środa, 12 grudnia 2012

110. A jednak istnieje!



Wielokrotnie spotkałam się ze zdaniem, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska. Zwolennicy tej tezy twierdzą, że to zawsze jest śliska sprawa, że najczęściej kończy się obopólną miłością albo co najmniej zadurzeniem jednej ze stron, że prędzej czy później tych dwoje wyląduje ze sobą w łóżku. Pewnie, że w wielu wypadkach dłuższe relacje damsko-męskie mogą zostać nacechowane podtekstem erotycznym lub przerodzić się w związek partnerski, ale nie jest to obligatoryjne, jak chcieliby niektórzy. To zbyt powierzchowne i płytkie pojmowanie więzi międzyludzkich, które są daleko bardziej złożone. Stanowczo będę bronić tezy, że można się przyjaźnić z mężczyzną, będąc kobietą i odwrotnie. Za dowód niech posłużą dwa przykłady z mojego życia.
W czasach licealnych przyjaźniłam się z Palliserem. Przyjaźń ta nie była podszyta żadną „ciągotą”. Oczywiście, w klasie i pośród znajomych spoza niej byliśmy postrzegani jako para, choć tak nie było. Znając siłę oddziaływania stereotypu, nawet nie próbowaliśmy tego dementować. Palliser zakochany był po uszy w Haneczce, która nie dawała mu nadziei i ja na pewno nie byłam mu niezbędna do żadnych amorów. Moją głowę zaprzątał także ktoś zupełnie inny. Haneczka miała zaś swojego chłopaka i Palliser też nie był jej do niczego potrzebny. Przyjaźniąc się również z Haneczką, postanowiłam trochę szczęściu dopomóc i jam to, nie chwaląc się, sprawiła, że po studniówce jednak zostali parą. Od dwudziestu lat są bardzo udanym małżeństwem, a nasza przyjaźń pozostała taką, jaką była.
Dziś mam również innego przyjaciela. TiP jest o kilka lat ode mnie starszy i ma szczęśliwą, udaną rodzinę: żonę, którą kocha i dwójkę mądrych, dorosłych już dzieci. Od wielu lat TiP – człowiek bardzo serdeczny, dobry i ciepły – wspiera mnie, podtrzymuje na duchu, pociesza, zagrzewa do walki i przybywa z odsieczą, gdy trzeba pomóc w rozwiązaniu problemu. W wielu wypadkach pomogłam i ja TiP-owi, przy czym załatwienie jednej z ważnych spraw kosztowało mnie bardzo wiele czasu (około roku), zachodu i wysiłku. W ten sposób, bezinteresownie, postępują tylko przyjaciele. Ponieważ nie mieszkamy w tym samym mieście, a zdarzały się różne sytuacje życiowe, to bywało i tak, że lądowaliśmy na nocleg w jednym łóżku. Już widzę, jak w tym miejscu triumfalnie ślinią się obrońcy poglądu, że „to się musiało tak skończyć”. Zwłaszcza, gdy nikogo więcej w pobliżu nie było i do wszystkiego dojść mogło. Rozczaruję oślinionych: „mogło” nie równa się „musiało”. Utożsamianie spania w jednym łóżku (wynikłego na dodatek z konieczności) z uprawianiem seksu jest symptomem myślenia prostackiego. Tym, którzy mimo wszystko mi nie uwierzą, a’priori oznajmiam, że mi to lotto. Najważniejsze jest, że znam i napisałam prawdę.

8 komentarzy:

  1. Ciekaw jestem, który rok będzie w kalendarzu jak pojawią się wpisy z 2014...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, robię, co mogę! Po dwa posty dziennie. Cierpliwości :)

      Usuń
    2. Wiedziałam, że można na Ciebie liczyć :))

      Usuń
    3. Zaznaczam, że też jestem cierpliwa.

      Usuń
    4. Wiem, wiem, widzę, widzę i doceniam, a jakże...!
      :)

      Usuń
  2. Potwierdzam Twoje zdanie. Można się przyjaźnić z facetem. Jest jak napisałaś.
    Co ja mogę więcej dodać? Raczej już nic. A, może to, że znam to z autopsji?
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. życie to najlepszy świadek.

      Usuń