sobota, 31 sierpnia 2013

187. Wędrujący śmietnik



Jesienią ubiegłego roku sąsiadom się przelało. Wcale im się nie dziwię. Wszystkie okna mieszkań w środkowym pionie wychodzą na najmniej ciekawą stronę bloku, po której znajdują się między innymi śmietnik i parking.
Ludzie bywają potwornymi flejtuchami, więc bardzo często zdarzało się, że nawet nie chciało im się podejść do kontenera, tylko rzucali worki ze śmieciami byle jak, byle gdzie, ale przynajmniej w obrębie miejsca wyznaczonego murkiem. Śmietnikowi poszukiwacze skarbów rozrywali je i rozgrzebywali, reszty dokonywały ptaki.
Sąsiedzi, mający dość oglądania przez okna rozwłóczonych śmieci i wdychania ich czarownego aromatu (zwłaszcza latem), skierowali do administracji osiedla pismo z żądaniem zamknięcia wejścia do śmietnika na klucz. Tak też się stało. Radości wystarczyło tak mniej więcej do wieczora. Już następnego dnia o poranku okazało się, jaka korzyść wynikła z zamknięcia śmietnika. Sterty worków i reklamówek (niektóre rozdarte, z wysypującymi się śmieciami) oraz śmieci luzem porzuconych bezładnie przed zamkniętym wejściem zablokowały przejście. Zakładając, że ktoś chciałby przedostać się po bożemu do kontenerów, musiałby chyba przefrunąć nad tym bajzlem, a potem jeszcze tajemnym sposobem przeniknąć kraty, bo otwarcie drzwi stało się po prostu fizycznie niemożliwe.
Przez kolejne kilka lub nawet kilkanaście dni można było jeszcze się łudzić, że nie do wszystkich mieszkańców dotarły już klucze i to oni, nie mogąc się dostać do kubłów, w akcie desperacji zostawiają śmiecie na zewnątrz. Minął już jednak ponad rok i czas pozbyć się złudzeń. Sterty nieczystości dookoła śmietnika rosną z dnia na dzień, dozorczyni ledwo wyrabia na zakrętach, a mnie trafia szlag, gdy rano, spiesząc się do pracy, muszę przedzierać się przez to szambo dyndając torebką w zębach i szamotać się z kluczami, żeby wyrzucić po drodze śmiecie. Sąsiedzi chcieli mieć lepiej, a wyszło jak zwykle, jeszcze bardziej pogorszyli sobie widok z okien, kulturalnym ludziom utrudnili życie, a hołota, jak zwykle, ma się dobrze. I jak tu się dziwić, że w cywilizowanych krajach mamy opinię brudasów i bałaganiarzy?

14 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że śmiecie podrzucają wam mieszkańcy innego miejsca. Bo żeby aż tak zafajdać sobie podwórko? Duża rzecz!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, kto fajda, ale w każdym miejscu i o każdej porze Polak pokaże, że gnojek i flejtuch.

      Usuń
  2. Niestety, bałaganiarzami jako naród jesteśmy. Takich flejtuchów trzeba by dorwać i w tych śmieciach wytarzać, to moze coś by do tych pustych łbów dotarło.
    U nas jakiś rok temu otwarto makdonalda. Z mojego osiedla to jakieś 3 km, a tak, dokąd z kijkami chodze - jeszcze dalej. I ile razy ich g...ó...wniane śmieci u nas się walały? Mimo, że koszy sporo dookoła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejże! Masz te kije, to zrób z nich użytek! Niech się na coś wreszcie przydadzą :)

      Usuń
  3. A ja myślę, że flejtuchy w większości jesteśmy i ludziom nie che się kluczy ze sobą zabierać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz popatrz na "naszą wiejską sytuację". Mieszkam w małej wiosce, której budynki tworzą 2-3 skupiska trochę od siebie oddalone. Jest tu jedno gospodarstwo agroturystyczne, co jednak nie powoduje, żebyśmy tu mieli służby sprzątające "tereny niczyje", czy też raczej "dobra wspólne". Jest tu dużo lasów i latem oraz jesienią przyjeżdża tu sporo ludzi, zostawiających śmieci w lasach: puszki, butelki pet, szkło, papierzyska... A jak w maju 2013 roku otworzyli w naszej wsi sklep, to dopiero się zaczęło: opakowania po słodyczach, lodach, napojach (...) walały się przy drodze i pod płotami. Na "przystanku" zresztą też - tu także zdarzały się ( i do dziś leżą) także butelki po alkoholu.

      Córka właścicieli sama mi się przyznała, że rzuca śmieci tu i ówdzie! Dlaczego? Przez CZYSTĄ ZŁOŚLIWOŚĆ. Kosz na śmieci - tylko na terenie sklepu, ale przecież nikt nie będzie dojadał loda w tym miejscu, żeby wyrzucić tu opakowanie.
      Na szczęście 2 tygodnie temu sklep zamknięto. Śmieci na przystanku czekają aż ktoś je posprząta( nie wiem, kto poczuwa się do tego terenu, choć właściwie należy on do szumnie powiedzianej OSP (właściwie to jest to OSP-widmo)).
      Śmieciarka odbiera od tutejszych gospodarstw śmieci RAZ NA MIESIĄC!

      Usuń
    2. Loono, jestem o tym przekonana!

      Usuń
    3. Maugosius, pewnie u Was gospodarz do d...
      Ale ludzie są przyzwyczajeni z dziada pradziada do do brudu i bałaganu, to nie tak łatwo zmienić.

      Usuń
    4. U nas jest to samo co w lasach państwowych - jak coś jest wszystkich,. to jest niczyje, można śmiecić: dla idei, na złość innym, z lenistwa :(

      Usuń
    5. I to jest ta cholerna, polsko-chłopska mentalność. Wystarczy popatrzeć na domy i podwórka - te sterty piętrzących się rupieci wokół domów, jak choćby u mojego teścia, który co prawda ze wsi wyszedł i mieszka w mieście, ale wieś z niego nie wylazła nigdy.

      Usuń
  4. Hołota ma się dobrze, i to się nasili.
    Pamiętam jak kolega z podstawówki dostał kiedyś od własnego ojca po dupie przed frontem, bo go przypadkiem przyłapał na sikaniu za śmietnikiem.
    To se ne vrati.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem identycznego zdania od pierwszej do ostatniej litery i boleję nad tym wściekle.

      Usuń
  5. Jakiś czas mieszkałem w budynku, do którego był przypisany taki zamykany śmietnik. Problemów nie było. Ludzie wynosili śmieci, wrzucali do właściwych pojemników (segregacja) i zamykali za sobą. Śmietnik obsługiwał 2 bloki.
    Może Twoi sąsiedzi nie mają szczęścia do... sąsiadów?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń