wtorek, 14 maja 2013

160. Zaklęte przedmioty



Korzystając z przedmiotów codziennego użytku rzadko kiedy skupiamy się na nich samych. Ot, zwykły kubek służy przecież do picia kawy, a do widoku szkatułki na biżuterię w szufladzie komódki jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni, że prawie jej nie zauważamy. Czasem przywiązujemy się do ulubionego widelca nie od kompletu albo do wygodnego jaśka, który wszędzie ze sobą wozimy, ale ze względu na ich walory użytkowe. Są w naszych domach także przedmioty niepotrzebne, których nie używamy, ale szkoda ich wyrzucić. Takie przydasie. Przyznam, że przydasiów nie trzymam, bo nie lubię zagracać sobie mieszkania – podobnie jak nie gromadzę bibelotów i innych wątpliwej urody drobnomieszczańskich ozdóbek. Wszystko, czego nie używam, wystawiam obok śmietnika (bardzo szybko znika – i dobrze, że komuś innemu będzie służyć) albo oddaję na kiermasz działający na rzecz wspólnoty bezdomnych. Ale są w moim mieszkaniu takie przedmioty, których nigdy się nie pozbędę, mimo że są już stare, nienowoczesne, nieładne, podniszczone. Jest w nich coś nieopisanie cennego: zaklęta dusza, pamięć o ludziach, których ręce ich dotykały albo o czasie, który pachniał wiosenną trawą i dziecięcą beztroską. Tak jak zwykły talerz, ani płytki, ani głęboki, zbyt mały i porysowany. Ale ten talerz każdorazowo przywodzi na myśl błękitne oczy Babci i kpiąco-czuły uśmiech Dziadka. Ten drugi też.



Albo ta stara szkatułka Pradziadka, więźnia obozu w Mauthausen. Takie intarsjowane kasetki robili więźniowie „własnym przemysłem” w czasie pobytu w lagrze. Widnieją na niej Pradziadkowe inicjały: „J. B.”. Ta skrzyneczka towarzyszyła mojemu dzieciństwu.







26 komentarzy:

  1. Mam też taką szkatułkę, Dziadek Marian siedział w Murnau. Razem ze swoim bratem. Po wyzwoleniu brat poszedł na zachód, a Dziadek wrócił do Polski. Brat dożył dziewięćdziesiątki w Alicante, a Dziadek miał przesrane, bo nie chciał być konfidentem. Wytrzymał do 1968 i umarł na zawał, miał 61 lat. Pamiętam że kolekcjonował pudełka od zapałek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historie rodzinne powiązane z historią świata są niesamowite...
      Mam jeszcze drugiego pradziadka, który pozostał na zawsze na Monte Cassino i rodzinę, której nie byłoby (w tym mnie), gdyby sąsiedzi-Ukraińcy nie uratowali im życia podczas rzezi...

      Usuń
  2. Ten pierwszy talerz to z Wałbrzycha? Mam też z tej serii w domu. Rodzice mojego męża dostali cały serwis na wesele. Część sie zachowała.
    Ten drugi też znam z miejsca, do którego jeździmy na wakacje. W pensjonacie jest kuchnia i kilka takich talerzyków - bardzo je lubię.
    Skrzyneczka Twojego Pradziadka jest bardzo przejmująca. A wydawałoby się, że to zwykły przedmiot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że jednak nie Wałbrzych. Pod spodem napisane jest "Made in Poland. Wawel" i pod spodem drobnym druczkiem "Krakowskie..." - i reszta zatarta.

      Usuń
  3. Gdzieś wcięło mój wczorajszy komentarz...
    Twój blog mnie nie lubi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, on się tu w ogóle nie pojawił. Ale nie wierzę, żeby blog miał Cię nie lubić - przecież on jest mój! A jaki pan, taki kram...

      Usuń
    2. Przejmujące są takie pamiątki. Był kiedyś w moim domu rodzinnym pierścionek z orzełkiem biało czerwonym. Był on z czegoś wypleciony. O ile pamiętam z końskiego włosia. Pewnie jest do tej pory. Był też i inny. Podobny , ale ze srebra. Pamiętam, że mama strzegła tych pamiątek jak oka w głowie. Wyszłam z domu nie biorąc nic, poza rzeczami osobistymi. Mam tylko nadzieję, że siostra dba o te rzeczy.

      Usuń
    3. Znowu mi się popowtarzało.

      Usuń
    4. Chyba popełniłaś błąd, niczego nie zabierając.

      Usuń
    5. A co Ci się popowtarzało?

      Usuń
    6. Popełniłam. Ale z pewnych względów tak zrobiłam.
      "Rzeczy" mi się popowtarzały;)

      Usuń
    7. Eeeee..., nie bądźmy drobiazgowi.

      Usuń
  4. Identyczny brązowy mam schowany po babci... ostał się "prawie" cały komplet i nie daję ruszyć nikomu! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkatułka robi wrażenie, Be. Ja lubię i bibeloty i takie przedmioty "z duszą". Jestem najwidoczniej drobnomieszczańska Pyro- Warszawiana ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie. Bibelotów nie cierrrrrrrpię!

      Usuń
    2. Co mi nie przeszkadza uwielbiać ;-)

      Usuń
    3. Zdecydowanie nie przeszkadza! :)

      Usuń
  6. ...a ja mam drewniane pudełko mojej śp. Mamy, z roku kiedy otrzymała je w prezencie komunijnym ...widnieje na nim data napisana niezdarna rączką mojej Mamy, 22 maja 1944, Kowno...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezwykly przedmiot. I pieknie wykonany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawet historyczny, powiedziałabym, nie tylko pamiątkowy...

      Usuń