niedziela, 16 września 2012

81. Izrael i Autonomia Palestyńska: Morze Martwe



- Dlaczego Martwe? – zapytała mnie przed odjazdem Nieletnia.
- No bo w wodzie jest tyle soli, że żadne życie nie byłoby w stanie tam przetrwać.
- Jak to? – Nieletnia zrobiła wielkie oczy. – To pływają tam same szkielety?
Oczami duszy natychmiast ujrzałam ten czarowny, podwodny pejzaż: przejrzysta woda, w której roi się od rybich kościotrupów. Mojej zwyrodniałej wyobraźni potrzeba naprawdę niewiele.
Jako stwór maniakalnie wodny, z niecierpliwością oczekiwałam wyprawy nad Morze Martwe (hebrajskie Jam ha-Melah – Morze Soli), które zresztą... nie jest morzem. W rzeczywistości jest to słone jezioro bezodpływowe, które wypełnia najniższą część tektonicznego Rowu Jordanu. Powierzchnia lustra wody tego przedziwnego akwenu to najniższy punkt na kuli ziemskiej: 418 m poniżej poziomu morza. Z powodu silnego parowania wciąż się obniża, a średnie zasolenie wody wynosi aż 28%. Niektórzy wierzą, że na jego dnie znajdują się ruiny starożytnych miast ziszczonych deszczem siarki i ognia za grzechy ich mieszkańców – Sodomy i Gomory.
Ogromne stężenie soli w wodzie powoduje, że bez problemu utrzymuje się na jej powierzchni nawet człowiek, który nie umie pływać. Jednak, wbrew rozpowszechnionemu stereotypowi, w Morzu Martwym (nie bez przyczyny zwanym też Morzem Diabelskim!) spokojnie można się utopić. Odnotowuje się tam przypadki utonięć spowodowanych zasłabnięciami, udarami lub zachłyśnięciem morderczą solanką.

(Zdjęcie z Internetu)
W otoczeniu Morza Martwego nie ma żadnego życia. Wszelkie ludzkie osady zlokalizowane na jego brzegach to twory sztuczne, powołane do życia dla potrzeb przemysłu turystycznego. Już pierwsze zetknięcie z Morzem Martwym podpowiedziało mi intuicyjnie, że będzie to wielka rzecz – nie wiedziałam tylko, do jakiego stopnia wielka. Brzeg wyglądał fascynująco.


W miejscu, gdzie mieliśmy zażyć fascynującej kąpieli, kłębiło się coś na kształt grupy Murzynów o dziwnie ołowianym odcieniu skóry. Dopiero bliższy kontakt kazał mi rozpoznać w nich... białych, od koniuszków włosów po pięty wysmarowanych ołowianoszarym, tłustym błotem i w ten sposób zażywających nieocenionej dla skóry, mineralnej kąpieli. Powstały w wyniku parowania śliski muł rozsmarowuje się na całym ciele i spaceruje się z nim aż do wyschnięcia. Słynne na cały świat są kosmetyki znad Morza Martwego. W ich wytwórni przedmiotem mojego podziwu były jednak przede wszystkim ceny.
Gdy wreszcie nadszedł długo wyczekiwany moment, z okrzykiem triumfu dopadłam upragnionej wody... W pierwszej chwili kompletnie nie zrozumiałam, co czuję! W dusznym, pustynnym powietrzu, w niemiłosiernie palącym słońcu spodziewałam się chyba, że woda – jaka by nie była, zachowa swoje ożywcze właściwości choć w minimalnym stopniu. Nic bardziej mylnego! Wdepnęłam w coś na kształt gigantycznej wazy wypełnionej gorącą, gęstą, oleistą zupą. Z głębokim niesmakiem postąpiłam krok dalej i nagle zapadłam się lewą nogą w ozdrowieńcze bagno aż do pół uda. Prawa noga została na stałym gruncie. Jakoś udało mi się wyszarpnąć lewą (z gromkim mlaśnięciem) i już daleko ostrożniej, z postępującym wstrętem posuwałam się dalej. Naprzeciw mnie radośnie unoszący się na wodzie jak korek kolega poruszył ręką i nagle wydał z siebie ryk godny rannego łosia. Z zamkniętymi oczami, na czworakach, wrzeszcząc wniebogłosy: „moje oczy, moje oczyyyy!” zaczął nieporadnie posuwać się w stronę brzegu. Zlitowały się nad nim żona i koleżanka. Niczym świeżo ociemniałego Edypa – wywlokły go pod ręce na brzeg.
Natychmiast postanowiłam spróbować, czym jest ten zabójczy roztwór. Ostrożnie polizałam wyjęty z wody palec i... oczy wyszły mi z orbit! W ustach nie było śladu słonego smaku – w tym stężeniu czuć tylko bezbrzeżną gorycz i okropne pieczenie.
Pełna urazy wywołanej antypatycznymi doznaniami położyłam się w końcu na wodzie. Fakt – wręcz wypycha człowieka na powierzchnię z jakąś szatańską siłą. Cóż z tego, skoro – mimo kapelusza z oszałamiającym rondem – oczy wypalało mi bezlitosne słońce. Na całej powierzchni ciała zaczęłam odczuwać jakiś nieznany do tej pory dyskomfort: coś jakby świąd i pieczenie zarazem. Przewróciłam się na brzuch, spróbowałam przepłynąć kilka metrów i zdębiałam. Wysiłek, jaki musiałam w ten proces włożyć, był zupełnie niewspółmierny do efektów. Zrezygnowana, próbując wstać, uklękłam. Dyskomfort zaczął się wyraźnie nasilać, zwłaszcza w okolicach, z przeproszeniem, intymnych. Kątem oka zarejestrowałam Kulkę pieczołowicie napełniającą na brzegu butelkę po wodzie mineralnej czarnym mułem i solanką. Tuż przede mną wydarły z wody dwie inne koleżanki z twarzami wykręconymi dziwnym grymasem. Pobiegły prosto pod ustawione na plaży słodkowodne prysznice. Poczułam, że dłużej nie zniosę ani temperatury, ani nieznośnego pieczenia skóry. Z tyłkiem wypychanym przez antypatyczną substancję do wierzchu, w bezpiecznej (acz kuriozalnej) pozycji – na wypiętych czworakach – wygramoliłam się na brzeg i po parzącym stopy piachu runęłam jak obłąkana pod prysznic ze słodką wodą. Dosłownie tupiąc i przebierając nogami w miejscu, wypchnęłam spod kranu jakiegoś zdumionego czarnoskórego (tym razem prawdziwego!) i z ulgą spuściłam na siebie kurtynę normalnej wody. Ledwo doszłam nieco do siebie, zamarłam ze zgrozy: w całym tym amoku zapomniałam o zdjęciach! Tego nie mogłam sobie podarować. Z najwyższą niechęcią raz jeszcze pogrążyłam się w odrażającej cieczy wypalającej żywym ogniem to, co jeszcze zostało z mojej skóry. Utrwaliwszy swój pobyt w Diabelskim Morzu na fotografii z sardonicznym uśmiechem, ponownie uciekłam z niego bez mała z krzykiem. Piorąc starannie pod słodką wodą każdy ocalały centymetr skóry (z dokładnością do jednego pora!) ślubowałam uroczyście, że prędko do tego czegoś już nie wejdę. Strój kąpielowy wyrzuciłam dopiero w domu – przedtem chciałam pokazać go rodzinie. Po wymarzonej kąpieli w soli rozlazł się jak stare rzeszoto.


4 komentarze:

  1. Foteliki super extra!
    Nie wiedziałam, że efekty kąpieli w tej solance są aż takie! Ale, po zastanowieniu , dochodzę do wniosku, że inne nie miały prawa być!
    No to tam nie pojadę! Chociaż marzyłam.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, naprawdę warto jechać! Mimo wszystko!

      Usuń
    2. Bez kąpieli, mogę;)))

      Usuń
    3. Być nad Morzem Martwym i do niego nie wejść?! O, nie!

      Usuń