czwartek, 17 stycznia 2013

121. Dlaczego ludzie nie chcą księdza po kolędzie?



- No, jak tam? – powitał mnie Chłopiec W Sukience. – Przygotowałaś już biały obrus i grubą kopertę?
- Co takiego?! – oniemiałam ze zgrozy i zastygłam w pół kroku. Z wrażenia zapomniałam nawet zapytać, dlaczego biały. – To, że twoja instytucja hołduje zbójeckiemu prawu „zabrać biednym i dać bogatym”, nie oznacza, że upadłam na głowę!
- No wiesz? – tradycyjnie spąsowiał.
- Owszem, wiem – odparłam. – A tak przy okazji... czy mógłbyś mi wyjaśnić, po co w ogóle jest ta cała kolęda?
No i się dowiedziałam. Że to „wizyta duszpasterska” celem lepszego poznania parafian, rozpoznania ich potrzeb i... udzielenia pomocy! Ooooo, jak tak, to ja na to, jak na lato. Chętnie zgodziłam się na wizytę, byle tylko poznać pewnego interesującego blondyna w sutannie i dać sobie pomóc. W końcu trzeba powynosić do śmietnika te rupiecie z piwnicy, a i okna przydałoby się umyć... Że o pomocy finansowej nie wspomnę.
Rzeczywistość, niestety, jakby ociupinkę rozminęła się z teorią.
Najpierw zupełnie obcy facet ogłosił z ambony, że inny – losowo wybrany – obcy facet wprosi się do mnie w terminie, którego nikt ze mną nie uzgadniał, nie podając godziny i kompletnie ignorując moje życie na zasadzie: klękajcie narody i bądźcie dyspozycyjne!
Jako niezbędny wymóg podał obecność kilku rekwizytów. I o ile uzasadniona wydaje mi się obecność krzyża i Biblii, o tyle biały obrus wprawił mnie w pewne zakłopotanie. Nie posiadam w domu ani jednej białej szmaty, ponieważ są szalenie niepraktyczne. I w ogóle mam taki gust. Wszystkie moje obrusy oscylują wokół tonacji pomarańczowo-czerwono-bordowej.
Następnie dodał, że w czasie kolędy obowiązuje kultura, ale dotyczyło to chyba tylko domowników, bo przybył jakiś nieciekawy typ i bezceremonialnie wpakował mi się do pokoju w buciorach ociekających pośniegowym błotem. Zaraz potem podniósł mi ciśnienie, przeganiając ze stołu moje koty. Zagotowałam się. To one są u siebie, nie on – ja nikomu w jego domu ani na plebanii swoich porządków nie wprowadzam! Zostałam pouczona, że psy, koty i inne zwierzęta na czas wizyty należy... zamknąć w piwnicy! W tym miejscu miarka się przebrała, mój wewnętrzny agresor wystartował, więc uprasza się o czytelników o wyrozumiałość: SAM SIĘ, KURWA MAĆ, ZAMKNIJ W PIWNICY, OSZOŁOMIE JEDEN!!! Uprzejmie wycedziłam, że w moim domu nie ma takiego zwyczaju i przygotowałam się na najgorsze. Facet chyba jednak zwietrzył drapieżcę, bo zmilczał.
Wyciągnąwszy kartotekę, błyskając rażąco żółtym pierścionkiem, posprawdzał aktualność nazwisk i meldunków, po czym zabrał się za komentowanie mojej sytuacji osobistej. Asertywnie wyjaśniłam, co sądzę o mało taktownym grzebaniu w cudzych życiorysach i nawet specjalnie nie przeciągał oczekiwania na kopertę. Widocznie uznał – niegłupio nawet – że w tym domu nie dołożą mu się do mercedesa.
W ten oto sposób zbadałam empirycznie, czym pachnie„wizyta duszpasterska” (zwana potocznie „kolędą”), ale czemu służy – nadal się nie dowiedziałam. Swoją drogą ciekawe, co by sobie ktoś pomyślał o mnie, gdybym tak w równie bezpardonowy sposób go zwizytowała? Proponuję ten temat do przemyślenia tym, którzy hołdują fałszywej zasadzie „gość w dom, Bóg w dom”. Nie wiem, jak kto, ale ja w cudzym domu bardzo staram się uszanować zwyczaje domowników, bo nie jestem u siebie. Tego samego oczekuję od przychodzących do mnie.

8 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć!
    Ludzie jednak na to pozwalają.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to sami klechów rozbestwili.

      Usuń
    2. Zawsze się znajdzie jakiś inaczej wychowany. Nie wiem jak to powiedzieć grzeczniej. A tam. Głowa , ta tym tle, dawno przestała mnie boleć.
      :)))

      Usuń
  2. Świetny tekst! Świetne pióro!
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z księżmi to różnie bywa... Niektórym sutanna za bardzo do głowy uderza... Ale są też tacy "naprawdę z powołania"...

    Z kolędą też różnie bywa. U nas chodzą co drugi rok i zawsze ktoś inny. Raz przyjmują kopertę...innym razem stanowczo odmawiają. Z grzebaniem w zyciorysach tak samo - trafiają się bardziej i niestety też mniej taktowni...

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w każdej społeczności i grupie: są ludzie i ludziska. Prawda jest, że inni pozwalają sobie wobec nas na tyle, na ile sami im pozwolimy.

      Usuń