niedziela, 25 marca 2012

29. Nie mów: "mam depresję"



Obserwuję w swoim otoczeniu dziwną modę. Modę na depresję, a raczej na nieuprawnione używanie tego wyrazu. Poniższe słowa dedykuję wszystkim zmanierowanym, szukającym taniej (a dziwacznej) rozrywki produktom mody na nicość.

* * *

Gdy masz zły humor i wszystko wokół Cię wkurza, nie mów: „mam depresję”.
Gdy Ci smutno z jakiegoś powodu, nie mów: „mam depresję”.
Gdy dopadną Cię nuda i znużenie, nie mów: „mam depresję”.
Nawet wtedy, gdy masz dół jak Rów Mariański, nie mów: „mam depresję”.
Nie nadużywaj z powodu mody albo snobizmu słowa, którego znaczenia do końca nie rozumiesz.

* * *

W liceum chodziłyśmy do jednej klasy. Ukończyła studia prawnicze, została prokuratorem. Miała bardzo dobrego, kochającego męża. Będąc w ósmym miesiącu ciąży, urodziła dziecko, które w niedługim czasie zmarło. Kilka miesięcy później, pod nieobecność męża, wyniosła na balkon taboret i przystawiła go do barierki.
Co wtedy czuła? Co myślała? Ile trwa lot z dziewiątego piętra...?
Nie zostawiła listu.
Ona naprawdę miała depresję.

* * *

Poznałam ją w czasie studiów. Miałyśmy wspólne koleżanki. Pochodziła ze znanej, prawniczej rodziny. Tak jak to sobie wymarzyła, została adwokatem. Po kilku latach zdiagnozowano u niej SM.
- Nie chcę skończyć na wózku – powiedziała. – Nie chcę umierać jak roślina.
Powiesiła się we własnym mieszkaniu.
Ona naprawdę miała depresję.

* * *

Studiowaliśmy na jednym roku. Został na uczelni i piął się po szczeblach naukowej kariery. Grzeczny, miły, przesympatyczny. Ożenił się i bardzo chciał mieć dziecko. Żona nie chciała. Bardzo nie chciała. Przytłoczona presją całej rodziny – „bo trzeba mieć dzieci” – urodziła syna. Nie umiała się odnaleźć w roli matki. Kilkanaście dni później wyszła z domu. Jej ciało zostało wyłowione z zalewu w środku miasta.
Ona naprawdę miała depresję.
* * *

Przez wiele lat pracowała z moją mamą na tej samej uczelni. Z zewnątrz – szczęśliwa, zrealizowana kobieta. Mąż, dorosłe dzieci, pierwsze wnuki, duże pieniądze, piękny dom. Pewnego dnia wyszła z domu i nie wróciła. Nie zostawiła żadnej informacji, nie odbierała telefonów. Rodzina powiadomiła policję. Po trzech dniach zidentyfikowano zwłoki roztrzaskane na zaporze w Solinie. 80 metrów betonu, sprawdzona, niezawodna trasa ostatniego lotu samobójców.
Dlaczego to zrobiła?
Ona naprawdę miała depresję.

* * *

Był stryjkiem mojej koleżanki. Miał żonę heterę, która jeździła mu po głowie, kiedy chciała i jak chciała. Zapadł na depresję i leczył ją, ale często – w atakach choroby – zapominał o lekach albo zaniedbywał ich zażywanie. Żona wzruszała ramionami. Lekceważyła chorobę męża w najwyższym stopniu.
- Fanaberie – mawiała. – Do roboty by się wziął!
Pewnego dnia jego własna matka znalazła go powieszonego w budynku gospodarczym.
On naprawdę miał depresję.

* * *

Miał 16 lat i dopiero co zaczął naukę w liceum. Mówiono w jego rodzinnej wiosce, że ojciec bardzo pobożny, ale surowy i tyran, który bije za każde uchybienie, bo wiadomo, że „różdżką dziateczki Duch Święty bić każe”.
W czasie lekcji zamyślał się i patrzył przez okno. Bliżej półrocza prawie zupełnie przestał uczęszczać do szkoły. Nie dał rady z trzech przedmiotów.
W styczniu wysłał pożegnalnego SMS-a do swojej dziewczyny. Znalazła go powieszonego.
Przez jakie piekło musiało przejść to dziecko?
On naprawdę miał depresję.

* * *

Uszanuj ich pamięć.
Uszanuj tych, którzy być może żyli albo żyją z depresją.
Uszanuj tych, którzy naprawdę chorują na tę straszną, podstępną chorobę.
Nie mów z byle powodu: „mam depresję”.

20 komentarzy:

  1. Rozumiem. Niewiele mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To straszna choroba... Trzeba gangrenę zwalczać wszelkimi dostępnymi sposobami.
      P. S. Dzieweczka zmienną jest, jak widać!

      Usuń
    2. Baba z Tulipanem. Coś jak "Dama z łasiczką" (nazwana przez Nieletnią za czasów przedszkolnych "Panią z wydrą").

      Usuń
    3. Makowa Panienka, bo to mak.

      Usuń
    4. No to ja jestem motyl Emanuel :)

      Usuń
  2. tak, to straszna choroba, przychodzi cicho i odbiera wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Koszmar, z którego może "nie wyciągnąć" nawet lekarz.
    Mnie się udało z tego wyjść.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi się trudno i nie wiem, czy do końca, ale wiele zależy od otoczenia.

      Usuń
    2. Fakt! Mnie pomogło założenie bloga i rozmowy z ludźmi. Duża rzecz!
      :)

      Usuń
    3. Po latach się to udało. Cierpiałam długo.
      :)

      Usuń
    4. Chyba nie na każdego działa to samo.

      Usuń
    5. I rożny jest czas wychodzenia na prostą. Czasem... nie wychodzi się nigdy.

      Usuń
  4. Podpisuję się pod tym postem! Nic mnie tak nie wkurza, jak pisanie na FB "mam depresję :( " Nie, nie masz idiotko. Masz doła, masz kiepski dzień, tydzień, gorszy może miesiąc. Nie masz depresji, tylko dlatego, że przez 3 tygodnie nie możesz znaleźć pracy i wydaje ci się, że nie znajdziesz. Nie masz depresji, bo ci się z mężem nie układa przez ostatnie dni. Nie masz depresji, bo nie stać cię na wczasy i siedzisz w domu, podczas, gdy inni wyjeżdżają i jest ci, qrwa smutno. Sorry, za ton wypowiedzi, ale wkurzają mnie takie rzeczy bardzo. Ten, kto ma depresję, najczęściej o tym nie mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że nie posiadam konta na Facebooku, mam wokół siebie mnóstwo takich właśnie idiotek. Szlag mnie trafia na to bredzenie. W piątek pochowaliśmy 20-letnią córkę znajomych - jak się ma depresja wywołana złym kolorem szminki (bo i o takich słyszę bardzo często) do ich tragedii?

      Usuń
  5. ...przerabiałam i przerabiam, i gdy wydaje się, że JUŻ, podstępem wraca ...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to żmija jadowita i podstępna jest... Niełatwa do dobicia.

      Usuń