sobota, 20 kwietnia 2013

152. Ukraina: Święta rzeka



Na najbardziej wysuniętym na wschód skrawku dawnej Rzeczypospolitej znajduje się ziemia tarnopolska.
Tarnopol, dawne miasto wojewódzkie II Rzeczypospolitej, zostało założone w 1540 roku przez hetmana wielkiego koronnego Jana Tarnowskiego, od którego nazwiska wzięło swą nazwę. Przez miasto przepływa rzeka Seret, która w okresie I Rzeczypospolitej wyznaczała granicę między Podolem a Rusią Halicką. Miasto nie posiada jakichś specjalnych zabytków, ale można w nim bardzo przyjemnie spędzić czas. Dla mnie ta część wycieczki była bardzo osobistą podróżą w czasie i w głąb siebie...
Na największym placu miasta – Majdanie Woli, wznosi się wybudowany w połowie XVIII wieku późnobarokowy kościół. Pierwotnie była to świątynia katolicka pod wezwaniem św. Dominika, św. Jacka i św. Wincentego Ferrari należąca do zakonu dominikanów. Dziś jest to kościół greckokatolicki Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.





Na placu nie mogło, oczywiście, zabraknąć konnego pomnika księcia Daniela Halickiego.


Nad znajdującym się nieopodal Placem Teatralnym dominuje wspaniały gmach Teatru Dramatycznego im. Tarasa Szewczenki. To przed nim zachwycił mnie łan kolorowych kwiatów. To, co sfotografowałam, stanowi zaledwie jego nikłą cząstkę.



Przy głównej ulicy Tarnopola (ul. Ruskiej) znajduje się przepiękna cerkiew Narodzenia Pańskiego wybudowana z kamienia, z charakterystycznymi kopułami pokrytymi zieloną blachą. Wewnątrz znajduje się cudowna ikona Matki Boskiej Tarnopolskiej – cel pielgrzymek wiernych.

 

Również przy ulicy Ruskiej znalazłam kolejny fascynujący okaz do kolekcji komunikacyjnej: zepsuty trolejbus, zapewne sprzed potopu.


W XVI wieku w mieście, na przepływającej przez nie rzece Seret, utworzone zostało sztuczne jezioro zwane Stawem. Gdy stanęłam przed wyborem pomiędzy poświęceniem reszty pozostałego czasu na dalszą przechadzkę po mieście lub na przejażdżkę stateczkiem spacerowym po Stawie, bez wahania wybrałam to drugie. Musiałam dotknąć wody Seretu, świętej rzeki mojego dzieciństwa. Doszłam do niej przyjemnym deptakiem.





Na bulwarze ciągnącym się wzdłuż Stawu zawsze jest dużo ludzi. Jedni spacerują, drudzy przychodzą po to, aby przeprawić się stateczkiem na drugą stronę jeziora.




Niektórzy robią to z pewnością dwa razy dziennie, dojeżdżając, a raczej dopływając tą drogą do pracy i z powrotem. Schodzi się do niego schodami z pomysłową fontanną.


W czasie rejsu chłonęłam wszystko. Patrzyłam w zaczarowaną wodę i myślami byłam bardzo, bardzo daleko w czasie. To na tej ziemi urodzili się moi najbliżsi, z niej pochodzi moje nazwisko.








Wieczorem w hotelu dziewczyny bez słowa podawały mi chusteczki. Dużo chusteczek.

4 komentarze:

  1. Piękne widoczki i niemniej piękna historia :)

    Spędziłaś tam dzieciństwo, czy tylko Twoi przodkowie stamtąd pochodzą?

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładny mi staw. Nazwałabym go raczej jeziorem. Dla mnie, staw to miska z wodą. To co pokazujesz, na pewno nią nie jest.
    Piękne miejsca pokazujesz z tej wspomnieniowej wycieczki.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno, nie ja go nazywałam... Pisany dużą literą, to znaczy, że to jego nazwa własna. Może to jezioro, a na imię ma Staw? :))

      Usuń