wtorek, 6 sierpnia 2013

182. Rumunia: z wizytą u Draculi



W niewielkim miasteczku o nazwie Bran znajduje się malowniczy zamek uchodzący za siedzibę sławnego hrabiego Draculi. Został on wybudowany w latach 1377 – 1382 na rozkaz króla Ludwika I Andegaweńskiego. Jest to niesłychanie efektowna warownia górska, u której stóp przycupnęła mieścina przyciągająca tysiące turystów.












Wokół zamku kwitnie przemysł „wampiryczny”: stylowe kawiarenki pełne sztucznych pajęczyn i strachów, sklepiki i stragany oferujące pamiątki z podobiznami Draculi (sama przywiozłam stamtąd dziecku takież koszulkę i kubek). Tymczasem reklama zamku jako siedziby krwiożerczego hrabiego powołanego do życia przez Brama Stokera należy do komercyjnych chwytów marketingowych. Rzeczywisty Dracula, a raczej jego pierwowzór, to okrutny hospodar wołoski, Wład Palownik, czyli Vlad Tepeş urodzony w 1431 r. w Sighişoarze, syn hospodara wołoskiego – Włada II Diabła (Vlada Draculi). Ruiny jego zamku Cetatea Poienari znajdują się w dolinie rzeki Argeş w górach Fagarasz (Făgăraşului).
Słowo drac oznacza po rumuńsku „diabeł”. Przydomkiem tym obdarowano Włada III po tym, jak wsławił się mocno niechlubnymi czynami. Był niesłychanie okrutny i uwielbiał oglądać krew. Słynął z wbijania tysięcy ludzi na pal (czemu zawdzięcza przydomek „Palownik”), lubował się także w zadawaniu innych wymyślnych tortur, takich jak obdzieranie żywcem ze skóry, gotowanie lub przypiekanie, obcinanie i wyrywanie rozmaitych części ciała. Bezwzględnie terroryzował poddanych i karał ich śmiercią w męczarniach za najdrobniejsze nawet przewinienie. Jednym z jego „wyczynów” było ucztowanie w otoczeniu 20 tysięcy ofiar wbitych na pal. W zamku w Branie przebywał podobno tylko jako gość. Być może z powodu przystępności właśnie to miejsce urosło do rangi „zamku Draculi”. Z prawdziwej warowni krwawego tyrana pozostały dziś już tylko ruiny. Wznieśli ją najprawdopodobniej poddani Vladowi Tepeşowi Wołosi i Turcy. Dostępu do niej strzegą góry Fogaraskie i posępny las.
Pod zamkiem w Branie przycupnął uroczy skansenik. Gdy chodziłyśmy z Tobołkową pomiędzy urokliwymi chatkami, od czasu do czasu dobiegał nas upiorny chichot wydobywający się z pobliskiej „wampirzej” kawiarni. W wymarłym skansenie u stóp „zamku Draculi” powinien powodować dreszczyk emocji, w nas jednak wywoływał wybuchy rozbawienia. Widocznie już taka nasza uroda... No i śmiech jest przecież zaraźliwy!










2 komentarze:

  1. Zamek jest przepiękny. Podobne budował Ludwik II Bawarski. Z kolei w Trokach, widziałam podobne resztki kafli piecowych. Dlaczego w dawnych czasach, przedmioty, poza użytecznością, były również piękne? Można było? Można!
    Poza legendą o hr.Drakuli, jest to piękna okolica. Dachy domów pokryte mchem, bajkowe. Najbardziej jednak spodobała mi się studnia. Takiej jeszcze nie widziałam, a widziałam ich sporo.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, studnia miodzio! Sam zamek zresztą też. Ale... kogo to obchodzi?

      Usuń