poniedziałek, 1 października 2012

86. Wspomnienie



Na tarasie zalanym słońcem panowała przyjemna, senna atmosfera. Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, że na stoliku wylądowała niebieska filiżanka z IKEI z owocową herbatą, która od czasu, gdy Kościotrup zaszedł w ciążę, zastąpiła nieśmiertelną kawę. Obok niej paczuszka rodzynek. Śniadanie. Na obiad będzie to, co wczoraj: pół „gorącego kubka”.
Kościotrup zatopił się w lekturze opasłego tomiska kolejnej łzawej pierdoły. Pochłaniał je niczym wieloryb filtrujący hektolitry wody w poszukiwaniu planktonu. Plankton – to było właśnie to, czym odżywiał się jej mózg, starannie ukryty pod tlenioną ondulacją nawiniętą na wałki pod bordową chustką.
- To słońce mnie zabije – jęknęłam, rozmazując na przedramionach strużki krwi. Uczulenie. Dobrze, że był pretekst do zwinięcia się z tarasu.

* * *

W głębi domu kotłował się tabun dzieciarni.
- Maaamaaaaaaa!!! Piiiić!!!
- Wednesday, oddawaj tooo! Bo cię zabiję!!!
- Mamo! Mamooo! Widziałem jaszczurkę!
- Nooo, ciocia! Widzieliśmy prawdziwą salamandrę! Muszę zabić Wednesday!!
- Nieprawda, idioto! To nie była salamandra!
- To był brachiosaurus!
- Mamoooo!!! Pugsley mnie bije!
- Żaden brachiosaurus, zwyczajna jaszczurka!!!
Za wrzeszczącym peletonem galopowało gorylim krokiem zgarbione Coś z żuchwą wysuniętą do przodu, wydając z siebie jednostajne, przeciągłe, basowe buczenie. Poczułam, że coś we mnie rośnie i niebezpiecznie nabrzmiewa. W kuchni niewzruszona Kulka produkowała góry grubych kanapek.
- Idziesz do ogrodu? – zapytała, oblizując nóż z pasztetu i sięgając łyżeczką po Nutellę.
- Uhm – odmruknęłam. – Tam jest chłodniej.

* * *

Na ogrodowej huśtawce, skrytej między sięgającymi ziemi gałęziami orzecha, panował cień i kojąca cisza. Wybrałam numer Różowego.
- Różowy...? Cześć...
- Cześć... płaczesz...?
- Eeeee... nieeeee... – skrzywiłam się, bo bardzo chciałam się uśmiechnąć.
- No tak... – głos Różowego zabrzmiał niepewnie. – To może bym wpadł do Ciebie w niedzielę?
- Przyjedź i zabierz mnie stąd na jakąś wycieczkę.
- Aż tak źle?
- Poczekaj, jak ci odprawią egzorcyzmy, to się przekonasz. Mam dość! Państwo mają taką śliczną, malutką koteczkę, to te idiotki oganiają się od niej bez mała krzyżem i święconą wodą. Bo na ciążę zaszkodzi W czasie burzy kazały mi się udusić, zabroniły zostawić choćby centymetrową szparkę w oknie i żałują, że nie mamy gromnicy.
- A co one chcą tą gromnicą robić? Zamiast wibratora czy coś...?!
- Głupiś i bezbożnik – tym razem naprawdę się roześmiałam.
- Yyyy...?
- W rzeczy samej. Chcą ją odpalić i postawić w oknie. Rozumiesz, jako piorunochron.

6 komentarzy:

  1. To przesądy światło ćmiące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jutrzenki swobody ni widu, ni słychu...

      Usuń
    2. Może musiała wpaść na głębsze, co by mieć siłę na walkę z ciemnotą

      Usuń
  2. W XXI wieku? Chociaż, co data ma do przesądów?

    OdpowiedzUsuń