wtorek, 16 lipca 2013

180. Sru!



Muszę przyznać, że od początku lipca obserwuję wśród blogerów epidemię urlopów i wyjazdów. Jak powszechnie wiadomo, złego diabli nie biorą, to i Frau Be ofiarą epidemii nie pada... ale nie takich! Bakcyl włóczęgostwa przebiera łapkami i tupie z niecierpliwości. Pora go zaspokoić.
Reasumując:
- walizki spakowane,
- przewodniki przeczytane,
- euforia uruchomiona grubo wcześniej.
Pozostaje odpocząć przed podróżą, jak uczyła Ciocia z Kielc. Mam na to dzisiejszy dzień. A potem... sruuuu...!
I tęsknijcie tu za mną grzecznie.

sobota, 13 lipca 2013

179. Rumunia: pałace cygańskie



Społeczność Rumunów wynosi – według danych demograficznych – około 90%. Pozostała część mieszkańców kraju to Sasi (ostatnio nieco mniej, gdyż wyemigrowali do Niemiec), Węgrzy i Cyganie. Ci ostatni stali się bardzo niemiłą wizytówką tego urokliwego państwa. W Polsce panuje powszechne przekonanie, że natarczywi żebracy o ciemnych włosach i smagłej karnacji, wykrzykujący w zupełnie niezrozumiałym języku to Rumuni. Krążą o nich nieprzyjemne historie: kradną, są brudasami, z pogardą i złością wyrzucają ofiarowane im jedzenie. Tymczasem to nie Bogu ducha winni Rumuni, którzy są zwyczajnymi, sympatycznymi ludźmi wyglądającymi i zachowującymi się jak przeciętni Europejczycy. Złą sławą okrywają ich Cyganie, którzy stali się dla Rumunii prawdziwą plagą. Tam także są nachalni, a do tego dopuszczają się zuchwałych kradzieży. Kilka lat temu jeden z nich włożył rękę przez otwarte okno bezpośrednio do samochodu, w którym siedziała osłupiała Kulka i bezczelnie, na jej oczach błyskawicznie wyciągnął plecak leżący na siedzeniu, po czym uciekł. Świadkiem incydentu był przejeżdżający tamtędy na motorze Rumun. Widząc, co się dzieje, bez wahania zatrzymał się, porzucił pojazd na środku drogi i zaczął gonić złodzieja. Odebrał mu plecak struchlałej Kulki, zwrócił go jej i zaczął wygłaszać rozpaczliwe przeprosiny, z których zrozumiała jedynie zapewnienie, że to nie Rumun chciał ją okraść. Był najwyraźniej zmartwiony.
Gościnności, życzliwości i serdeczności prawdziwych Rumunów doświadczyłyśmy z Tobołkową na własnej skórze. Gdziekolwiek przyszło nam mieszkać, tam właściciele starali się przychylić nam nieba. Biedę i skromność warunków nadrabiali ciepłem i otwartością.
Rząd rumuński próbuje poradzić sobie z plagą żebrząco-kradnących Cyganów, przesiedlając ich do opustoszałych wsi. Warto zobaczyć taką osadę. Ci żebrzący rzekomo na chleb, nędznie odziani „biedacy” i „kaleki” za zarobione w Polsce i innych krajach Europy mieszkają w olbrzymich pałacach, budowanych jeden obok drugiego. Żeby oszukać prawo i nie płacić podatków, celowo pozostawiają je w stanie pozornej budowy i zamieszkują na przykład dom nie otynkowany, nie ogrodzony, z nie wykończonym piętrem. Cygańskie pałace grzeszą urodą, od której cierpną zęby i skóra na tyłku, jednak nie sposób im odmówić oryginalności.








środa, 10 lipca 2013

178. Onan Biedaczysko



- Be, kupmy jej wibrator w prezencie – powiedziała ze śmiechem Mgiełka, podnosząc do ust łyżeczkę z wielką porcją bitej śmietany. Siedziałyśmy we trzy w kawiarni i chichrałyśmy się beztrosko.
- Wibrator nie – zaprotestowała Kulka. – Wibrator to grzech.
- Grzech? – uniosła brwi Mgiełka i wybuchnęła dźwięcznym śmiechem.
- No tak – potwierdziła poważnie Kulka. – Nie słyszałaś o Onanie?
Czasem odnoszę wrażenie, że śnię – i to był właśnie taki przypadek. Jak można być aż tak zindoktrynowanym i mieć aż do tego stopnia ubezwłasnowolnione myślenie?
Postać Onana, teoretycznie dobrze znana i oczywista, stała się przyczyną pewnych znaczeniowych meandrów, a przy okazji przekłamań, które dzisiaj bardzo poważnie rzutują na występowanie niepotrzebnych frustracji – do tego wcale nie przez wspomnianego nieszczęśnika wywoływanych. Był to mężczyzna, któremu zmarł brat. Onan, w myśl prawa lewiratu, musiał poślubić wdowę po bracie i mieć z nią potomstwo, które przedłuży ciągłość rodu. „Wtedy Juda rzekł do Onana: «Idź do żony twego brata i dopełnij z nią obowiązku szwagra, a tak sprawisz, że twój brat będzie miał potomstwo». Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu.” (Rdz 38, 8 – 9). Tyle Stary Testament.
Semantyczne przeniesienie znaczenia tej opowiastki dokonało się na polu seksuologicznym i moralnym: od imienia delikwenta wyprowadzono nazwę „onanizm” używaną dla określenia zaspokajania popędu płciowego bez udziału partnera, przez drażnienie własnych narządów płciowych, a sam winowajca stał się pretekstem do podpierania (nieudolnego zresztą!) teorii o grzeszności samogwałtu i stosowania antykoncepcji. Tak naprawdę jednak historia Onana wcale nie mówi ani o jednym, ani o drugim – a jedynie o unikaniu płodzenia dzieci w zastępstwie za brata i DLA niego. Opisane poczynania wyglądają raczej na stosunek przerywany niż na jakikolwiek autoerotyzm albo „sztuczną” antykoncepcję. Kościół, wykorzystując powszechną niewiedzę i wstręt do samodzielnego myślenia, skwapliwie spożytkował biedaka do mydlenia owieczkom oczu twierdzeniem, że facet wielkim grzesznikiem był i trzeba go było trzasnąć piorunem jak, nie przymierzając, Glorię Polo. Czy jednak rzeczywiście był?
W zwyczajach, a i w starożytnym prawie żydowskim istniał przepis mówiący o tym, że brat zmarłego bezpotomnie mężczyzny musi pojąć ją za żonę i spłodzić z nią dzieci, które jednak uznane będą za potomstwo jego zmarłego brata. Co więc „złego” uczynił tak naprawdę Onan? Sprzeniewierzył się głupiemu, krzywdzącemu obyczajowi, bo nie chciał, aby jego dzieci nazywano potomstwem jego brata. Jakże to ludzkie i normalne! I pal sześć, że „natchniony” autor zrobił z niego grzesznika wartego ukarania przez Boga śmiercią. Gorzej, że dziś, w XXI wieku, manipuluje się człowiekiem od małego po zgrzybiałość, strasząc wyimaginowanymi grzechami: stosunkiem przerywanym, który w przytoczonej historii nie jest potępiony (potępiony jest sprzeciw wobec tradycji!) oraz masturbacją i antykoncepcją, o których w ogóle nic nie ma w Biblii. W rzeszach ludzi wzbudza to ciężkie frustracje i konflikty sumienia, a wystarczyłaby tylko odrobina zdrowego rozsądku! W każdym razie ja nie lubię, kiedy ktoś usiłuje zrobić ze mnie ciężkiego wała.