wtorek, 2 kwietnia 2013

146. Ukraina: "W stepie szerokim..."



Kamieniec Podolski, „Brama Polski” i symbol przedmurza chrześcijaństwa w Europie, charakteryzuje się długimi i burzliwymi dziejami. Ginące w mrokach powstanie miejscowości pozostaje zagadką, wiadomo jednak, że w XI wieku był już placówką handlową. Wchodził w skład księstwa halicko-wołyńskiego, a w XIV wieku został zdobyty przez Kazimierza Wielkiego i ofiarowany książętom litewskim Koriatowiczom. Od 1430 roku należał już do Polski i stał się stolicą województwa podolskiego.
XVII wiek przyniósł wydarzenia, które zachwiały potęgą Kamieńca. 2 sierpnia 1672 roku sułtan turecki Mehmed IV przekroczył Dniestr, a dziesięć dni później stanął ze swoją armią pod murami twierdzy w Kamieńcu Podolskim. Fortecy bronili piechurzy, dwie chorągwie jazdy i mężczyźni, którzy schronili się w Kamieńcu oraz część spośród mieszczan. Jednym z dowódców był około pięćdziesięcioletni stolnik przemyski Jerzy Wołodyjowski herbu Korczak. Dowództwo nad obroną objął starosta generalny podolski Mikołaj Potocki. Miasto, zasypane gradem kul, płonęło, a komendant Wołodyjowski dwoił się i troił, walcząc, organizując podjazdy i wypady, biorąc jeńców. Wsławił się bezprzykładnym męstwem, jednak nie udało się utrzymać twierdzy. 26 sierpnia 1672 roku w namiocie wielkiego wezyra imperium osmańskiego Ahmeda Köprülü została podpisana kapitulacja Kamieńca. W tym czasie, podczas ewakuacji warowni, nieszczęśliwym przypadkiem wyleciała w powietrze baszta prochowa, w obrębie której znajdował się akurat komendant Wołodyjowski. Zginął pod jej gruzami i został pochowany w krypcie kościoła franciszkanów w Kamieńcu. Nazywany Hektorem Kamienieckim, rozsławiony został przez Henryka Sienkiewicza w Trylogii jako Mały Rycerz, stając się prototypem tej postaci. Sienkiewiczowska wizja śmierci Wołodyjowskiego odbiega, rzecz jasna, od prawdy historycznej:
„Tu wzięli się w ramiona i przez pewien czas tak trwali. Oczy obydwom błyszczały nadzwyczajnym światłem... Ketling skoczył wreszcie w kierunku lochów...
Wołodyjowski zaś zdjął hełm z głowy; chwilę spoglądał jeszcze na tę ruinę, na to pole chwały swojej, na gruzy, trupy, odłamy murów, na wał i na działa, następnie podniósłszy oczy w górę, począł się modlić...
Ostatnie jego słowa były:
- Daj jej, Panie, moc, by zaś cierpliwie to zniosła, daj jej spokój!...
Ach!... Ketling pospieszył się, nie czekając nawet na wyjście regimentów, bo w tej chwili zakołysały się bastiony, huk straszliwy targnął powietrzem: blanki, wieże, ściany, ludzie, konie, działa, żywi i umarli, masy ziemi – wszystko to porwane w górę płomieniem, pomieszane, zbite jakby w jeden straszliwy ładunek, wyleciało w powietrze...” (Henryk Sienkiewicz, Pan Wołodyjowski)
Polska odzyskała miasto w 1699 roku na mocy postanowień Pokoju Karłowickiego. Dziś forteca, do której prowadzi od strony miasta most Turecki, otoczona malowniczo jarem rzeki Smotrycz, jest największą atrakcją Kamieńca Podolskiego. Składa się z dwu budowli obronnych: Starego Zamku, wybudowanego w XIV wieku i Nowego Zamku, wzniesionego na początku XVII wieku. Twierdza, która zachowało się do naszych czasów, to Stary Zamek. Posiada on liczne baszty, które nadają mu nieomal baśniowy wygląd: Papieską, Kołpak, Tęczyńską, Lacką (inaczej Polską), Nową Zachodnią, Denną, Komendancką, Różankę, Lanckorońską, Wodną, Czarną (inaczej Nową Wschodnią), prochownię.









Zamek Nowy legł w gruzach, jednak i po nim istnieją pozostałości.


Na dziedzińcu Starego Zamku można postrzelać z łuku, zajrzeć do lochów, w których przebywa uwięziona kukła zbója Karmaluka, przyjrzeć się baszcie prochowej, która wyleciała w powietrze wraz z komendantem Wołodyjowskim i majorem artylerii Heklingiem (prototypem Sienkiewiczowskiego Ketlinga), wejść do Baszty Papieskiej i oglądnąć inscenizację figuralną – sceny z pola walki „jak żywe”!








Pierwszy (ale nie ostatni!) raz w życiu odbyłam spacer wewnątrz murów obronnych, oglądając przy tym widoki z okien strzelniczych i z Baszty Komendanckiej, którą dowodził Wołodyjowski.



To niesamowite wrażenie: wąskie, kamienne korytarze oddają historyczny klimat do tego stopnia, że wyobraźnia sama rusza do akcji. Na plecach czuje się gorące oddechy żołnierzy, na przedpolach twierdzy pojawiają się obce wojska, a w uszach rozbrzmiewa huk wystrzałów armatnich i świst kul. Jedną z nich, tkwiącą w murze twierdzy, można oglądać do dziś.


4 komentarze:

  1. Dobrze, że dołożyłaś i ten post. Tak, to po nich nabrałam tych wyjazdowych chęci.
    Piękne to, mimo stanu w jakim się znajduje. Najbardziej podobają mi się "nakrycia głów" baszt. Niezbyt często takie się widuje.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak był w planie - i to w tej kolejności właśnie.

      Usuń
  2. :) dziubek mój uśmiechnął się promiennie. Mam bardzo podobne zdjęcia z tego miejsca ale dawno już ich nie oglądałam. Wiesz, postęp w fotografii (myślę o aparatach cyfrowych) pozwala mi pstrykać setki zdjęć ale... nie mam ich w albumie czyli pod ręką i oglądam je rzadziej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się wersje papierowe też robić :)

      Usuń