niedziela, 5 maja 2013

157. Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają...



Pani Ce jest bogata. Posiada naprawdę duży dom z ogrodem, daczę w górach, „ustawione” dzieci. Od kilku lat nie pracuje, bo jest młodą rencistką, ale biedy nie klepie: jej mąż prowadzi prywatną, dobrze prosperującą firmę, a i dom przynosi dochody z wynajmu pomieszczeń na działalność handlową i usługową. Usłane różami życie pani Ce, która niczego nie musi, a wszystko ma, budzi powszechną zazdrość. I tylko najbliżsi wiedzą, czym pachną płatki tych róż.
Kilka lat temu u pani Ce zdiagnozowano nowotwór. Sami lekarze byli przerażeni jego rozmiarami. Usunięto nie tylko gigantyczny guz, ale i całą nerkę, na której się zagnieździł. Optymizm, wola życia i niesamowita siła ducha pani Ce sprawiły, że w miarę szybko stanęła na nogach. Po pewnym czasie jednak koszmar powrócił – pani Ce przeżyła mastektomię i leczenie chemioterapią. Leżąc w łóżku, kompletnie słabiutka, świętowała Sylwestra na równi z przyjaciółmi zgromadzonymi przy stole obok. Również i po tej operacji szybko się pozbierała do życia: do pracy w ogródku, do pomocy przy malutkim wnuczku, do rozlicznych robót domowych i rekreacyjnych wyjazdów. Także do męża, który ją bije, a w chwilach złości mawia: „a żebyś już raz a dobrze zdechła!”. Boi się go, ale starannie tę sytuację ukrywa. Nie wiem, dlaczego.
Podziwiam panią Ce, bo wielu ludzi nie uniosłoby tych ciężarów, które ona dźwiga latami z pogodnym uśmiechem, energicznie, korzystając z uroków życia. Nie potrafię tylko zrozumieć, dlaczego nie odejdzie od męża. Nie jest od niego w żaden sposób zależna.

16 komentarzy:

  1. Uzależnienie od roli żony, ostatnio to zauważam nie tylko w polityce i kościele, ale i życiu codziennym. Kobieta ma być żoną i matką w inny sposób jest niepełnowartościowa... Super, ze jesteś znowu i piszesz po polsku i o 5;00

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to czyste kretyństwo! Skończył się XIX wiek, a wciąż obowiązuje przesąd i drobnomieszczański konwenans.

      Usuń
  2. Często się sama nad tym zastanawiam... mam tak blisko w rodzinie, bardzo podobną sytuację... żona nie choruje, nawet cieszy się doskonałym zdrowiem, dobrobyt wprost wylewa się z domu a w cieniu tego pięści, kopniaki i okropne słowa... kiedyś zapytałam jej syna, dlaczego... dlaczego nie powie mamie, że nie musi tak żyć bo może ona po prostu nie ma pomysłu co by było dalej. Wiesz co mi odpowiedział... To nie moja ani nie twoja sprawa. To jej życie... Nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani ja. I pewnie już nigdy nie zrozumiem.

      Usuń
  3. A ja mam mieszane uczucia - żyć z gościem, który znieważa, znęca się (...)? Nie ma - jak dla mnie - żadnego dobrego powodu. Bo żyje się tylko raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszane? Raczej klarowne! I nie dam się przekonać, że niesłuszne.

      Usuń
  4. Też tego nie rozumiem. Może ta sprawa nie jest tak oczywista jak nam się wydaje?
    Może boi się zostać z chorobą sama?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ma dzieci... i wnusia... I oni są dla niej dobrzy.

      Usuń
    2. Ale dzieci mają już własne rodziny. Pewnie boi się samotności w chorobie. Może , dla niej, ślub raz zawarty jest święty? Nie wiadomo co jej gdzieś tam gra.

      Usuń
    3. Niezupełnie. Córka jest po rozwodzie i wróciła do niej z synkiem. A dla pani Ce ten mąż jest drugim, więc ślub "raz wzięty" w grę też nie wchodzi.

      Usuń
    4. No, ma. Ma też grono niezawodnych przyjaciół.

      Usuń
  5. ...to taki typ kobiety, nic / nikt jej nie zmieni, bo ona sama zmian nie chce...:(
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślę. Tyle, że zrozumieć tego nijak nie mogę.

      Usuń
  6. "Idealne małżeństwa" nie istnieją. Im więcej pozorów, tym trudniej zmienić status-quo. Pani Ce nie odejdzie od męża. chyba, że 'do ziemi'.
    Są takie, nie zawsze zbyt mądre, teorie psychologiczne: o osobowości 'rakowca', 'zawałowca' itp.
    Jednak czasem coś w sobie ma takie porównanie.
    Gdy słyszę o 'idealnej rodzinie', myślę sobie: "Gdzie jest Diabeł pogrzebany?" Bo zawsze jest. Gówno pod szafą znaleźć trudno, czasami nawet nie śmierdzi na zewnątrz, trzeba zamknąć drzwi i okna. - A to charakterystyczne dla patologicznej rodziny: chowanie śmieci pod szafę i brak woli zmiany.
    Pani Ce rozchoruje się znowu. - Nie ma innej możliwości ucieczki z systemu, którego jest elementem. Nie rozwiedzie się, bo opinia, bo ksiądz, bo dzieci...
    To trudne zagadnienie. Ale czasami łatwiej walczyć z chorobą. Wtedy i mąż często się zmienia. I mamy ponownie nadzieję...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to jest. Nie potrafię zrozumieć tego mechanizmu, który przywiązuje kobiety do oprawców, alkoholików do kieliszków etc. Przecież zawsze jest jakiś pierwszy raz, wtedy jeszcze nie jest za późno...

      Usuń