piątek, 27 września 2013

196. Wariatów to ja się boję!



Bałaganiarstwo Poczty Polskiej zaczyna mnie przerastać.
Całkiem niedawno oczekiwałam przesyłki. Miał to być przedmiot zakupiony na Allegro, a więc opłatę pocztową uiściłam z góry. Codziennie warowałam przy skrzynce pocztowej, sprawdzałam rano i wieczorem, czy nie przyszło awizo. Nie przychodziło. Skontaktowawszy się ze sprzedawcą, uzyskałam informację, że towar został wysłany zaraz po tym, jak za niego zapłaciłam. Czekałam więc nadal, sprawdzając skrzynkę kilka razy dziennie. Na koniec pojawiło się w niej nagle... zawiadomienie powtórne, w dodatku z informacją, że termin odebrania paczki minął dwa dni temu i że w związku z nieodebraniem zostanie ona odesłana z powrotem do nadawcy. Zawiadomienie to – żeby nie było nieporozumień! – zostało opatrzone datą wsteczną, tak, aby wyglądało na to, iż zostałam poinformowana o przesyłce prawidłowo. Zagotowałam się.
W urzędzie pocztowym dowiedziałam się, że widocznie zaniedbałam sprawę odbioru (mam omamy i przez trzy tygodnie widywałam pustą skrzynkę!), a w ogóle to nie ich sprawa, bo tymi rzeczami zajmuje się listonosz, a oni (sic!) nie mają z nim nic wspólnego. Poza tym listonosz jest na urlopie, a ten, który go zastępuje, nie zna terenu. Zaiste, argumentacja nie do obalenia!!
Urząd pocztowy umył ręce, a ja przez jakiegoś leniwego chłopa musiałam powtórnie zapłacić za kolejną przesyłkę zwróconego do nadawcy przedmiotu. Do głównego urzędu pocztowego zadzwoniłam z awanturą zaledwie rekreacyjnie i dałam sobie spokój. Gdyby jednak chodziło o większą kwotę, nie odpuściłabym draniowi.
Kolejną atrakcję Poczta Polska zafundowała mi w zeszłym tygodniu. Wyjąwszy ze skrzynki awizo na przesyłkę, udałam się po jej odbiór. Jak się okazało, przesyłki w urzędzie pocztowym nie było. Pani z okienka obiecała wyjaśnić sprawę do następnego dnia, więc nazajutrz znów się tam pofatygowałam. Jakież było moje zdumienie, gdy uzyskałam informację, że listonosz bardzo serdecznie przeprasza, ale żadnej przesyłki nie było, a zawiadomienie... wrzucił do skrzynki przez pomyłkę.
A to ciekawe! Ot, tak sobie, przez pomyłkę wpisał moje imię, nazwisko i adres oraz zawiadomił o przyjściu paczki, której nie było, ale przez pomyłkę myślał, że jest!!! Coś podobnego, na świecie jednak zdarzają się rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom.
Odeszłam z kwitkiem, rozważając możliwość kolejnej, tym razem grubszej, awantury. Nie zdążyłam jednak wcielić planu w życie, bo już następnego dnia odkryłam w skrzynce zawiadomienie powtórne. O tej przesyłce, której nie było! Po raz trzeci pofatygowałam się na pocztę i, o dziwo, udało mi się odebrać paczkę bez przeszkód. Tę nieistniejącą.
Gdy jednak po powrocie z pracy zastałam kolejne awizo, wcale nie powtórne i na drugi dzień na poczcie znowu okazało się, że żadnej przesyłki nie ma, powiało grozą.
Pijak jest niegroźny, narkomanowi można uciec, z gwałciciela mieć nawet przyjemność, ale WARIATÓW TO JA SIĘ BOJĘ!!! Pracowników Poczty Polskiej powinno się obligatoryjnie badać pod kątem zdrowia psychicznego.

6 komentarzy:

  1. I ja się ich boję! Przeszedł jakieś badania chociaż?

    OdpowiedzUsuń
  2. W P. W okienku w którym nadaje się paczki i listy oraz odbiera przesyłki awizowane siedzi pani, która "zaraz" powinna iść na emeryturę. Klientów obsługuje z flegmą godną hrabiny. Po przesyłki awizowane człapie z godnością hipopotama, a kolejka zawija się przez ten czas coraz bardziej, bo niestety budynek za nic nie chce się powiększyć, by pomieścić więcej ludzi. Obok jest drugie okienko, które w razie potrzeby można by otwierać, a w tle zawsze przemykają inne pracownice Poczty, które mogłyby siadać w tym okienku, kiedy zajdzie potrzeba. Ale po co?

    W latach 90. zeszłego wieku na moim osiedlu w Krakowie otwarto oddział Poczty, który do 2000 działał sprawnie (kolejki szybko rozładowywane i tylko jedna pracownica wyglądająca na lekko ograniczoną, która byłą najpowolniejsza). Później jednak coś się stało - z 4 okienek często otwarte były tylko dwa...

    Czyli na Poczcie pracują nie tylko "dziwni wariaci", ale i ex czy też wyimaginowane hrabianki, które czas innych ludzi mają w "complete menu"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, u siebie obserwuję to samo. Do jakiegokolwiek urzędu pocztowego by nie wdepnąć, to zawsze kolejki i czynne jedno z trzech lub dwa z pięciu okienek. Zrozumiałabym, gdyby były jakieś cięcia budżetowe i ograniczano by liczbę etatów. Ale nic podobnego, tyłami przemykają, dokładnie tak, jak napisałaś, pracownicy-widma. Są, a jakoby ich nie było!

      Usuń
  3. Ciekawe, co ten listonosz bierze, że się tak zachowuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, ale chcę numer do jego dealera! :)

      Usuń