piątek, 22 lutego 2013

133. Adoracyjka



U Tygrysa, ze zrozumiałych względów, przeczytać można od czasu do czasu o dzieciach w wieku obrzydliwym. Gdyby nie przynależna im wysoka upierdliwość, niektóre mogłyby być nawet całkiem fajne, bowiem pomysły miewają ciekawe, twórcze i śmieszne. Po dzień dzisiejszy wspominamy z Tobołkową przeżycie, które dostarczyło nam co najmniej kupy radości. Działo się to w czasach, gdy Tobołkowie mieszkali w tym samym podwórku, co ja i mieliśmy ten komfort, że bachoriada przebywała raz w jednym, raz w drugim domu, pozostali zaś mieli wolną chatę i święty spokój.
Jednego razu wdepnęłam do Tobołków na zwyczajową, sąsiedzką pogawędkę o duperelach. Zamknięte w pokoju Zołzy, dziewczynki bawiły się grzecznie, od czasu do czasu wyściubiając nosy zza drzwi z pytaniem kontrolnym:
- Możemy wypożyczyć tę zieloną świeczkę z muszelkami z łazienki?
- Gdzie są chusteczki do nosa?
- Nie widzieliście mojego wiaderka do piasku?
Zgromadzeni w ciasno-przytulnej kuchni na trzecim piętrze, popijaliśmy kawę i piwo prosto z lodówki. Tobołek, siedzący po turecku na podłodze, wciśnięty w róg między zlewozmywakiem a kuchenką, beztrosko strzepywał popiół palonego papierosa do komory zlewu. Pinior-Hasior grał na podwórzu w piłkę z kolegami, dziewczynki mieliśmy z głowy, atmosfera była więc przyjemna i niezobowiązująca.
- Kurczę – powiedziała w pewnym momencie Tobołkowa. – Dziewczynki godzinę temu prosiły mnie o herbatę.
- No i co? – zapytał Tobołek.
- No i nic, zrobiłam.
- I...? – zapytałam.
- I czekałam aż wystygnie. Jak myślicie, wystygła już?
Tobołkowa podniosła się niechętnie, przelazła przez splątane nogi Tobołka, zabrała ze stołu kubki z zimną herbatą i wyszła. Po chwili dobiegł naszych uszu nieartykułowany okrzyk, w którym dało się odróżnić zaskoczenie przemieszane ze zgrozą. Znaliśmy Tobołkową: niełatwo zaskoczyć ją byle czym. Jeśli dziewczynkom się to udało, musiało to być bez wątpienia coś wielkiego. Wypadliśmy z Tobołkiem z kuchni jak na komendę. W pierwszej chwili w ogóle nie zorientowaliśmy się, co widzimy. W przedpokoju, na progu pokoju Zołzy stała, spowita w kłęby szarego dymu, Tobołkowa, wciąż dzierżąc w dłoniach dwa kubki z herbatą. Pokój Zołzy szczelnie wypełniony był gryzącą w nos i gardło substancją, w której niemrawo majaczyły dwa cienie – mniejszy i większy. Tobołkowa zakrztusiła się, kaszlnęła i runęła w szarość na azymut, mniej więcej w kierunku okna. Od strony cieni dobiegł nas chichot znamionujący satysfakcję z udanej zabawy.

* * *

- Co to miało być?! – jęknął Tobołek, gdy już odzyskał mowę, a tumany dymu nieco się przerzedziły.
- A... to...? – powiedziała Zołza niewinnym tonem. – Taka mała adoracyjka.
- Adoracyjka?!! – powtórzyliśmy jak na komendę wszyscy troje. Nie da się ukryć, że w pewnym osłupieniu.
- Noooo, adoracyjka. Nie wiecie? Świeczka, te różne rzeczy... – Zołza zdawała się być oburzona naszą ignorancją.
Spojrzeliśmy w kierunku szczątków spalonych stu sztuk chusteczek higienicznych i stopionych plastikowych naczyniek służących zapewne za wspomniane różne rzeczy.
- Miałyśmy przygotowana w pobliżu wodę na wszelki wypadek, gdyby coś zaczęło się palić – Nieletnia z dumą wskazała na małe, plastikowe wiaderko do piasku napełnione do połowy mętną wodą. – Byłyśmy przezorne!
- Umh – powiedział słabym głosem Tobołek, chyłkiem wycofując się z pobojowiska. – Cud prawdziwy, że nikt z sąsiadów na widok tych kłębów dymu walących z okna nie wezwał straży pożarnej.
- Tak – westchnęła Tobołkowa. – Ale najgorsze jest to, że przepadła nasza świeczka do robienia nastroju w łazience...

8 komentarzy:

  1. Tja....
    No nie wiem co mógłbym jeszcze dodać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Świeczkę można odkupić:)
    Mam nadzieję, że zabawy nie powtórzyły?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysłowość dzieci zaiste nie zna granic! :) Szkoda tylko, że większość z wiekiem z tego wyrasta...

    A nastrojowej świeczki żal, ale chyba łatwo da się zakupić nową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam nie szkoda. Wolę życie ustabilizowane, bez niespodzianek w rodzaju pożaru :)))

      Usuń
    2. Przy dzieciakach tryskających energią i pomysłami, o ustabilizowane życie chyba trudno ;))))

      Usuń
    3. Bo ja wiem? One już wyrosły z dzieciństwa, Nieletnia ma 18 na karku, a Zołza 15. Pinior-Hasior skończył 19. Są już niskoenergetyczni :)

      Usuń