimny, twardy, wyrachowany, egoistyczny, niebezpieczny, małostkowy, narcystyczny, próżny, bezgranicznie pusty... i zły, zły, ZŁY! Nie do uwierzenia.
Nie odszedłeś, ale za to ja zrobiłam jedyną możliwą słuszną rzecz. Wbrew sobie, lecz czując, że tylko tak ocalę siebie i to wszystko, co jest mi drogie i że nie sprzedam samej siebie za 30 srebrników. Dla kogoś, kim się okazałeś, nie warto było chcieć żyć, nie warto było chcieć umrzeć, nie warto było niczego poświęcać. Dlatego po raz pierwszy w życiu zdobyłam się na to, żeby spokojnie, odważnie, na zimno, powiedzieć Ci, kim jesteś i jaki jesteś.
Wściekłeś się. Zacząłeś mi wymyślać, opadły z Ciebie ostatnie maski. I, paradoksalnie, zamiast się tym przejąć czy zdenerwować, obserwowałam to obojętnie. „Więc taki jesteś” – myślałam. Żałosne. Najbardziej żałosne w świecie było to, że widziałam w kimś tak podłym człowieka, który miał być ucieleśnieniem moich marzeń. Do dzisiaj nie odpuszczasz, usiłujesz być czarujący, zacierać złe wrażenie. Ale to nie było tylko złe wrażenie, lecz jakaś straszna prawda o Tobie, której nic nie zatrze i nic nie wymaże, żadne słodkie pierdzenie ani żadne banalne słówka. Nigdy już nie będę Twoją niewolnicą, nie podepczę tego wszystkiego, co kocham, mojego świata, mojej rodziny, moich zwierząt. W swojej małości nie rozumiesz, Człowieku piszący „Ja”, „Mi”, „Mnie” dużą literą, a moje imię małą, że nie imponują mi Twoje pieniądze, którymi możesz tapetować ściany albo podcierać sobie tyłek – wedle uznania. Że o wiele większą wartość ma dla mnie przyjaźń, moje zainteresowania, to wszystko, co stanowi mój świat. Że można zrezygnować bez żalu z Ciebie – „pięknego, mądrego, bogatego i nienagannie ubranego” i związać się z kimś innym, nie tak pięknym i bogatym, ale za to LUDZKIM. Z Twoim nastawieniem do ludzi na starość nie będzie Ci miał kto szklanki wody podać – zostaniesz Ty sam i Twoje pieniądze, których do grobu nie zabierzesz.
Nie da się zacytować wszystkich słów, które padły ani wyrazić zimna tych lodowatych ostrzy, które kiedyś wbijały się w serce. Ale już nie ma takiej potrzeby. Najważniejsze, że dziś mogę oddychać pełną piersią i cieszyć się życiem.

14 komentarzy:

  1. O kurczaczki! Straszne, ale i pouczające.
    Ile jest kobiet rezygnujących z siebie , dla takiego faceta? Miliony na Świecie!
    Czasem lepiej się obudzić przed zaśnięciem!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ...momentalnie zapala mi się czerwona lampka, gdy słyszę jak ktoś zaczyna swoją wypowiedź od "JA" ...tacy ludzie, mogę potwierdzić latami "badań" to egoiści. Nie liczą się ze zdaniem, uczuciami innych i dodatkowo sa manipulantami...więc z dala od takich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to samo mam! Od dzieciństwa wpajano mi zasadę, że nie zaczyna się zdania od "ja". No a poza tym jeśli o sobie pisze się dużą literą, to już chyba szczyt narcyzmu!

      Usuń
    2. A życie to potwierdziło.

      Usuń
    3. Albowiem życie to nie je bajka, to je bitwa...

      Usuń
    4. ...w której przegrana bywa wygraną.
      Gloria victis! :)

      Usuń
  3. Właściwie to tylko pisałabym o nim i jego wszystkich cechach małą literą. Ale rozumiem, że to z szacunku dla pisowni, a nie jego.
    Gratuluję, że odeszłaś. Szkoda, że musiało tak boleć.
    Wiem jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bolało jak sześć szlagów, no ale... sama wiesz.
      Pisownia, oczywiście, bije typa na łeb! :)

      Usuń
  4. Każdy jest na swój sposób egocentrykiem ale bez przesady!!Kotów nie lubić??? Jak ja kocham mojego męża....

    OdpowiedzUsuń