wtorek, 19 lutego 2013

132. Noż kurde!



Ludzie, do czego Wy mnie zmuszacie?
Wszyscy piszą o tej zimie, psioczą na nią, ile wlezie, postulują jej likwidację, a na koniec jeszcze dowiaduję się, że poza Karioką nikt jej nie lubi. A ja to co? Od macochy?!
I przez Was muszę napisać ten post.
Ci, którzy znają mnie osobiście, wiedzą, że baba ze mnie jak piec w Hucie Stalowa Wola. Zawsze mi ciepło, wszędzie otwieram okna i popierdzielam z krótkim rękawkiem wtedy, gdy inni chodzą okutani szmatami po żuchwę. Krótko mówiąc, swoim istnieniem potwierdzam pogląd, że kobiety są gorące. Wszelkich upałów szczerze nienawidzę i bardzo źle je znoszę. Nie twierdzę, że chciałabym żyć na Antarktydzie (choć ze względu na gęstość zaludnienia wizja jednak jest kusząca), ale lato jest dla mnie stanowczo porą zbyt upierdliwą.
Uprzedzając ewentualne pytania wyjaśniam, że do pobytu w dowolnie ciepłym kraju powyższe się nie stosuje, ponieważ żądzy zwiedzania, zobaczenia na własne oczy tego i owego NIC nie zniweczy. Daje mi ona tak potężną motywację, że znoszę wszelkie niewygody (nie tylko upał, ale np. wstawanie o pogańskich porach) bez mrugnięcia okiem.
Wracając do zimy – mroźna czy nie, śnieżna czy nie, jest mi to obojętne, chociaż jako estetka wolę śnieżną. Cieszy przede wszystkim możliwością normalnego oddychania. W zimie praktycznie nie zdarza się, aby bolała mnie głowa i żebym czuła się rozmemłana. Pod względem urody jest to pora roku bez mała baśniowa. Widzieliście kiedyś zimowy las? To tak, jakby człowiek znalazł się nagle w innym, nierzeczywistym, zachwycającym wymiarze, we śnie albo w bajce.
Zima ma również i tę zaletę, że dla mnie akurat jest źródłem wielu dobrych i ciepłych wspomnień. Zimą czuję się... bezpiecznie i przytulnie.
I tylko jedną wadę ma ta pora roku: niestety, nie da się popierniczać po śniegu w sandałkach. Nie macie pojęcia, jaki to ból! Ja, niżej podpisana Frau Be z krwi i kości, która nie posiada ani jednej pary skarpetek i do listopada zapycha z gołymi nogami, w kozakach ulegam regularnemu zaparzeniu. Pomysł nabycia butów ocieplanych skończył się dla mnie trylionem pęcherzy na przegrzanych i na amen poodparzanych stopach.
No ale we wszystkim da się znaleźć jakieś dobre strony. Wyobraźcie sobie, ile mam na co dzień przyjemności, gdy w końcu zdejmuję to draństwo z nóg. Upajam się chodzeniem boso przez najbliższą godzinę!

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No co Ty? To w ogóle się do niczego nie nadaje! Guma zaparzająca stopy! W dodatku są ohydne, a poza tym jak sobie wyobrażasz trampki do spódnicy?

      Usuń
  2. Szkoda, że nie piszesz już...
    KT.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę, Tomaszu. I będę pisać. Chwilowo rekonstruuję blog. Już niedługo.

      Usuń
  3. To znaczy, że TWOJE stopy, są wyjątkowe!
    Niech pomyślę, są różne klimaty na tej naszej ZIEMI!
    Należy znaleźć ten właściwy!
    No i padło coś na mój mózg! Przecież to widziałam! Czy córa ma to po Tobie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Ona nawet śpi w skarpetkach.

      Usuń
    2. No to "wyjątek" czy "wyjątka" l.p. r ż, O kurczę , co ja piszę!

      Usuń
    3. Ani wyjątek, ani wyjątka, tylko patologia zwyczajna :))

      Usuń