niedziela, 30 grudnia 2012

115. Nie wdepnąć w chałę



Kolejny rodzaj łańcuszka rozlał się błyskawicznie po blogach. Jak zwykle, wzbudził we mnie mieszane uczucia. I jakoś zupełnie nie chce mi się go podtrzymywać przez podawanie dalej, ponieważ nie widzę sensu. „Nominowanie” do kolejnych odznaczeń uważam za bezcelowe, gdyż na koniec i tak okazuje się, że odznaczeni są wszyscy.
Właśnie obiegło blogi kolejne Takie Coś, na którym napis głosi coś w rodzaju: „Blog roku 2012”. „Blog roku”, jak sama nazwa wskazuje, powinien być jeden, wyłoniony na jakichś poważnych albo przynajmniej konkretnych zasadach. Tymczasem kto żyw, rozgląda się wkoło i myśli, kto już dostał znaczek, a kto nie i spieszy odznaczyć jeszcze nie odznaczonych. W ten sposób odznaczeni są wszyscy, a wyróżniony nikt. Przy tym muszę, niestety, dodać, że wyróżnienie razem z kimś, kto najlepiej zrobiłby poświęcając się innej niż pisanie dziedzinie, przynosi mi raczej ujmę niż zaszczyt.
Trochę mi to przypomina quasi-poważne działania Onetu, gdzie co roku ogłaszany był konkurs na blog roku. Kiedyś, gdy jeszcze nie byłam blogerką, naiwnie sądziłam, że to prestiżowy turniej z prawdziwego zdarzenia, bo posiadał jury szczycące się znanymi nazwiskami i oferował poważne nagrody materialne oraz wielką galę na zakończenie. Jak się później okazało, pierwszy „etap” (szumna nazwa!) polegał na prostym zabiegu kliknięcia w zgłoszenie. Właściwy „konkurs” zaczynał się w „etapie” drugim, polegającym na tym, że czytelnicy głosowali SMSowo na wybrane blogi. W trzecim „etapie” jurorzy przypisani do poszczególnych kategorii czytali... raptem 10 blogów, które uzyskały najwięcej głosów i wtedy typowali zwycięzców. Tak naprawdę nie był to żaden konkurs, podczas którego sprawdzane by były umiejętności piszących i walory ich blogów, lecz jego namiastka sprowadzająca się do zliczania SMSów wyżebranych bez krzty ambicji od innych blogerów, rodziny, znajomych oraz wszystkiego, co się rusza i na drzewo nie ucieka. A ja, jak ta sancta simplicitas sądziłam, że blogi przechodzą przez rzetelne, fachowe sito konkursowe!
Niech mi darują mój przydługi wywód ci, którzy po prostu lubią czytać mój blog i którzy w ostatniej turze obdarowali mnie trzecim Takim Czymś szczerze i w najlepszej wierze.
Doceniam i jest mi przyjemnie, bo wiem, że te cztery osoby uznały mój blog za godny czytania. Dziękuję Thunderstorm, Frytce, Malawiartowi i Lesliemu – nie tylko za wyróżnienie, ale i za to, że są ze mną dzień po dniu.
Powtórzę to, co już raz kiedyś napisałam: fakt, że jestem na moich ulubionych blogach każdego dnia, jest rodzajem „nominacji” permanentnej, nawet jeśli komentarza nie zostawiam codziennie. Przecież wiecie, że Was cenię!

12 komentarzy:

  1. Nareszcie!
    W tym roku, chyba. Malina namówiła mnie do startu w takim konkursie. Dołączyłam do niej, chociaż wiedziałam, że i tak zwycięży jakiś zakupkany i oblany mlekiem blog, nowej mamuśki. Beznadzieja i tyle. (Napisałam o tym Malinie). Podział na kategorie wręcz beznadziejny. Znikają w tym podziale,świetne i dobrze pisane blogi. Nikt nie wygra z zasmarkanym i obsikanym, "skarbem jedynym".
    Podział na kategorie też bzdurny. Nie piszę poradnika, ani książki "na temat". Piszę co widzę, a widzę wiele. Zakwalifikować konkretnie mojego bloga , nie sposób. Wszystkie konkursy mam "w tyle".
    Nikt nie ocenia doboru tematów, zdjęć, sposobu pisania. Liczy się wyłącznie ilość SMS-ów. Żaden Juror, nie sprzeciwi się takiej sile.
    Po co w ogóle robi się te konkursy? Wiesz? Bo ja nie!
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się popowtarzało;(

      Usuń
    2. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Na tych SMS-ach przecież kasa jest zbijana jak złoto.

      Usuń
    3. Nie widzę, żeby coś było popowtarzane.

      Usuń
  2. Moje odczucia wobec odznaczeń między blogerami i o tym konkursie na najlepszy blog roku ogłaszanym corocznie na onecie wyglądają dokładnie tak, jak to, co opisałaś w tym wpisie.
    Dlatego w pewnym momencie przestałam przyjmować wyróżnienia, o czym informuję tabliczką na blogu. :)
    pozdrawiam Cię życząc miłej reszty weekendu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty "cosiów", które każdy daje każdemu, nie uznaje od początku. A cóż to za wyróżnienie? Pustak analfabecie, analfabeta jełopowi... itd.

      Usuń
  3. p.s. chyba podsunęłaś mi pomysł na skopiowanie mojego pierwszego bloga z onetu, tak jak Ty to robisz, rekonstruując wpis po wpisie z odpowiednią datą, bardzo mi się podoba, i nie trzeba tego robić hurtem, wystarczy po dwa trzy wpisy tygodniowo przygotować a potem publikować (publikację też da się ustawić odpowiednio w kalendarzu), a ja mam jeszcze starszego bloga iw-migawki.blogspot.com, gdzie mogłabym przenieść tego pierwszego...
    No w każdym razie dziękuję Ci za pomysł, nawet jeśli zaskoczyłam dość wolno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę. Jako muza natchniuza czuje się znakomicie :))

      Usuń