sobota, 1 czerwca 2013

166. Cyrankiewicz



- To niemożliwe, żebym ja się tak męczył – powiedział Kufel do lustra, bo lubi chłopak porozmawiać czasem z kimś inteligentnym. – Jest środek lata, żar leje się z nieba i pot z czoła. Do diabła z tym!
Lustro odpowiedziało potakującym potrząśnięciem bez mała lwią grzywą. Kufel wyszedł z łazienki, zerknął na termometr i westchnął tak, że załopotała firanka. Wróciwszy do łazienki, wyjął z szafki maszynkę, wetknął wtyczkę w gniazdko i uruchomił urządzenie. Z fantazją przejechał od czoła do prawego ucha, a potem w lewo i w dół. Zachichotał do lustra, które odpowiedziało mu rozbawieniem. Wyciął fantazyjny wzór nad lewym uchem i poruszył nerwowo nozdrzami. Od maszynki zalatywał jakby leciutki swąd, wyłączył ją zatem i dmuchnął potężnie. Pewnie jakiś włosek dostał się do środka. Spróbował ponownie. Swąd nie ustąpił – przeciwnie, jakby uległ nasileniu. Dłoń Kufla spowiło coś na kształt błękitnej mgiełki.
Z westchnieniem wyjął wtyczkę z gniazdka i ponownie wyszedł z łazienki. Wrócił ze skrzynką pełną narzędzi. Rozkręcił maszynkę, przedmuchał, wyczyścił, spróbował uruchomić. Bezskutecznie. Przyjrzał się krytycznie silnikowi i poczuł, jak coś rośnie mu w gardle i niebezpiecznie nabrzmiewa. Oczywiście, sfajczony!
Ponowny kontakt z lustrem nieomal odebrał mu władzę w nogach. Krzywiło się szyderczo, pokazując wijące się w gęstwinie włosów ekscentryczne zygzaki przechodzące w rozsiane fanaberyjnie tu i ówdzie łyse placki. Niewiele myśląc, runął do pokoju i złapał za telefon.
- Działa twoja maszynka? – wykrzyczał rozpaczliwie. – Nie, nie do mięsa! Nie gadaj tyle, nie mam czasu! Do włosów! Co...?! Mam godzinę do rozpoczęcia pracy!
Trzęsącymi się rękami odłożył komórkę na stolik. Zrzucił z nóg plastikowe klapki i wskoczył w nie z powrotem. Chwycił kluczyki od samochodu i tak jak stał, wybiegł z mieszkania. Wyhamował gwałtownie w połowie korytarza i wrócił. Ponownie wpadł do pokoju i zaczął wyrzucać na podłogę zawartość kolejnych szuflad komody. W końcu znalazł to, czego szukał. Wetknął na głowę potwornej grubości zimową czapę z owczej wełny (nie dysponował bowiem żadnym innym nakryciem głowy) i raz jeszcze wybiegł z domu.
Na podwórzu, pod rachitycznym drzewkiem nieopodal śmietnika, okupowały ławkę sąsiadki w wieku mocno postbalzakowskim i pracowicie mełły językami. Na widok Kufla wypadającego z leciwej kamienicy w czterdziestostopniowym upale w koszulce bez rękawów, krótkich spodenkach w palemki, ohydnych, chińskich, plastikowych klapkach w dziurki i wełnianej czapie nasadzonej głęboko na czoło, umilkły gwałtownie. Jak na komendę zawiesiły na nim wzrok. W powietrzu zawisło napięcie.
Kufel zesztywniał i odwrócił głowę. Starannie udając zainteresowanie zeschłymi chabaziami na szczątkowym trawniczku, przemknął między murem zabytkowej budowli a marnym klombem. Nagle jego uszu dobiegł teatralny szept.
- Co on ma na głowie?!
Trzasnął drzwiami samochodu.
- Stare torby – wymamrotał pod nosem, nerwowo uruchamiając silnik. Przejeżdżając obok ławeczki, dodał gazu. Kątem oka zarejestrował jeszcze w lusterku wstecznym, jak sąsiadki odprowadzają go wzrokiem.

* * *

- No – powiedział Ojciec Kufla i wyłączył maszynkę. – Gotowe. Wyglądasz jak Cyrankiewicz – dorzucił bez krzty miłosierdzia i zachichotał.
- Przynajmniej nie będzie mi gorąco – stwierdził Kufel z godnością, oglądając w małym lusterku idealnie łysą glacę.

* * *

30 minut później ponownie był na podwórzu i wysiadał z samochodu. Sąsiadki nadal okupowały ławkę. Kufel znacząco zwolnił kroku.
- Aaaaaa, dzień dobry, dzień dobry – powiedział ostentacyjnie, miętoląc upchaną w niewielkiej kieszonce spodenek zimową czapę i uśmiechając się wrednie. – Witam szanowne sąsiadeczki! Co tam słychać...?

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Szczęśli­wi łysi, nic im nie stoi, nic im nie wi­si.

      Usuń
    2. Albo ostrzyżony na jeża, albo warkocze nosi.

      Usuń
    3. W warkoczach go nie widziałam.

      Usuń
  2. Mnie to ta czapa interesuje. Jaka ona była, że wzbudzała takie zainteresowanie? Bo że była, już wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba ominęłaś odpowiednią linijkę w tekście...

      Usuń
    2. O zimowej była mowa. Aaaa... doczytałam.
      :)))

      Usuń
  3. hahaha, hahahaha :) różne "życiowe akcje" zdarzają się nam, ta była zabawna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedny, ale dał radę :) Natomiast zupełnie nie rozumiem reakcji sąsiadek. Kto komu zabroni nosić wełnianą czapkę latem?
    Taki np. Anzelm Bohatyrowicz nosił i nikt na to nie zwracał uwagi, nie mówią już o czynieniu jakichkolwiek uwag na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między Anzelmem Bohatyrowiczem a Kuflem, tudzież warunkami życia obu, istnieje pewna subtelna różnica w czasie, przestrzeni i obyczajowości :)) Zapewniam Cię, że dobrowolnie nie wcisnąłby tego na łeb latem :)

      Usuń
    2. Niewątpliwie istnieje ;) Zimowa czapka latem to tylko dla desperatów, ale co takim paniom sąsiadkom do tego? ;)

      Usuń
    3. To insza inszość - dlatego właśnie mamrotał pod nosem inwektywy :)

      Usuń