wtorek, 25 czerwca 2013

174. Napisz o mnie. Szprotka



- Napisz o mnie – powiedziała Szprotka.
Obiecałam jej, że napiszę.

* * *

Znam je obie.
Zawsze były nierozłączne: w szkole, na podwórku, w czasie studiów. Zjadły wspólnie beczkę soli – i to pewnie niejedną. Niemal w tym samym czasie powychodziły za mąż, obie zresztą dość niefortunnie.
Pierwsza uwolniła się od męża tyrana Ruda. Ciężko było. Wynająć mieszkanie, opłacić dzieciom naukę, kupić samochód, by móc dojeżdżać do pracy – to wszystko spoczywało tylko i wyłącznie na jej barkach.
- Dasz radę – mawiała pokrzepiająco Szprotka i jak mogła, tak jej pomagała. – Zresztą, jak tak dalej pójdzie, to niedługo do ciebie dołączę.
Problemy małżeńskie Szprotki narastały lawinowo. W niecały rok później poszła w ślady przyjaciółki. Nie mając swojego mieszkania, także zmuszona była poszukać czegoś do wynajęcia.
- Ty – powiedziała pewnego dnia Ruda – a gdybyśmy tak wynajęły coś większego i zamieszkały razem? Zawsze byłoby łatwiej...
Pomysł okazał się dobry. Kolejne dwa lata Ruda i Szprotka z czwórką dzieci spędziły w niewielkim, drewnianym domku na przedmieściu, wynajętym po przyzwoitej cenie. Dzieliły się obowiązkami, jedzeniem, proszkiem do prania, radościami i kłopotami, jedynym rozsypującym się samochodem należącym do Rudej. Dzieci, praktycznie od pieluch wyrastające ze sobą jak rodzeństwo, teraz były przeszczęśliwe.

* * *

- Wiesz – westchnęła pewnego dnia Ruda – ja to sobie tak myślę, że mam chyba więcej szczęścia niż rozumu. Spotkanie Łysego to jak... jak... – szukała przez chwilę odpowiedniego porównania – jak... trafić kumulację w Lotto!
To prawda. Odkąd Ruda poznała Łysego, jej życie zaczęło nabierać blasku. Nie mieszkały już ze Szprotką w drewnianym domku na przedmieściu. Łysy wybudował duży dom, w którym szybko uwili sobie gniazdko. Długowłosi – bliźniaki Rudej – zaczęli ubierać się w markowe ciuchy i bawić się zabawkami najnowszej generacji. Ruda rozkwitła i piękniała w oczach. Nie musiała już harować na utrzymanie siebie i dzieci. Po tym, co w życiu przeszła, należało jej się. Toteż odpoczywała, pławiąc się w poczuciu szczęścia, bezpieczeństwa i świętego spokoju.
Szprotce udało się stanąć na nogi o własnych siłach, chociaż kupno niewielkiego mieszkanka okupiła ciężką pracą, długami i niekończącymi się wyrzeczeniami. Nie miała innego wyjścia. Była sama na świecie, a przecież miała dzieci. Wyszarzała na twarzy, z cieniami pod oczami, wiecznie zmęczona, stawała na rzęsach, aby niczego im nie brakło. Mimo przemęczenia i trudów życia uśmiechała się często, patrząc na to, co udało jej się osiągnąć w pojedynkę. Przywykła do skromnego życia, dlatego wystarczało jej to, co mieli.

* * *

- A co byś powiedziała, gdybyśmy zabrały dzieciaki na Korsykę? – zapytała jednego razu Ruda, gramoląc się zza stołu. – Ciasno tu u ciebie – stęknęła z niechęcią. – Jak ty wytrzymujesz w tej klitce? Przecież tu się nawet oddychać nie da!
- Siła wyższa – wzruszyła ramionami Szprotka i rozłożyła ręce w geście bezradności. – Tak krawiec kraje, jak materii staje...
- No wiem, wiem – przerwała ze zniecierpliwieniem Ruda. – To co z tą Korsyką? Mamy tam z Łysym takie swoje fajne miejsce.
- Nic – Szprotka ponownie wzruszyła ramionami. – Odpada. Nie stać mnie.
- Oj, nie stać! Przecież nie ciągnę cię na Malediwy!
- No tak – westchnęła Szprotka – tylko że bez względu na to stać mnie będzie co najwyżej na domek letniskowy kuzynki nad jeziorem, a i tego nie jestem pewna.
- Eee – na twarzy Rudej odmalował się niesmak. – Z tobą to ostatnio zupełnie nie można się dogadać. Na Sylwestra nie, bo „kiecki nie mam”, na narty nie, „bo za drogo”, na weekend nie, „bo nie mam czym pojechać” i w kółko to samo. Nawet dzieciom na wakacje będziesz skąpić?
- Ruda, przecież wiesz, że to nie o skąpienie chodzi... Nie mam, po prostu żywcem nie mam! Już nie pamiętasz, jak to jest? Do tego spłacam kredyt... Nic mi nie chce spaść z nieba!
- Już nie przesadzaj! Ja nie pracuję, a jakoś dajemy radę żyć na przyzwoitym poziomie.
- No tak, ale ty masz Łysego, a Łysy ma firmę i stać go na to żeby was wszystkich utrzymać...
- Moja droga – powiedziała Ruda dobitnie, cedząc kolejne sylaby przez zęby, a może tak się tylko Szprotce wydawało. – Nikt ci nie bronił znaleźć sobie sponsora!

* * *

- Ona już zupełnie przestała do mnie przychodzić – powiedziała Szprotka ze łzami w oczach. – Ma nowe towarzystwo i gdzie mnie do nich... Nie mam domu z ogrodem, nie stać mnie na podróże, nie mam w co się ubrać, nie wiem nawet, co to jest to całe SPA... Długowłosi też zapomnieli drogi do moich dzieci. A przecież kiedyś cała czwórka była nierozłączna...
Szprotka popatrzyła na mnie lśniącymi oczami.
- Napisz to. Napisz, jak się traci przyjaciół.
Napisałam. Happy endu nie będzie.

12 komentarzy:

  1. No cóż... Podłość ludzka nie zna granic. Ciekawe tylko, co będzie, jeśli się Rudej i Łysemu karta odwróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślisz, że się odwróci?

      Usuń
    2. W dzisiejszych czasach? Firmy padają i rosną jak grzyby po deszczu. Wystarczy naprawdę niewiele, żeby dziś być, a jutro nie...
      Nie życzę, rzecz jasna, tego nikomu, ale takie czasy...

      Usuń
    3. No, fakt, masz rację. Nie pomyślałam o tym. Aczkolwiek jestem fatalistką - uważam, że jak komu pisana kasa, to ją ma i będzie miał bez względu na koniunkturę, a jak nie, to dziadem pozostanie na wieki wieków, amen.

      Usuń
    4. No, jak kto w dziadowskiej księdze zapisany, to żeby nie wiem jak się starał i tak mu nie wyjdzie, chyba tylko bokiem...

      Usuń
    5. A dorobkiewiczom radość.

      Usuń
  2. Happy endu nie ma i nie będzie. Jak zauważył Karol (nie W. tylko M.), punkt niena-widzenia zależy od punktu najedzenia, czy jakoś podobnie but kształtuje śniadanie. Prawdopodobnie dla Rudej stała się Szprotka wspomnieniem tego, o czym przyjemnie zapomnieć. Kismet, kismet, rachatłukum, dodoni, ceres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudej ukształtował świadomość byt, a Szprotce - jest but. W butonierce.

      Usuń
  3. Szkoda, że się tak stało. Szkoda i Rudej, i Szprotki.
    Dzieciaków też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiadomo, czy żałują, czy też mają coś do przemyślenia...

      Usuń
  4. Świetne! Samo życie. Skąd my to znamy? Takie rzeczy ciągle się dzieją. Nawet i mnie to spotkało, chociaż aż tak bardzo od ust nie muszę sobie odbierać, żeby gdzieś pojechać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat jet mało ważne w tej sprawie - ważne jest, jak się traci przyjaciół.

      Usuń