czwartek, 22 sierpnia 2013

184. De morituis nihil nisi bene



Utarło się powiedzenie, a w niektórych wypadkach i przekonanie, że o zmarłych można mówić tylko dobrze albo wcale. Kiedyś, za przywołanie słów przyjaciela: „mój ojciec był skurwysynem” i za wzięcie go w obronę zostałam zrąbana w drzazgi przez grono święcie oburzonych obrońców honoru nieboszczyków. Obawiam się wszakże, że nieboszczyk, jaki by nie był, sam na swój honor lub dyshonor pracował za życia.
Koronny argument, że „zmarły już nie może się bronić”, jakoś zupełnie mnie nie przekonuje. Wszak jego ofiara, gdy jeszcze żył, także nie mogła się bronić, bo była mała, słaba i przestraszona. Ów przyjaciel, który nazwał po imieniu prawdę o swoim ojcu, był przez niego w dzieciństwie poniewierany, bity i wyzywany, gdyż nie spełniał jego oczekiwań: urodził się chory, bardzo wcześnie przeszedł kilka poważnych operacji, a kilkakrotna narkoza spustoszyła jego organizm i spowodowała, że słabo rósł, pozostał niski, wątły i szczupły, w okularach z grubymi szkłami. Wobec młodszego, zdrowego i rosłego rodzeństwa prezentował się naprawdę mizernie, więc ojciec wyżywał się na nim, ile mógł. Przed czym więc miałby się bronić ów zmarły? Przed prawdą o tym, jak było?!
Bez wątpienia podany przykład jest klarownym przypadkiem niezaprzeczalnego skurwysyństwa nieboszczyka. Czy śmierć oprawcy zmienia ten fakt? Oczywiście, że nie zmienia! Ciekawe, czy moi adwersarze stosują swoją złotą zasadę również do takiego, na przykład, Hitlera...

12 komentarzy:

  1. To jest trochę tak, jak z obowiązkowym szacunkiem dla uczuć religijnych. Nie wiadomo, z czego niby ma wynikać, ale tak ma być. Jest nawet na to paragraf. Przeżyłem już paru skurwysynów i w myśl recepty na długowieczność Jana Pietrzaka, muszę przeżyć jeszcze paru. Nie uważam, że po ich śmierci skurwysyństwo można przemilczeć i uznać za niebyłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie uważam. Z tym, że (abstrahując od skurwysyństwa) nie cierpię Pietrzaka (Pieprzaka nawet, a w porywach Pierdolaka).

      Usuń
    2. Też nie jestem fanem siłowego dowcipu, którego niewątpliwie jest przedstawicielem, ale to akurat mu wyszło.

      Usuń
    3. Co do mnie, przeżywam właśnie skurwysynkę. Moją prywatną. Być może przyjdzie mi się z nią bujać do uśmiechniętej emerytury. Nieśmiertelność mam zagwarantowaną!

      Usuń
  2. Tekst, że o zmarłych się źle nie mówi jest tak niemądry, jak "w niedzielę się nie pierze" ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. ... a ja mówię prawdę, dobrą i złą, i mam w tyle te "przepisy" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo ci, którzy je ustalają, we własnym mniemaniu są świętsi od papieża, a w rzeczywistości... co najmniej różnie bywa.

      Usuń
    2. ...we własnym, właśnie :)

      Usuń
  4. Moim zdaniem, "to przesądy światłoćmiące". Jak muszę, to piorę, nawet i w niedzielę. Zwłaszcza, że ja osobiście tego nie robię, tylko maszyna zwana pralką. Nie mówiąc o wrednym charakterze niektórych.Milczenie o ich zachowaniu zmieniłoby je? Ale mi się napisało.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to jakże modne zakłamywanie świata!

      Usuń