wtorek, 8 stycznia 2013

118. Żuk



Szłyśmy ostatnio z Kulką koło starych basenów.
- Ty – zachichotała Kulka. – Pamiętasz samochód na dnie basenu?
- Pamiętam.
Uśmiechnęłam się do wspomnienia.

* * *
Byłyśmy wtedy na studiach. Wraz z Kulką, Dżemcem i Borówą przenieśliśmy się z wf-em z sali gimnastycznej na pływalnię. Wszyscy wiali akurat w odwrotną stronę, co dla nas było nie do pojęcia, ale za to sprawiło, że z załatwieniem naszych przenosin nie było problemu.
Chodziliśmy z chłopakami z fizyki na jakąś kosmiczną godzinę 600. Mnóstwo poległych dzień wcześniej na podrzędnych imprezach w akademiku po prostu na nie nie przychodziło, godzina też nie sprzyjała. Często więc mieliśmy w kilka osób cały basen dla siebie. Któregoś z takich razów zabawialiśmy się nurkowaniem i wyławianiem z dna krążków. Dając odpocząć płucom, zawiesiliśmy się swobodnie na powierzchni wody i kołysząc się na niej jak piłki, rozmawialiśmy o duperelach. W pewnym momencie Borówa wymyślił nową zabawę – kto najdłużej usiedzi na dnie. Dla zwiększenia stopnia trudności wybraliśmy głębokość 4 m, skąd wypycha niemiłosiernie.
- Ja pierwszy! – krzyknął Borówa i już go nie było. Znikł pod wodą, a my zaczęłyśmy liczyć. Nie było go imponująco długo.
- Siedemdziesiąt dziewięć! – krzyknęła Dżemiec. Borówa pospiesznie łapał powietrze.
- Słuchajcie! – zawołał entuzjastycznie, ignorując wynik. – Tam na dole jest samochód!
- Jaki samochód? – zapytałam sceptycznie. – Jakieś dziecko zgubiło zabawkę? Trzeba było wyłowić.
- Nie, normalny samochód.
- Jak to: normalny samochód?
- No tak to. Zwyczajny. Dostawczy. Marki Żuk. Z plandeką.
- Żuk?! – wykrzyknęłyśmy zgodnie wszystkie trzy. – Z plandeką?! Jaja sobie robisz?
Pływaliśmy już drugą godzinę i nikt raczej nie przeoczyłby takiego drobiazgu. Co prawda, bardzo nie lubiłam używać okularów pływackich (chyba że do wyławiania krążka), ale reszta owszem, używała. A ja i tak automatycznie otwieram pod wodą oczy.
- Ale co ty chrzanisz? – zapytała wdzięcząc się łagodnie Dżemiec. Była zakochana w Borówie. – Nie wygłupiaj się i mów jak człowiek.
- Ale ja mówię poważnie – rzekł Borówa i zdjął z czepka okulary. Podał Dżemcowi. – Samochód jest prawdziwy.
- Eeeeeee, gadanie – Dżemiec szybkim ruchem wyszarpnęła okulary z rąk Borówy. – Moje spadają! – dodała usprawiedliwiającym tonem. – Zaraz sprawdzę, co on bredzi.
Energicznie odepchnęła się od murku i kopnęła wodę.
- Co ona tam tyle robi? – zapytała podejrzliwie Kulka. – Bije rekord...?
- Ogląda samochód – stwierdził z satysfakcją Borówa. – A nie mówiłem?
Dżemiec wynurzyła się w końcu wyraźnie rozbawiona.
- Ej, baby, on miał rację – oświadczyła niezmiernie zadowolona. – Tam naprawdę jest samochód!
- Tiaaaa... – wykrzywiłam się sceptycznie. W tym stadium zabujania w Borówie rozanielona Dżemiec srająca tęczą była kompletnie niewiarygodna. Polegać można było jedynie na solidnej Kulce.
Ta ostatnia bez słowa zsunęła okulary z czepka na oczy.
- To ja też chcę zobaczyć – zawyrokowała i różowe pięty oraz fioletowo odziany tyłek oddaliły się w kierunku dna.
Ocierając z twarzy wodę która na mnie spadła, pomyślałam, że jeśli i Kulka oświadczy, że na dole jest prawdziwy Żuk, będę musiała się poddać. Dziewczyna była wręcz nieprawdopodobnie prawdomówna.
- Jest – zdyszana głowa Kulki pokiwała twierdząco nad powierzchnią wody i spazmatycznie wciągnęła powietrze.
Przez mózg przebiegła mi myśl, że wszyscy powariowali i jestem ostatnią normalną istotą w okolicy albo najzwyczajniej w świecie noc jeszcze się nie skończyła, grzecznie śpię w swoim łóżeczku, a to, co się dzieje, to tylko sen. Było jednak bardzo realistycznie mokro. Zbyt mokro jak na sen. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę do Kulki. W okularach widać pod wodą o wiele wyraźniej niż bez. Podała mi je widocznie rozbawiona.
- Schodź przy ścianie – powiedziała – to szybciej zobaczysz.
Nabrałam powietrza i dałam nura prawie pionowo, wypychając powietrze nosem, żeby woda nie wdzierała mi się do mózgu. Dno basenu, zgodnie z wszelkim prawdopodobieństwem życiowym, było czyściutkie, co od samego początku było mi wiadomym. Z uczuciem, że zostałam zrobiona w balona, dotknęłam czarnej linii na dnie i przykucnęłam, aby się odbić. Wtedy go zobaczyłam.
Stał sobie spokojnie, z kabiną pomalowaną na zielono i z burą plandeką, taki, jak mówił Borówa. I ani nie był to sen, ani nie zwariowałam.

8 komentarzy:

  1. To co było naprawdę? Zabawka? Czy co?
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zabawka! Prawdziwy, pełnogabarytowy żuk z plandeką :))

      Usuń
    2. Ciekawe, komu się chciało?

      Usuń
    3. Żukiem w basenie parkować?!

      Usuń
    4. A, nie, nie nie - nic z tego! :)

      Usuń
    5. Ciebie o to nie posądzam. Ciekawa jestem kto i jak tam "wjechał"???

      Usuń
    6. Zdradzę tylko tyle, że odpowiedź pojawi się wkrótce :)

      Usuń