środa, 28 sierpnia 2013

186. Amazonka



Meg, Ozon i Polly anna tak apetycznie pokazują świat, a w tym piękne zakątki Polski, że aż ślinka leci. Czerpię z ich blogów niewysłowioną przyjemność, a ostatnio nawet – inspirację. Postanowiłam i ja pokazać od czasu do czasu „śliczny mały kawałeczek Bożego świata”, który mam w zasięgu ręki i do którego, aby go oglądać, nie trzeba wyjeżdżać aż poza granice naszego kraju.
Dziś będzie o miejscu bliskim i dalekim, o dwóch światach zamkniętych na jednym kawałku ziemi.
Aby zanurzyć się w dzikim, nieokiełznanym świecie przyrody, nasycić wzrok zielenią i naładować akumulatory, wcale nie muszę wyjeżdżać poza miasto. Niemal w jego centrum (a w każdym razie do ścisłego śródmieścia jest stąd dużo bliżej niż np. z odległego osiedla, na którym mieszka Tygrys), między brzegiem Zalewu na Wisłoku a murem okalającym tereny Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL Rzeszów znajduje się rezerwat przyrody Lisia Góra. Wzgórze zawdzięcza swą nazwę zamieszkującym ją lisom, których zresztą wiele mieszka na terenie miasta, między innymi na tzw. Skarpie, na której znajduje się osiedle wieżowców, na bulwarach, w fosie zamkowej. Osobiście ustąpiłam kiedyś pierwszeństwa rudemu jegomościowi z imponująco puszystą kitą, który pewnego zimowego wieczoru przeszedł przez ulicę na pasach dla pieszych, zgodnie zresztą z przepisami. Innym razem rudzielec, który nie dbał o zasady, przebiegł na moich oczach dwupasmówkę w kompletnie niedozwolonym miejscu dokładnie naprzeciw Tesco.







Na Lisiej Górze i w jej okolicy występuje wiele gatunków zwierząt i roślin, o które trudno podejrzewać miasto. W zielony gąszcz nieczęsto zapuszczają się ludzie, którzy wolą korzystać z wygodnych, asfaltowych alejek ciągnących się wzdłuż rzeki lub po prostu z miejskich chodników. Świadczy o tym między innymi dość „dzika” ścieżka przyrodnicza, zarośnięta i zaniedbana. Drogę na niej zastępują człowiekowi m. in. pnie powalonych drzew albo... pokrzywy wybujałe na wysokość ponad dwóch metrów. Gdy zapuściliśmy się tam kilka dni temu z Blackiem, nie mógł uwierzyć, że istnieją pokrzywy przewyższające go o pół głowy.


Jedna ze ścieżek wiodąca w dół prowadzi do przystani, gdzie można wypożyczyć kajak, rower wodny, poturlać się po wodzie w nadmuchiwanej kuli, usiąść i zjeść coś. Dla rodzin z dziećmi stanął duży plac zabaw. Na brzegu odpoczywają stada kaczek krzyżówek i łabędzi.







Nasza uwagę przyciągnął niewielki katamaran. Bez namysłu zdecydowaliśmy się na rejs i to był strzał w dziesiątkę! Przed nami otworzyła się nagle nowa, dzika niczym dorzecze Amazonki, kraina.









Klucząc między wyspami w zupełnej ciszy, chłonęliśmy krajobrazy. Udało nam się wypatrzeć skryte w gęstwinie żeremia bobrów, które jednak wychodzą dopiero o zmroku (jednego razu pojawiły się nocą nawet na chodniku przy zaporze). Wokół nas krążyły kaczki krzyżówki i kurki wodne, nad głową szybował drapieżny błotniak stawowy gniazdujący na jednej z wysp. W zatoczce ukryły się wdzięczne czaple siwe.







Z rzadka mijał nas samotny kajaczek lub bezszelestnie sunący ponton. W tym całkowicie innym, z nagła odrealnionym świecie aż nie chce się wierzyć, że wciąż jest się w mieście. Przypomina o tym ujęcie wody dla miasta, znajdujące się przy głównym nurcie rzeki, no i widoczne niekiedy spoza trzcin, tataraków i wszelkich chaszczy osiedla.






Płynąc z powrotem, wykonaliśmy jeszcze rundkę po Zalewie, machając do mijanych „rowerzystów wodnych”. Na najbliższe dni mamy już zmontowaną ekipę, która podziela mój entuzjazm i najszybciej, jak to będzie możliwe, chce zagłębić się w nasze lokalne dorzecze Amazonki.
Ahoj, spływam!




8 komentarzy:

  1. Dolina Rospudy pomieszana z Kanałem Augustowskim , Nettą i trochę z Puszczą Białowieską. Czyli cztery w jednym. Przepiękne miejsce.
    Założę się o co chcesz, że tylko przypadek to sprawił. Ludzie nie są zdolni do takich wyczynów. Zabawa w Pana Boga, jakoś im nie wychodzi. Raczej przeciwnie.
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I miałaś przyjechać w to miejsce! To Ci się nie chciało!

      Usuń
  2. :)
    Czyż polski świat nie jest piękny? Jest! :) Może nieco przaśny...może mniej egzotyczny, ale za to jest to kawałek ojczyzny, kawałek tzw. małej ojczyzny, terenu gdzie żyjemy, terenu, który bezwzględnie znać trzeba nim wyruszy się w podróż w daleki świat :) I pokazywać trzeba :) Bo nasza Polska cała jest tak różnorodna, tak niewiarygodnie różnorodna, że promować ją trza! :)
    Cóż napisać o poście, chyba zacytuję b. premiera "Yes!, Yes!,Yes!" ;) Uwielbiam bowiem rezerwaty, nienaruszoną przyrodę - piękną dzikość, która na przekór wszystkiemu trwa i oby trwała jak najdłużej :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, aczkolwiek przyrodę mamy dość wybrakowaną w porównaniu do egzotycznej. I tego mi szkoda najbardziej.

      Usuń
    2. Ale śniegu by nie było;)

      Usuń
    3. A do czego Ci potrzebny śnieg? Do łamania kończyn czy do odparzania stóp w kozakach?

      Usuń
    4. Frau Be, "Wpatrz się głęboko, głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz." - Albert Einstein :)

      Usuń
    5. Przyroda to chyba ostatnie, w co się jeszcze wpatruję.

      Usuń