piątek, 5 kwietnia 2013

147. Terror cyca



U Devy czytałam ostatnio o modzie na publiczny „lans” za pomocą ciążowego brzucha. Postrzegam tę tendencję jako głęboko niesmaczną. Przypomina mi się w tym miejscu artykuł o kobietach, które w ramach protestu publicznie karmiły piersią dzieci w centrum handlowym w Montrealu. Protestowały, ponieważ wcześniej jedna z nich została wyproszona ze sklepu odzieżowego, gdy zabrała się za karmienie. Zdumiał mnie ten reportaż do nieprzytomności, bo to chyba raczej zwykli ludzie powinni protestować przeciwko takim zachowaniom. Według mnie publiczne wywalanie cyców w autobusach, pociągach, przychodniach, parkach jest ohydne i może podobnie obrzydzać tysiące innych osób. Dlaczego oddanie moczu na chodniku czy kopulowanie w parku pod krzaczkiem karane jest mandatem, a publiczne karmienie piersią nie? Są to takie same czynności fizjologiczne! Obrzydlistwo równe facetom obsikującym mury. Nie jestem przeciw karmieniu piersią, jeżeli ktoś chce to robić – ale nie zgadzam się na zmuszanie kogokolwiek do oglądania tej czynności. Na wymuszanie na matkach jej wykonywania również się nie zgadzam. Terrorowi cyca mówię: NIE!
Urodziłam onegdaj dziecko. Zanim to się stało, wiedziałam z całą pewnością, że nie chcę i nie będę karmić piersią. Czynność ta napawa mnie szczerym wstrętem, co wyartykułowałam już na jednych z pierwszych zajęć w szkole rodzenia. Nawiedzone matki-Polki spojrzały na mnie jak na kosmitkę, ale tym akurat najmniej się przejęłam. W końcu, jeśli kto lubi wlec cycki po ziemi i nie spać całymi nocami, to jego sprawa i niech się dobrze bawi. Mnie wystarczyła cała masa innych problemów. Życie i tak pokazało, że mity o zbawiennym działaniu karmienia piersią można włożyć między bajki, a najdoskonalszego wsparcia udzieliła mi żona wziętego pediatry, osobiście karmiąca córkę mlekiem w proszku, odgrzewanym w nocy w mikrofalówce. Jakby ktoś miał wątpliwości, to widziałam dziecko ledwo żywe z powodu tysiąca infekcji, a karmione przez 4 lata piersią – i widziałam mnóstwo zdrowych osób (do których i ja się zaliczam) w mojej długowiecznej rodzinie, które karmione piersią nie były.
Pozostała mi jednak alergia na głupie położne zmuszające po porodzie do karmienia piersią nawet wtedy, gdy nie ma się pokarmu, a głodne dziecko wrzeszczy całodobowo i na apoteozę karmienia, zwłaszcza gdzie popadnie, w miejscach publicznych, bez liczenia się z innymi (bo to „takie cudowne” i „mistyczne”) oraz na standardowe nagabywanie o karmienie rozmemłanym cycem – równe swoim nietaktem pytaniu o liczbę progenitury. Co to w ogóle za sondaż? Czy ja grzebię komuś w jadłospisie?!

6 komentarzy:

  1. Nie mam zdania na ten temat. W/g mnie, każdy robi to, co uważa za słuszne i dobre dla niego i potomka.
    Publiczne karmienie... trochę mnie dziwi. Dawniej matka miała ze sobą butelkę dla dziecka i nie było problemu. Stanowczo zanadto wyolbrzymiono sprawę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Jestem za tym, żeby każdy robił tak, jak uważa za stosowne, ale nie zmuszał innych do jego "jedynie słusznej" wizji świata.

      Usuń
  2. Od jutra cudownie i mistycznie będę sikał na ulicy, zastanawiam się tylko jak się oflagować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaszmij, ja Cię proszę... przyhamuj, bo zaczynam mieć do Ciebie słabość. Mistyczną!

      Usuń
  3. ...przecież karmienie piersią jest takie...prorodzinne, to dlaczego, bo słyszałam na "nie" opinie KK i (p)osłów prawicy, się marszczą?

    OdpowiedzUsuń