poniedziałek, 10 września 2012

79. Zapach farby - zapach przyjaźni



Prosiaczkowi – w podziękowaniu za 28 lat cudownej przyjaźni

Za czasów mojej podstawówkowej młodości, nie ogłupionych „Bravem” i „Popcornem”, istniała gazeta „Świat Młodych”. Moje pokolenie na pewno ją pamięta. Wychodziła trzy razy w tygodniu i trzeba było zerwać się rano, aby pędzić co tchu do kiosku, bo rozchodziła się jak ciepłe bułeczki. Niecierpliwie czekałam na windę i biegłam w pantoflach do kiosku za blokiem, żeby po chwili człapać noga za nogą, upajając się zapachem świeżej farby drukarskiej. Jaką ucztą duchową było wyczytywanie gazety od deski do deski, jaką frajdę sprawiał każdy nowy odcinek komiksu na ostatniej stronie! I jaka rozpacz ogarniała człowieka, gdy przypadkiem nie zdążył po któryś numer albo nawalił kolportaż...! Biegało się wtedy od kiosku do kiosku z duszą na ramieniu, czy jeszcze gdzieś ostał się jakiś egzemplarz... Na szczęście takie sytuacje zdarzały się niezmiernie rzadko. Pilnowałam kalendarza i budzika jak oka w głowie.
W „Świecie Młodych” była rubryka, której nazwę pamiętam do dziś: „Kącik Przyjaciół”. W tamtych beztroskich, nieskomplikowanych i bezpiecznych czasach nikt nie żywił obaw przed ujawnianiem swojego nazwiska i adresu, przed zawieraniem korespondencyjnych znajomości. Pewnego razu, gdy choroba uziemiła mnie w łóżku na pięć tygodni, napisałam do „Kącika Przyjaciół”. W odpowiedzi nadeszło ponad 70 listów. Ależ miałam radochę! Nawiązałam kilka znajomości, które prędzej czy później powymierały śmiercią naturalną, ale jedna zaowocowała przyjaźnią – nie zawaham się powiedzieć, że taką na całe życie. Przyjaźnią z Prosiaczkiem.
Po dwóch latach nieprzerwanej korespondencji z rówieśniczką mieszkającą 90 kilometrów ode mnie, spotkałyśmy się po raz pierwszy podczas wakacji między drugą a trzecią klasą liceum. Szczegóły się pozacierały, ale nigdy żadna z nas nie zapomniała tego spotkania. Później połączyły nas jeszcze bardziej studia: ta sama uczelnia, ten sam wydział, ten sam kierunek, ten sam rok po prostu. Jak się okazało, bliska rodzina Prosiaczka mieszka po sąsiedzku ze mną, kontakty więc zacieśniły się jeszcze bardziej.
Po studiach Prosiaczek wrócił do rodzinnego miasta, ale nasze losy nigdy się już nie rozeszły. Od dwudziestu sześciu lat utrzymujemy ze sobą stały kontakt, spotykamy się na feriach i wakacjach, uczestniczymy w najważniejszych wydarzeniach naszego życia, świadkujemy na swoich ślubach. Nasze córki bardzo się lubią. Jesteśmy właściwie jak rodzina. Każda stała się częścią – dobrą częścią – życia tej drugiej.
W maju i czerwcu 2010 r. Prosiaczka i jej rodzinę w najgorszym stopniu dotknęła dwukrotna powódź. Udało mi się jej choć odrobinkę pomóc. Płakała, mówiąc, że od najbliższych najtrudniej jest brać.
- Przecież dzisiaj Ty, jutro ja... – powiedziałam po prostu i wtedy znów uśmiechnęła się przez łzy.
To jedna z najcenniejszych przyjaźni w moim życiu. A wszystko zaczęło się od zapachu drukarskiej farby...

14 komentarzy:

  1. Bo najpiękniejsze często zaczyna się od najprostszego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde... Ty mi nie mów o najpiękniejszym, psia mać!

      Usuń
    2. Mówisz i masz. Najcenniejsze, najlepsze, wszystkie naj! (dla Ciebie z wyłączeniem "najpiękniejszych") przyjaźnie miałam na myśli :)

      Usuń
  2. ...piękna przyjaźń!
    Kiedyś miałam Przyjaciółkę poznaną na forum Kafeterii...zmarła nagle w 2008 roku, zostawiając po sobie niczym (nikim) niezapełniona pustkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie myślę o tym, ze kiedyś mogłoby zabraknąć Kulki, Prosiaczka...

      Usuń
  3. Siedzę przy kompie i wgapiam się w ekran. Czytam twój post, czytam...
    Zastanawiam się nad przeszłością, też czytałam Świat Młodych. Nigdy jednak, nie zawarłam takiej znajomości. Nigdy nie miałam bliskiej przyjaciółki...
    Tak się złożyło.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjaciółmi mi się w życiu poszczęściło. I to bardzo.

      Usuń
    2. Może byłam zbyt ostrożna? No i kilka razy się zawiodłam. Bardzo.

      Usuń
    3. Skoro się zawiodłaś, to nie była przyjaźń.

      Usuń
    4. Toteż właśnie piszę:)

      Usuń
  4. Fajnie. Mam taką znajomą w warszawie. Pamiętam świat młodych :) ale to wychodziło chyba więcej niż raz w tygodniu??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtorki, czwartki i soboty. W dni robocze kupowała mi mama, w soboty leciałam ja.

      Usuń