piątek, 30 listopada 2012

106. A za oknem maj...



Luuuuuuuuuudzie, jakiż ten świat jest piękny!!!

wtorek, 27 listopada 2012

105. Izrael i Autonomia Palestyńska: Yad Vashem



Słowa Jad wa-Szem znaczą po hebrajsku „miejsce i imię”. Jest to nazwa Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, która w oficjalnej, angielskiej nazwie brzmi Yad Vashem The Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority.



Kneset – parlament izraelski – powołał go do życia w 1953 roku. Instytut upamiętnia ofiary Holocaustu i obejmuje kilka odrębnych części. Jedną z nich jest Muzeum Historyczne, w którym znajdują się dokumenty i zapiski dotyczące Holocaustu, eksponaty i galerie twórczości artystycznej pochodzącej z obozów koncentracyjnych i gett, biografie zbrodniarzy – sprawców Holocaustu. W jednej z sal Muzeum zgromadzone zostały kamienie, na których umieszczono liczby Żydów zgładzonych w poszczególnych krajach europejskich.
Inna część, półokrągła Sala Pamięci, kryje – płonący wśród głazów z wyrytymi nazwami 21 obozów śmierci – wieczny ogień.


W Sali Nazwisk zgromadzono ponad 3 milionów kart z nazwiskami pomordowanych Żydów. Szczególnie wstrząsająca jest Hala Imion, w której płoną świece ku czci najmłodszych męczenników – dzieci. Zdjęcia ich twarzy są przez cały czas wyświetlane, a imiona głośno wyczytywane.


Gmach Instytutu otacza Ogród Sprawiedliwych. W nim osoby uhonorowane tytułem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata sadzą pamiątkowe drzewa. Medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata to najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne przyznawane innym niż żydowska nacjom. Pojęcie „sprawiedliwego” jest mocno osadzone w tradycji żydowskiej i oznacza osobę bogobojną, dbającą o życie. Na Medalu widnieją słowa: „Jeśli człowiek niszczy jedno życie, to jest tak, jak gdyby zniszczył cały świat. A jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat”. Tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata przyznawany jest nie-Żydom, którzy w czasie II wojny światowej z narażeniem własnego życia ratowali Żydów przed zagładą, nie czerpiąc z tego żadnych korzyści materialnych. Wśród 22 tysięcy Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata znajduje się ponad 6 tysięcy Polaków. Nazwiska Sprawiedliwych, wypisane na specjalnych tabliczkach, znajdują się pod drzewami Ogrodu oraz, ze względu na brak miejsca, na specjalnej ścianie zwanej Murem Sprawiedliwych. Jedna z najbardziej wydeptanych ścieżek wiedzie też ku tabliczce poświęconej niemieckiemu przedsiębiorcy, Oskarowi Shindlerowi i jego żonie.





W skład Instytutu wchodzą również Dolina Zabitych Wspólnot, Centrum Badawcze i Oświatowe, Międzynarodowa Szkoła Nauczania o Holocauście.


Na dziedzińcu znajdują się rzeźby i pomniki poświęcone zamordowanym Żydom. Szczególnie chwyta za serce ogromna rzeźba Borisa Saktsiera „Korczak i Dzieci Getta”. Postać Starego Doktora – Janusza Korczaka, który dobrowolnie towarzyszył swoim wychowankom z Domu Sierot w drodze na śmierć w komorze gazowej obozu zagłady w Treblince, jest chyba wszystkim doskonale znana.



sobota, 24 listopada 2012

104. Fiskalne zawracanie Wisły kijem



Czego by nie powiedzieć na temat tzw. postępu technicznego, bywa on czasem wkurzający. Szczególnie cięta jestem na kasy fiskalne. Jako klientowi wisi mi, powiewa i łopocze na wietrze strona organizacyjna handlu. Jestem zainteresowana jedynie przyjściem do sklepu i sprawnym dokonaniem zakupów. Nader często zdarza się to, co wszyscy znamy z autopsji: jesteśmy tuż przy kasie, a tu kończy się rolka z papierem do drukowania paragonów albo jeszcze gorzej – kasjerka przez zwykłą pomyłkę stuknęła w nie ten klawisz i już trzeba czekać na Niezmiernie Ważną Personę Z Kluczykiem, która przyjdzie, pokręci kluczykiem i popuka w kasę fiskalną. Już samo oczekiwanie na Personę może człowieka wpędzić do grobu. Zawracanie, z całym szacunkiem, dupy!
Jeszcze weselsza sytuacja spotkała mnie jakiś czas w temu w „supermarkecie”, do którego udałam się celem nabycia zupełnie niewinnego żółtego sera. Potrzebowałam go w większej ilości (na roladę, jakby kto był dociekliwy), a w gazetce reklamowej wypisane było jak byk, że jest akurat jeden w atrakcyjnej cenie.
Ser sprzedawany był na stoisku, do którego ustawił się niewielki ogonek.
- Proszę – powiedziała ekspedientka, gdy nadeszła moja kolej.
- Poproszę dwa kilogramy żółtego sera – wskazałam na leżące w lodówce kawały bez ceny, ale z widoczną nazwą.
- Tego? – upewniła się niechętnie kobieta zza lady.
- Tego – przytaknęłam skwapliwie.
- Ale tego się nie sprzedaje.
- Co to znaczy: się nie sprzedaje? – zapytałam uprzejmie. – Przeterminowany? Zatruty?
- Nie, ale on jest w promocji – w głosie sprzedawczyni pojawiła się wyraźna niechęć. Do mnie, nie do sera.
- Aaaaa...! – zrozumiałam gwałtownie. – Czyli promocja polega na tym, że się go nie sprzedaje! Bardzo pomysłowo – ucieszyłam się zjadliwie.
Pan stojący za mną nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- No co pani taka, podstawowych rzeczy pani nie rozumie! – ryknęła znienacka rozeźlona kobieta zza lady.
- Na przykład czego? – zainteresowałam się uprzejmie.
- Ser jest w promocji i nie został jeszcze wprowadzony do komputera!
- No to co? – zapytałam spokojnie. – Jest, leży w lodówce, a ja chce właśnie taki z lodówki, a nie z komputera, więc poproszę dwa kilogramy w kawałku.
Ekspedientka spąsowiała na twarzy.
- No co pani?! – wrzasnęła rozindyczona. – Nie rozumie, że się nie da?!
- Jak to się nie da? – groteskowość sytuacji zaczęła mnie nagle bawić. – Przecież jest. Wystarczy go wyjąć z tej lodówki, ukroić i zważyć. I ja właśnie grzecznie proszę o dwa kilogramy.
Pani za ladą przybrała wygląd miny przeciwczołgowej na sekundy przed eksplozją.
- Ale ja go pani nie sprzedam!!! – ryknęła.
Pan za mną gibnął się do przodu i spazmatycznie wciągnął powietrze.
- To może ja sama sobie ukroję, skoro pani nie jest wystarczająco kompetentna – zaproponowałam zjadliwie.
- Kierowniczka! – wrzasnęła buraczkowa na twarzy sprzedawczyni. – Z kierowniczką niech pani sobie gada!
- A, bardzo chętnie – zadeklarowałam, po czym wrosłam w ziemię przed ladą. – To ja sobie tutaj poczekam.
Ekspedientka trzasnęła drzwiami od zaplecza. Sądząc po ilości czasu, który tam spędziła, brała chyba udział w poczęciu, narodzinach i dojrzewaniu owej kierowniczki. W końcu – zupełnie innymi drzwiami – wyszła hoża niewiasta w imponującej kreacji w kwiaty i cała polka zaczęła się od początku.
- Ser nie jest wprowadzony do komputera.
- A ja nie przyszłam po komputer, tylko po ser.
- Ale nie da się.
- A tu jest napisane... – w tym miejscu pomachałam gazetką.
I tak dalej w ten deseń.
- Wie pani – kierowniczka zaczęła ustępować pola – musielibyśmy ściągnąć naszego informatyka, żeby wprowadził.
- Bardzo proszę – potaknęłam skwapliwie.
- Ale on jeszcze chyba śpi.
- To go pani obudzi.
- To zrobimy tak: ja pójdę do niego zadzwonić, a pani w tym czasie zrobi sobie zakupy.
- Dziękuję, nie przyszłam tu po zakupy – odparłam i zachciało mi się śmiać. To już zabrzmiało zdecydowanie groteskowo. – Po ten ser przyszłam i po nic więcej. Tutaj zaczekam.
Ukonstytuowałam się pod samymi drzwiami i zastygłam w oczekiwaniu. Kierowniczka nie wytrzymała presji.
- Wie pani – powiedziała wychodząc ze zmarszczonym czołem i wyraźnie zrezygnowana – dodzwoniłam się do informatyka, ale zanim by przyjechał, to by strasznie długo trwało. A jakby tak pani kupiła ten ser, ale bez paragonu? Bo wie pani, on nie przejdzie przez kasę.
- A czy ja wyglądam na kogoś, kto jada paragony? – odrzekłam radośnie. – Biorę ser, płacę i załatwione!
Kierowniczka odetchnęła z ulgą i osobiście mnie obsłużyła. Bez kolejki. Nadęta i urażona ekspedientka patrzyła spode łba bez słowa.
No i czy nie można było tak od razu? Po prostu sprzedać towar...?!