czwartek, 25 października 2012

94. Zamach



Obiecane Frytce

W czasach, gdy posiadałam jeszcze samochód i męża (w tej właśnie kolejności!), posiadanie tego pierwszego było nader pożyteczne, tego drugiego zaś kompletnie chybione.
Kochałam jeździć i gdy tylko tłukła mnie chandra, złość albo smutek, uciekałam przed nimi za kierownicę. Wyjeżdżałam za miasto, obijałam się po dziurach i opłotkach przez godzinę lub dwie, a potem wracałam jak nowa. Przed dłubaniem (w miarę umiejętności, oczywiście) w samochodowych bebechach też się nie wzbraniałam, ale moją pasją było zmienianie kół. Między innymi tych z letnimi oponami na zimowe i odwrotnie. Wciśnięcie się przy okazji w kombinezon roboczy szalenie mnie bawiło. Na koniec prosiłam tylko dowolnego faceta o sprawdzenie śrub i ewentualne ich dociągnięcie. Było nie było, płeć reprezentuję rzekomo słabą.
Nie pamiętam już, z jakiego powodu, ale którejś wiosny koła zmieniał Eks. Było to tuż przed Wielkanocą. Świat piękniał w wiosennym słońcu, ptaszki pitoliły jak szalone, a ja w szampańskim humorze wybrałam się po coś do Intermarché. Mniej więcej w połowie drogi stwierdziłam, że coś stuka. Na wszelki wypadek zwolniłam. Na parkingu pod sklepem obeszłam samochód bez mała na czworakach i z nosem przy ziemi, mój niezawodny organ skłaniał się bowiem ku kołom. Obejrzałam je dokładnie, wymacałam opony. Bez efektu. Wszystko wyglądało normalnie. Nieufnie zbadałam śruby (siedziały na miejscu) i bezsensownie szarpnęłam koła. I tak nie drgnęłyby pod półtoratonowym truchłem. Wzruszywszy zatem ramionami, weszłam do sklepu i zrobiłam zakupy, a potem beztrosko wrzuciłam je na tylne siedzenie. Postanowiwszy wracać mniej głównymi ulicami, ruszyłam ostrożnie. Stukanie nasiliło się jeszcze bardziej. Po przejechaniu mniej więcej dwóch ulic natężenie dudnienia wzrosło do granic możliwości. Zwolniłam prawie do zera i w żółwim tempie wyszłam z zakrętu. Stukanie przeszło na ułamki sekund w przeciągły łoskot i nagle umilkło, poczułam jedynie łagodne pływanie tyłu. Pełna niepomiernego zdumienia ujrzałam w lusterku wstecznym rozpryskujące się na boki śruby i moje własne koło toczące się radośnie środkiem szerokiej, pustej ulicy między parkiem a jednostką wojskową. Przysięgłabym nawet, że frywolnie podskakiwało na nierównościach.
Ostrożnie zatrzymałam się wzdłuż krawężnika i poczułam, że okropnie chce mi się śmiać. Nie wytrzymałam, otwierając drzwi, parsknęłam śmiechem. Wygramoliłam się z samochodu, śmiejąc się w głos do samej siebie. Po drugiej stronie ulicy zatrzymał się starszy pan z siatką, zapewne zdążający po zakupy. Przyjrzał mi się uważnie i ostrożnie zszedł z krawężnika. Schylił się, aby pozbierać śruby i podał mi je. Podziękowałam grzecznie, siłą powstrzymując się przed kolejnym wybuchem wesołości. Staruszek wyglądał na przestraszonego, a ja chichrałam się nieprzyzwoicie. Wrzuciłam śruby przez okno i oddaliłam się od samochodu o pół długości ulicy. Podniosłam koło, które tymczasem przestało podskakiwać i spoczęło przed skrzyżowaniem, ustawiłam je pionowo i zaczęłam pracowicie turlać. Z niewiadomej przyczyny czynność turlania wydała mi się okropnie śmieszna, dwóch idących po stronie parku młodzieńców ujrzało zatem rozchichotaną kobitkę lat trzydzieści kilka, toczącą środkiem pustej jezdni samotne koło. Zatrzymali się i przyjrzeli mi się w milczeniu. Nawet nie próbowałam sobie wyobrazić, co o mnie pomyśleli. Dotarłszy szczęśliwie do auta, dźwignęłam ciężkie draństwo i wrzuciłam do bagażnika, otarłam z twarzy pot z makijażem, wyjęłam z tylnego siedzenia trzy reklamówki z zakupami, zatrzasnęłam drzwi i spokojnie oddaliłam się do domu, chichocząc pod nosem. Została mi zaledwie połowa drogi. Zabawne, że Eks nigdy niczego nie potrafił zrobić dobrze od początku do końca. Nawet zamach na mnie mu się nie udał.

8 komentarzy:

  1. Już Ci kiedyś napisałam, że jaki Eks taki zamach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a ja w ząb nie pamiętam, co Ci odpowiedziałam!

      Usuń
    2. Zdaje się, że szczerze Cię to rozbawiło :)

      Usuń
    3. To bardzo prawdopodobne. W końcu Twoje spostrzeżenie było bardzo a bardzo adekwatne do rzeczywistości.

      Usuń
  2. Wiesz a ja myślę, że to żaden zamach był. To zwykła nieudolność, niestety....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem - to jedna z pierwszoplanowych cech Eksa.

      Usuń
  3. Słusznie, że już jest "eks"!

    OdpowiedzUsuń