czwartek, 23 maja 2013

163. Żadna praca nie hańbi, ale tylko niektórych



Idąc codziennie rano – bardzo rano! – do pracy, mijam młodego, dwudziestokilkuletniego mężczyznę, który zawsze o tej samej porze z zapałem zamiata lub odśnieża (w zależności od pory roku) chodnik. Czasem robi to w deszczu. Krząta się, zbierając liście i śmiecie, plewi przestrzenie między płytkami. W zimie z werwą macha drewnianą łopatą, odgarniając śnieg z chodnika i posypuje go piaskiem. Pogodnie odpowiada pozdrawiającym go przechodniom. Nawet gdy na ulicy jest jeszcze ciemno, a wczesna pora nie nastraja zbyt radośnie, widok tej skromnej i pracowitej osoby wlewa otuchę w zaspane ludzkie jestestwo. Młody pracownik ADM-u zapewne nie zarabia przesadnie dużo, a przecież ma swoje potrzeby, może rodzinę. O pracę jest jednak ciężko, więc nie wybrzydza. Robi to, co może i – co ważne – najlepiej jak umie. Pewnie się nie uskarża, bo na jego twarzy zawsze malują się pogodny uśmiech i życzliwość. A przecież mógłby narzekać – jego praca jest niewdzięczna, ciężka, bo fizyczna, często w trudnych warunkach atmosferycznych, a przy tym „mało prestiżowa”.
W tym miejscu przychodzi mi na myśl postawa, jaką przyjął wobec życia mój bliski kolega. Jakże skrajnie inna!
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz pracował. Ponad czterdziestoletni mężczyzna, bezrobotny, bez prawa do zasiłku, od lat zalegający z alimentami na niepełnosprawne dziecko, żyje na utrzymaniu ciotki-staruszki, która daje mu mieszkanie, wikt i opierunek. Nie wierzę, że przez tyle lat nie da się znaleźć stałej pracy. Myślę, że on jej po prostu nie chce mieć. Pamiętam incydent sprzed kilku lat: Powiatowy Urząd Pracy skierował go w ramach prac interwencyjnych do odśnieżania. Przepracował jeden dzień. Wrócił wściekły i zbulwersowany: „Jak można pracować w TAKICH warunkach?!”. Innym razem również sam zwolnił się z całkiem dobrze płatnego i ciepłego stanowiska, bo... zaczął za dużo zarabiać. To znaczy, na tyle dużo, że komornik zajął mu konto, aby część poborów pobierać na poczet zaległych alimentów. Po co zrywać się i przemęczać pracą, skoro pieniądze i tak pójdą na dziecko, z którym i tak od lat nie utrzymuje kontaktów? Czyż nie lepiej jest oszczędzić sobie fatygi, wyspać się, wypić piwko na koszt przyjaciela, zjeść kolacyjkę u ładnej koleżanki, a może i zostać od razu na śniadanko...?

32 komentarze:

  1. A po co utrzymywać darmozjada i obiboka? Powinno się go, po takich numerach zutylizować. Świat byłby czystszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, kto miałby to zrobić. Ciocia lituje się nad biedaczkiem, koledzy są dobrymi przyjaciółmi, no a zdesperowane i napalone baby zrobią wszystko dla wymarzonych portek i ich zawartości.

      Usuń
    2. O, tak. Niektóre naprawdę wszystko.

      Usuń
    3. Według mnie, to nie desperatki. Głupota wyłazi im wszystkimi otworami ciała, bo jej miejsca brakuje w tępych głowach. Głuposzony jakieś! Sparafrazowałam słowo "baboszon".
      Pa:)

      Usuń
    4. Czasem nawet i mądrej głupota potrafi wejść w organizm. Otworem! I to jest właśnie desperacja.

      Usuń
    5. Mamy na to z Tobołkową prywatne określenie: "oczy ch...em zarosły".

      Usuń
    6. Ch...yba wiem, ale nie powiem, bo sie wstydam :)

      Usuń
    7. Nooooo... ja myślę!
      Dziewiczym rumieńcem pałasz!

      Usuń
    8. Czwarte me imię Dzięcielina!

      Usuń
  2. Czyli koniczyna i rzepak, chociaż co do ostatniego to zdania są podzielone. Jednakowoż, ze wszech miar pożyteczne roślinki, jako i my, dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, że nie wiadomo. Może być i dzika rzepa świrzepą zwana :)

      Usuń
    2. Zdaje się, źródła mamy te same :) Rzepa też pożyteczna jest :)

      Usuń
    3. Nie wiem, mnie się po prostu po łbie kołacze, podobnie jak prunele, brunele, szczuki główne i podgłówne...
      Lubię rzepkę!

      Usuń
    4. Też rzepkę, czy też szczuki?

      Usuń
    5. Zażyłaś mnie prunelami i brunelami. Nie mam pojęcia, co to jest.

      Usuń
    6. I rzepkę, i szczuki. Faszerowane, smażone, a i gotowane. Tylko karpi nie cierpię.

      Usuń
    7. Sama siebie zażyłam, bo mi się pinele z brunelami skrzyżowały :))
      Dobre słowa, nie? Na obelgę by się nadały. Takie pomuchle na przykład.
      Ty pomuchlo jedna! - na ten przykład komuś wygarnąć :))))

      Usuń
    8. A ja moją Złotą Rybkę Glorię Grubą Bertę pięciorga imion kocham i na Wigilię nie oddam!

      Usuń
    9. To ja już mam kandydatki na te pomuchle :)
      Bardzo słusznie. Rybka też człowiek :)

      Usuń
    10. A draganty? Też dobre! Bo figatele za przyjemnie brzmią na obelgę...

      Usuń
    11. A swojski wagon kur nie wystarczy?

      Usuń
    12. W razie potrzeby obleci :))

      Usuń
    13. Draganty też nie. Za słodkie.

      Usuń
    14. No, draganty, a od nich niedaleko do srogich drabantów :)
      Idę do domu, bom strudzona :)
      Siema :)

      Usuń
    15. Raczej takich jakichś... chuligano-półgłówków.

      Usuń